Ciąża a praca, czyli moich słów kilka o zwolnieniu lekarskim.

with 42 komentarze

ciaza

Ciąża to nie choroba. To hasło powtarzają jak mantrę wszyscy… których to nie dotyczy! A legendę o kobiecie pracującej do dnia porodu podaje się z ust do ust. To wszystko sprawia, że niejednokrotnie trudno nam znaleźć chwilę na odpoczynek w czasie ciąży. Nie wspominając już o trudnościach w uzyskaniu zwolnienia lekarskiego (chyba, że chodzicie do lekarza prywatnie).

Ciąża to nie choroba – zgadzam się.

Ale wszystkie objawy towarzyszące ciąży podpadają już pod chorobowe paragrafy: nudności, wymioty, zawroty głowy, bóle podbrzusza, omdlenia, senność, zatrzymywanie wody w organizmie, puchnięcie stóp i rąk, brak koncentracji i tak dalej. Nikt nie może zaprzeczyć, że to nie jest na porządku dziennym u zdrowego organizmu.

Praca pracy nierówna?

Niektórzy wartościują pracę kobiety w ciąży od tej, której zwolnienie się należy, bo pracuje fizycznie 12h dziennie po tą, której zwolnienie nie powinno się należeć, bo grzeje tyłek w biurze przez 8h. A czy jest jakaś różnica w odczuwaniu dolegliwości ciążowych w biurze i na hali produkcyjnej? Czy w biurze mniej się chce rzygać? A na hali mniej puchną nogi?

Dziewczyny, nie żyjemy w średniowieczu, żeby sobie bez naszej pomocy w polu nie poradzili!

Jeżeli jesteś taką szczęściarą, że kochasz swoją pracę i mimo dolegliwości chcesz pracować, to nic nie stoi na przeszkodzie. Ale każdej z nas w tym odmiennym stanie, należy się wolne. Chociażby kilka dni, tydzień, dwa na regenerację. Albo kilka miesięcy na przygotowanie się do nowego życia (a to i tak za mało;)).

Nie zrozumcie mnie źle, nie namawiam do chodzenia na L4. Uważam jednak, że jeżeli źle się czujesz, masz do tego prawo. Bez stresu. Bez wyrzutów sumienia. Dobro twoje i twojego dziecka jest w tym czasie najważniejsze.

Nowa praca potrzebna od zaraz… po macierzyńskim!

A ile jest takich przypadków, że jesteś na straconej pozycji, bo umowa kończy się w trakcie trwania ciąży albo już na macierzyńskim i wiesz, że nie dostaniesz propozycji dalszej współpracy. I dalej kobieto radź sobie sama. Szukaj nowej pracy czy whatever. W takich przypadkach motywacja do pracy w ciąży spada poniżej zera. A może też:

Dojeżdżasz do pracy długie kilometry zapchanym po brzegi autobusem, w którym notorycznie mdlejesz/wymiotujesz/puszcza ci się krew z nosa.

Albo cały dzień chodzisz na szpilkach, bo tego wymaga regulamin twojego miejsca pracy.

Albo masz szefa dupka.

Albo masz milion innych powodów.

Nie oceniajmy siebie nawzajem.

Może piszę ten tekst dlatego, że nie miałam jeszcze pracy, której oddałabym całe serce. Może piszę ten tekst, bo szybko przeszłam na zwolnienie i jestem wdzięczna, że miałam ten czas dla siebie. Może część z was mnie nie zrozumie. Ale… jak zwykle – piszę, co czuję ;)


A na koniec krótka historia z mojego ciążowego życia:

Wiecie co usłyszałam od kobiety, która rodziła 30 lat temu? „Ja pracowałam całe 9 miesięcy po 12 godzin dziennie, a po powrocie do domu musiałam jeszcze mężowi schabowego ubić! I nic mi nie było! Teraz sobie wymyślają te młode dziewczyny jakieś fanaberie!”. Cóż… wyczuwam zazdrość? Bo jakoś nie umiem sobie wyobrazić, że nie marzyła wtedy o chwili wytchnienia.

Nie słuchajmy zatem „ekspertów”, którzy ciążę znają tylko z obrazków i spotów reklamowych. Bo decyzję o przejściu na zwolnienie podejmuje kobieta wraz ze swoim lekarzem.

A nam nic do tego.

Pozdrawiam wszystkie byłe, obecne i przyszłe ciężarówki

Iza

Jeżeli podobał Ci się wpis, polub nas na facebooku (klik), gdzie na bieżąco będziesz się dowiadywać o tym co u nas słychać i o >NOWYCH WPISACH<

Follow Iza:

Iza - mama żona blogerka. Nie zapomina też o byciu kobietą. Niepoprawna optymistka i marzycielka, ale zdarza jej się być zrzędzącą zołzą. Fanka macierzyństwa bliskości, zdrowego egoizmu i rozmowy. Najbardziej na świecie kocha swoją rodzinę i... być mamą ;)

  • Elesayah

    A ja myślę, że ten temat, jak każdy inny ma swoje za i przeciw. Sama mogłabym o tym bloga sklecić
    Rozumiem, że kobieta w ciąży jak najbardziej często źle się czuje. Ale są kobiety, które nie mają żadnych typowych ciążowych objawów, a idą na zwolnienie. To o takich przypadkach mówi się, że ciąża to nie choroba. I wtedy to prawda, nie zmydlajcie sobie oczu, że tak nie jest.
    Teraz tak: załóżmy, że jest źle. Np. nudności i wymioty w pierwszym trymestrze lub zagrożenie ciąży -oczywiste, ze potrzeba zwolnienia, bo tak się żyć nie da, a co mówić o pracowaniu. Jakiś procent kobiet na pewno tak ma i należy im się zwolnienie, to Ok.
    Ale teraz trochę matmy- ile osób to ten procent?
    Oceńmy to trzeźwo, tak naprawdę szczerze i z sumieniem.
    Zakładając odwrotnie: kobieta świetnie przechodzi błogosławiony stan. Nic jej nie dolega, a mimo to idzie na zwolnienie „bo jej się należy, bo już takiego odpoczynku nie będzie miała nigdy więcej”. Zadaję pytanie: Czemu się taka kobieta w ogóle zatrudniała na start? „Kto nie pracuje, niech nie je”. Takie jest życie i jeśli Twoja praca śmierdziała Ci przed ciążą, to będziesz chciała iść na zwolnienie w piątym czy szóstym tygodniu, BO JESTEŚ LENIWA, a praca nie podobała Ci się od początku (zaznaczam, że mówię tu o zdrowych sprawnych mamach!). Przyjdzie czas zapewne, kiedy się pojawi brzuszek, że faktycznie będzie słabo, może zaczniesz być senna, to sobie odpoczniesz, jeszcze przed wysłaniem się na porodówkę, na pewno i zdążysz na to zwolnienie pójść, nikt Ci nie zabroni! A jak będziesz w domu z dzieckiem, to dopiero Ci się tej pracy zachce. to też na pewno:)
    Zdrowa ciąża to nie powód do darmochy i urlopu – takie myślenie jest spaczone i wiąże się z wygodnictwem i nieuczciwością, nazwijmy to po imieniu. Nie jesteś licealistką po maturze, po której czekają cię najdłuższe wakacje. Zdrowi uczciwi ludzie po prostu tak żyją. Pracują.
    Jeśli kobieta chora, niech idzie na zwolnienie, szefostwo ani kasa państwowa nie mają się o co obrażać. Ale jeśli spory odsetek kobiet jest nieuczciwych, to szef się wkurza i kasa państwa leci na konto, na które nie powinno (mają wtedy prawo się troszkę obruszyć) a wtedy koło się zamyka. I UWAGA! Teraz same sobie pętlę wiążecie na szyję!
    Nadszarpnięte zaufania przełożonych, rozgłos wokół kobiet, które nadużywają swoich praw i nagle możliwość powrotu po macierzyńskim się kurczy, a ochrona cięzarnych skończy się i dla tych, co pracować nie mogą, i dla tych, które Z CHĘCIĄ chodzą i pracują.
    Jako kobieta w ciąży, która akurat ma ten przywilej, że może pracować, powiadam Wam: kto może, niech pracuje, bo jeśli pracować nie będzie, to obciąży i siebie i kobiety, które źle przechodzą ciążę ! Myślcie przyszłościowo – dookoła ciężarnych robi się nawet szum medialny, pojawia się coraz więcej niepsrawiedliwych pomówień i oskarżeń- a jeśli zdrowe kobiety zachowują się jakoby były chore, to czemu się dziwicie? A jeżeli nie jesteś chora i masz siły do pracy, nie wymiotujesz, nie boli Cie głowa, kręgosłup, brzuch, palec czy co tam jeszcze, to pomyśl o innych mamach i po prostu rozważ w swoim sercu, czy zdrowe, pracujące chętnie mamy nie zrobiłyby lepiej, gdyby przysłużyły się tym, które nie mogą sobie na pracę pozwolić? Chociażby żeby ludzie widzieli, że naprawdę ciężarne nie wykorzystują zwolnień z powodu widzi mi się. Jeśli zaczniemy traktować innych poważnie to i inni będą traktować poważnie przyszłe mamy. Zacznijmy od siebie, a później mówmy o tym, jak inni nas traktują.
    Kobiety bez dolegliwości – szanujcie ciężarne, które w przyszłości mogą mieć problem z donoszeniem ciąży, ale którym nikt na zwolnieniu już nigdy nie zapłaci „bo pewnie symulują”.

    Pozdrawia Was przyszła mama :)

  • Ciekawe jest, że najwięcej na temat L4 w ciąży mają do powiedzenia właśnie kobiety. Szczególnie te, które nie miały możliwości wziąć zwolnienia są oburzone. Ich standardowe argumenty: Bo ja nie miałam wody w domu/ jednorazowych pieluch/ pralki/ pracowałam do końca/ pod koniec musiałam iść na zwolnienie i odliczyli mi to z macierzyńskiego itp. Zawsze, kiedy to słyszę, pytam – „To ja nie mogę mieć lepiej?”. Oczywiście spuszczają z tonu.

    • Świetny komentarz na takie „zaczepki”, zapamiętam i zacznę używać :D
      Takie oburzenie wywołuje moim zdaniem tylko i wyłącznie zazdrość, bo zapewne ta wielce pracująca do samego końca kobieta wręcz marzyła o chwili odpoczynku i możliwości poleżenia w domu!

      • Na pewno było jej ciężko i bardzo jej współczuję, ale nie zamierzam się biczowac za to, że jest mi lepiej. Każdy robi tak, żeby mu było jak najwygodniej. Gdyby ona miała takie możliwości jak my dzisiaj, na pewno nie pracowałaby do ostatniego dnia ciąży dla idei (bo na podwyżkę czy awans kobiety w wieku rozrodczym raczej liczyć nie mogą).

  • Aleksandra Waliczek

    Ech, znam ten stres, kiedy jesteś w ciąży i wiesz, że pracę masz tylko do rozwiązania… Mam nadzieję, że to się w naszym kraju zmieni wkrótce. Moje marzenie!

    • Ola najgorsze jest w tym wszystkim zaczynanie od zera… Masz dziecko, jesteś za kogoś odpowiedzialna i… nie masz pracy! Miejmy nadzieję, że coś się zmieni albo znajdziemy pracę, do której będzie można wrócić po macierzyńskim ;)

  • Podpisuje się pod tym obiema rękami!!! W ciąży miałam wszystkie możliwe dolegliwości o których piszes i nie wyobrażałam sobie siedzieć w biurze 8-12 godzin… . Na szczęście mój Kierownik to rozumiał i nie robił wyrzutów, ze poszłam szybko na L4. Zresztą było to uzasadnione moim stanem zdrowia. Ściskam gorąco 😊

    • Chwała za takiego kierownika! Rzadko się zdarza, żeby przełożony był wyrozumiały, przeważnie kobieta w ciąży, a zwłaszcza ta na zwolnieniu, jest problemem. Dobrze, że nie chodziłaś na siłę do pracy, najważniejsze jest zdrowie mamy i maluszka :)

  • Monika

    Super artykuł. Niestety wiem coś na ten temat. Lekarz nie miał problemu z wystawieniem L4, nawet sam kilka razy proponował, ale L4 nie było zbyt miło widziane przez szkołe, w której pracuje, bo „ciąża, to nie choroba”. Dolegliwości ciążowe strasznie mnie męczyły. Ciężko było wytrwać do końca. W sumie byłam na L4 około miesiąca (z czego połowę z powodu choroby w ciąży). Na szczęście rodziłam w czasie wakacji, więc nie musiałam pracować do porodu.

    • Monika, to szkoła w której pracujesz nie należy do najbardziej przyjaznego miejsca pracy dla kobiet w ciąży… Ciąża to nie choroba, ale wszystkie jej objawy tak! Przecież to jakieś średniowieczne podejście. Współczuję Ci, że musiałaś tyle przeżyć.

  • Kalina Czarnopolska

    Prowadziłam własną działalność i myślałam, że będę pracować prawie do końca ciąży, ale okazało się, że nie mogę siedzieć… Siedzenie przed kompouterem było dla mnie prawdziwą zmorą, szczególnie kiedy dziecko już było większe i mogło mnie kopać. Poza tym w pierwszym trymestrze musiałam każdą godzinę odespać dwoma godzinami :)

    • Rozumiem, że na działalności każdy dzień w pracy jest ważny. Ale ciąża to ciąża, rządzi się swoimi prawami, a my musimy ją jakoś okiełznać :) Ja w pierwszym trymestrze też ciągle spałam – potrafiłam zasnąć nawet na siedząco przy czwórce dzieci biegających naokoło mnie:p

  • Ja niestety miałam duży problem z przekonaniem lekarza, że należy mi się zwolnienie lekarskie. Pracuję z dziećmi, również w przedszkolu. Muszę targać ciężkie torby, skakać z dzieciakami, schylać się, kucać, siadać na podłodze. Bardzo ciężko to wszystko robić w ciąży – szybko łapie się zadyszkę, dzieci też są nieprzewidywalne i nie wiadomo kiedy jakieś uderzy Cię w brzuch z całym impetem, chcąc się przytulić. Dopiero, kiedy ze zdenerwowania się popłakałam (tak mnie wkurzył), dostałam, co mi się należało. Teraz wypisuje bez problemu. Ale słyszałam o sytuacji, kiedy dziewczyna z łaską dostała zwolnienie na kilka dni przed porodem. Więc nie jestem odosobnionym przypadkiem.

    • Bycie przedszkolanką to bardzo odpowiedzialna praca. W ciąży często jesteśmy rozkojarzone, ciężej nam się skupić, nie mówiąc już o wiecznej senności. Do tego tak jak mówisz, dzieci są nieprzewidywalne i baaardzo żywiołowe, a Ty jako ich nauczyciel musisz za nimi nadążać. Z pewnością należało Ci się zwolnienie! Poza tym, uważam, że każda kobieta, która poprosi, powinnam zwolnienie dostać. Każda ciąża jest inna, każda kobieta jest inna i każda ma prawo podjąć decyzję o przejściu na L4 w dowolnym momencie. Ale jak widać rzeczywistość po raz kolejny zaskakuje… Zmieniłabym lekarza na Twoim miejscu ;)

      • Właściwie to nie jestem przedszkolanką. Prowadzę zajęcia z angielskiego, również w przedszkolu. Reszta zajęć to też nie łatwa sprawa, ponieważ jeżdżę dużo autem i mam masę dźwigania. Niestety, niepotrzebnie się pochwaliłam, że mam działalność i chyba przestraszył się kontroli z ZUS-u. Lekarz też mi powiedział, że w każdej chwili mogę iść do innego, ale jest dobrym specjalistą i naprawdę mu ufam. Wolałam zawalczyć o swoje i zostać przy nim :).

        • Tak czy siak, zwolnienie Ci się należało :) obojętnie czy jesteś przedszkolanką czy doradcą od sprzedaży tv:P Wielu lekarzy boi się o swój stołek właśnie przez te chore kontrole z ZUS-u – z jednej strony to zrozumiałe, ale z drugiej strony, lekarze dobrze wiedzą co wpisać na L4, żeby nie wzbudzać podejrzeń. W ciąży chodziłam do świetnej pani ginekolog, która z wielkim dystansem traktowała wypisywanie zwolnień. Twierdziła nawet, że tabelę, w której zapisane są kody dolegliwości ciążowych, które musi wpisać na L4 wymyślał jakiś student, bo były tak dziwacznie i nieżyciowo skonstruowane ;)

          • Dla mnie to jest chore, że lekarz bardziej dba o papierki niż o zdrowie kobiety i jej dziecka, ale sytuacja ich do tego zmusza. Niestety, przez nieuczciwe osoby kontrole z ZUS-u nabrały na intensywności i kiedy osobie, która płaci ZUS przez kilka lat należy się takie zwolnienie, zaczynają się schody.

          • Masz rację. I najgorsze jest to, że cierpią na tym przeważnie osoby uczciwe, a naciągacze i oszuści zawsze się wymigają.

  • Martyna Grabowska

    Jestem obecnie w 7 miesiącu ciąży. Na zwolnieniu lekarskim od początku 6 miesiąca. Z tym że pani doktor do której chodzę prywatnie wcale nie chciała mi tego zwolnienia wystawić. Kilkakrotnie słyszałam że ciąża to nie choroba a pracować powinnam do końca ciąży. Na nic argumenty ze moja praca jest fizyczna (sklep w którym trzeba nosić ciężkie skrzynki z mięsem warzywami i alkoholem) nie można było przez 8 godzin usiąść ani zjeść, wizyta w toalecie tez była rzadkością. Ale przez to ze musiałam wręcz błagać o zwolnienie lekarskie bo nie dawałam rady dźwigać i stać pełne 8 godzin bez bólu bioder mam poczucie ze to zwolnienie mi się nie należy, że zamiast normalnie zarabiać obijam się w domu i jak to określiła pani doktor – tylko tyje. Ciąża stała się moim przekleństwem. I oczywiście też usłyszałam od jednej pani ze „kiedyś to się pracowało do samego końca a teraz tylko wymyślają jak nie pracować i brać pieniądze. ” przykre bardzo

    • Dawno zmieniłabym lekarza na Twoim miejscu. Moja praca wcale nie należała do fizycznych, a bardzo szybko przeszłam na zwolnienie. Miałam świetną panią ginekolog, która prowadziła mi ciążę! Ale od lekarza, do którego początkowo poszłam na NFZ, też usłyszałam, że ciąża to nie choroba – wtedy widzieliśmy się ostatni raz ;)
      Najgorszą sytuacją jest, kiedy doktor nie słucha pacjentki, tylko kieruje się własnymi przekonaniami i praktykami. I strachem. Bo często lekarze boją się wystawiać zwolnienie w obawie przed kontrolami. Ale Twoja pani ginekolog, to typowa hetera bez serca.
      Ciąża dla każdej z nas powinna być pięknym czasem, czasem odpoczynku i przygotowania się do ogromnej zmiany w życiu. Jak najbardziej zwolnienie Ci się należało i należy! Szkoda tylko, że tak późno…
      Pozdrawiam, trzymaj się ciepło! Spokojnej końcówki i szczęśliwego rozwiązania:)

  • Karolina

    Jak zaszłam w ciążę to myślałam, że będę pracowała prawie do końca. Myślałam, że nie dam rady bez pracy, bałam się oceniania ze strony współpracowników. Jednak rzeczywistość sprowadziła mnie na ziemię. Nie czułam się dobrze w ciąży, do 4 mesiaca wymiotowałam 3 razy dziennie, potem okazało się że mam problemy zdrowotne, a w pracy wymagali tak jak zwykle – 100% zaangażownia i nawet nadgodzin (choć to nielegalne). No i nie dałam rady. Nie żałuję. Mogłam przejść tą ciążę w spokoju i co najważniejsze donosić zdrowe dziecko :) Musimy myśleć przede wszystkim o sobie. Nie jesteśmy niezastąpione ;)

    • Oj tak, zwłaszcza w pracy szybko okazuje się, że łatwo nas zastąpić ;)
      Gdybyśmy chociaż miały jakąś taryfę ulgową, ale tak jak pisałaś, oczekuje się od nas 100% wydajności i zaangażowania. A przecież naszą głowę zaprzątają już całkiem inne myśli, nie tylko praca. Nasze życie się zmienia, nie troszczymy się już tylko o siebie. Dlatego warto czasem odpuścić. Mimo wszystkich konsekwencji.
      Gratuluję odwagi i zdrowego bobasa :)

  • Mama-na-obcasach

    Ja jestem za tym aby kobiety od razu mogły iść na zwolnienie gdy są w ciąży. Ja tak zrobiłam :) I nie żałuję ! Rozmawiając z kobietami, które pracowały w ciąży bardzo źle to wspominają i pozostają przy jednym dziecku, niestety stres i ciężka praca zrobiły swoje :/

    • Ja też bardzo szybko „uciekłam” na L4 i nie żałuję ani jednego dnia. Pomijając sam fakt pracy, do której nie musiałam chodzić i uniknęłam dojazdów, stresów, klientów itd., miałam czas, żeby odpocząć i zająć się sobą. A od kiedy jestem mamą o czasie dla siebie mogę tylko pomarzyć. I tak przez najbliższe kilka/kilkanaście lat :) Także cieszę się, że dane mi było odpocząć przed pojawieniem się Zosi – mam co wspominać:D

  • Uważam, że zwolnienie lekarskie kobiety w ciąży-każdej się należy niezależnie od warunków pracy, ale to każda z takich kobiet sama wie co dla niej najlepsze i „to jej życie”.

    • Masz 100% rację! Decyzję o L4 podejmuje sama „zainteresowana”, a to jakie ma do tego powody powinno obchodzić tylko jej lekarza ;)

  • Zgadzam się. A w wielu przypadkach zajście w ciążę jest równoznaczne z utratą pracy, bo umowa o pracę jest podpisana na czas określony, zazwyczaj krótszy niż okres ciąży + macierzyńskiego…

  • Ja myślę, że decyzja czy kobieta chce pracować w ciąży i do kiedy to jej indywiduana sprawa. Ryzykuje przy tym często utratą pracy, ale trudno, trzeba się zdecydować i zybrać to co dla nas lepsze i ważniejsze.

  • jestem od „zawsze” na własnej działalności, pracowałam dwa razy do dnia porodu…nie oceniam innych kobiet, nie wtrącam się.

    • Iza

      Kobiety na działalności zawsze mają pod górkę! Co innego być na etacie, co innego prowadzić działalność – to są dwie kompletnie różne sytuacje. Przede wszystkim tej sytuacji Ty jesteś za wszystko odpowiedzialna i ciężko Cię zastąpić. Dlatego podziwiam kobiety, które dają radę rodzić i wychowywać dzieci jednocześnie prowadząc firmę :)

  • Myślę, że nie ma co oceniać jakiejkolwiek kobiety, która bierze zwolnienie. Każda wie najlepiej, jak się czuje i ile da radę pracować. Jeśli decyduje się na L4 to znaczy, że przekroczyła już próg swojej wytrzymałości. Według mnie kobieta w ciąży powinna mieć taką możliwość, aby w razie złego samopoczucia wziąć wolne bez obawy o wyrzucenie z pracy. Zresztą nawet zwykły człowiek, który zachorował, powinien mieć taką możliwość.

    • Iza

      Dobra uwaga. Każdy powinien mieć możliwość odchorować chorobę czy złe samopoczucie w domu. Bez konsekwencji w pracy. Niestety w wielu przypadkach nie jest to w ogóle możliwe albo kończy się nieprzyjemnościami w pracy. Dlatego dobrze, że kobieta w ciąży jest prawnie chroniona przed rozwiązaniem umowy i ma możliwość spokojnie przejść na L4:)

  • Trafiłaś w sedno. Ile to ja sie nasłuchałam na wizycie u ginekologa, kiedy wchodziłam bez kolejki: jeszcze jej brzucha nie widać a w ciąży wielce! A tekst, że ciąża to nie choroba jest już kultowy. Najciekawsze jest to, że kiedy już ostatecznie ten brzuch było widać, kiedy kasjerki mnie przepuszczały w kolejce, a na poczekalni nie mogli podważyć mojego stanu spotykałam sie z masą nieprzyjaznych spojrzeń. Co za mentalność!

    • Iza

      Masz szczęście, że Cię w ogóle przepuszczali! w moim przypadku (zwłaszcza w długiej kolejce do kasy) przeważnie spotykałam się z odwracaniem głowy w drugą stronę ;)

  • smileyprojectpl

    Trzeba sie cieszyć, że mamy taką opcję i później jeszcze rok macierzyńskiego :) Moja siostra mieszka w US i u nich nie ma czegoś takiego jak macierzyński. Prawie zaraz po porodzie musisz wrócić do pracy albo nara. Ba! Dopiero niedawno amerykanie dostali płatne chorobowe, ale to i tak tylko 7 dni w roku. Wcześniej nawet tego nie mieli. Jak byłeś chory to albo musiałeś brać z urlopu (którego mają mniej niż my), albo bezpłatne chorobowe. Moja siostra ma akurat szczęście bo szef jej poszedł na rękę i może pracować w większości w domu. Cieszmy się z przywilejów które mamy, bo nigdy nie wiadomo kiedy ich zabraknie :)

    • Iza

      To o czym piszesz jest aż nie do uwierzenia! Nie zdawałam sobie sprawy jak mamy się dobrze w tej naszej Polsce ;) Dla mnie takie możliwości, jakie daje nam państwo sprawiają, że mogę się spełniać jako mama – być przy swoim dziecku, nawet tym nienarodzonym :)

  • To prawda, że ciąża ciąży nie równa. I chociaż zgadzam się, że nudności towarzyszą równie tak samo w biurze jak w hali produkcyjnej to myślę, że przyzwolenie na zwolnienie jest większe w pracy fizycznej głównie z tego względu, że w ten sposób kobieta naraża życie swojego dziecka. Chociaż oczywiście uważam, że jesli kobieta nie jest w stanie pracować to powinna skorzystać ze zwolnienia. Ale wymioty i w biurze i w domu będą. A przy rozumiejącym szefie i współpracownikach damy radę przez to przejść. Często jeśli zależy nam na pracy to nie jest to przeszkodą. Ja jestem przeciwniczką zwolnień, gdy kobieta dobrze się czuje, ma „lekką” pracę, a idzie na zwolnienie, bo przecież i tak ma 100% pensji…. Chociaż myślę, że nawet w biurze praca do samego dnia porodu musi być ciężka i zresztą myślę, że chociaż ten 1 miesiąc przed porodem powinnyśmy dać sobie odpocząć i przygotować się do nowej roli.

    • Iza

      Fajnie, że wypowiedziała się jakaś przeciwniczka:D Masz rację, wymioty nie przejdą nagle w domu, ale moim zdaniem lepiej randki z ubikacją przeżywać w domowym zaciszu niż przed kolegami z pracy i co gorsze – przed klientami. Jeden to zrozumie, drugi nie. Tak samo jest z szefami – jeden zrozumie, drugi będzie krzywo patrzył. Wszystko zależy od charakteru pracy i współpracowników. I od nas samych.
      Warto też dodać, że praca biurowej pracy biurowej nierówna… Pracą biurową jest wypełnianie dokumentów w urzędzie i pracą biurową jest obsługiwanie klientów połączona ze sprzedażą produktów/usług.
      Rozumiem kobiety, które mimo wszystko chcą pracować, bo zależy im na pracy albo ją po prostu lubią. Są też osoby, które siedzenie w domu doprowadza do depresji – każdy przypadek jest inny i każdą decyzję należy uszanować:)

  • Bardzo dobrze, że to napisałaś :) Każda z nas ma inną sytuację, inną pracę, różnie się czuje, sama ciąża też przebiega inaczej. Dlatego też jestem daleka od oceniania. Sama poszłam na zwolnienie lekarskie koło 3 miesiąca, ale dzięki temu mogłam bardziej zatroszczyć się o zdrowie moje i Malucha. Nie oceniam jednocześnie kobiet, które pracują praktycznie do dnia porodu. To sprawa każdej z nas :) I każda z nas powinna podjąć decyzję czy pracuje do któregoś momentu ciąży czy do jej końca. Myślę, że ważne jest to, aby spojrzeć na nasze możliwości, na warunki pracy jakie mamy i ocenić czy nie odbije się to na zdrowiu. Takie moje zdanie :)

    • Iza

      Mamy bardzo podobne zdanie ;)
      To są decyzje, która każda kobieta podejmuje indywidualnie zgodnie ze swoim sumieniem i zdrowiem. Już nie raz to pisałam, ale powtórzę się: każda historia jest inna, dlatego nie chcę oceniać żadnej z nas.

  • Świetny artykułu. Moja siostra jest właśnie w ciąży, więc coś na ten temat wiem. Nie wyobrażam sobie, żeby miała iść teraz do pracy, a wykonuje pracę biurową. Każdy trymestr przynosi inne dolegliwości, jest to taki stan, w którym należy celebrować każdą chwilę, a czas na pracę sam przyjdzie :)

    • Iza

      Dokładnie! Kiedyś rolą kobiety było zajmowanie się domem i wychowywanie dzieci, w dzisiejszych czasach musimy ogarniać wiele innych rzeczy, m.in. pracę. Dlatego warto korzystać z możliwości jaką dostajemy i tak jak piszesz – celebrować każdą ciążową chwilę :)