Dlaczego pomaganie żonie jest złe?

with 16 komentarzy

Każda z nas to słyszała:

„Ja to mam dobrego męża. Pomaga mi w sprzątaniu, pomaga mi w opiekowaniu się dziećmi, pomaga mi gotować, pomaga mi bla bla bla. Po prostu CUD, nie facet! Powinnam iść za niego na kolanach do Częstochowy!”

Wasze wspólne życie

Niejedna z nas mogłaby pozazdrościć TAKIEGO męża. Ale wiecie co wam powiem? To, że partner wam pomaga w prowadzeniu domu i wychowaniu dzieci jest złe.

Dlaczego?

A no dlatego, że przecież to nie tylko twój dom i nie tylko twoje dzieci. Mieszkacie i żyjecie w domu razem więc to WASZ dom. Do stworzenia dzieci też potrzeba dwojga więc to WASZE dzieci.

Gotujesz obiad tylko dla siebie? Pierzesz tylko swoje ubrania? A może sprzątasz tylko to, co sama nabałaganiłaś?

Robiłabyś tak, gdyby każdy z was odpowiadał za samego siebie. A skoro tworzycie związek dorosłych ludzi, którzy świadomie złączyli swoje życie w jedno, obowiązki domowe i wychowanie dzieci, to także wasze wspólne wyzwanie. Facet w domu działa na takich samych zasadach jak my.

Dawno temu w średniowieczu

Dawno temu przyjęło się myślenie, że kobieta jest od prowadzenia domu i wychowywania dzieci, a mężczyzna musi się zająć zarabianiem i rąbaniem drewna do pieca. Trochę się od tego czasu pozmieniało, prawda? My kobiety walczymy o siebie, chodzimy do pracy, zarabiamy na równi z mężem, a jak trzeba to rozpalamy w piecu (!). Ale babskich obowiązków nam nie ubyło. Cóż… czas zmienić myślenie i iść z postępem czasu.

Zgadzam się, że w związku powinien panować podział obowiązków. Ale nie na zasadzie: męskie/babskie. Do wspólnych obowiązków zaliczamy też pranie, sprzątanie, a jak trzeba, to nawet gotowanie (:D). Nie wspominam nawet o spędzaniu czasu z dziećmi, bo to jest oczywiste. Dzieci po to mają tatę, żeby był dla nich. Nie dla telewizora, kolegów, piwa czy kosiarki w ogrodzie. Wiecie, ojcem może zostać każdy i jest to nawet przyjemny proces, ale nie każdy potrafi być prawdziwym tatą.

Tata czy ojciec?

W związku z tym ostatnim, naszła mnie pewna refleksja i pozwolę ją sobie tutaj wtrącić, bo uważam, że jedno z drugim ma wiele wspólnego.

Bycie rodzicem to cholernie trudne zadanie, a już szczególnie bycie tatą. Kurcze, warto pielęgnować te relacje od samego początku. Nic nie zastąpi dziecku kontaktu z rodzicami. I możemy myśleć, że niemowlak nic nie będzie z tego okresu pamiętał, ale wcale tak nie jest. Niemowlak uczy się świata takim, jaki mu go pokażemy. Notuje wszystko tam, gdzie tego nie widać: w swojej podświadomości. Dlatego warto pokazać mu zdrowe relacje, pokazać mu, że może liczyć na oboje swoich rodziców. (Podział obowiązków zamiast „pomagania sobie” też należy do budowania zdrowych relacji.)

Zbliża się właśnie Dzień Ojca, jak wam się wydaje: wasze dzieci myślą o waszym partnerze jako o „ojcu” czy jako o „tacie”?

A jak wy myślicie o swoich ojcach?

 

Podsumowując:

Mąż w domu żyje i funkcjonuje na tych samych zasadach jak my i cała reszta rodziny. A my nie jesteśmy męczennicami, które wszystko muszą dźwigać na własnych barkach. Mąż nie powinien w domu pomagać. Mąż powinien prowadzić dom razem z żoną.

Buziaki,
Iza

PS. Doceniajcie siebie nawzajem, doceniajcie to, co macie :) Dziękujcie sobie i okazujcie sobie szacunek, a wtedy podział obowiązków nie jest już taki straszny.


Widzimy się na Faceboku? ;)
Follow Iza:

Iza – mama żona blogerka. Nie zapomina też o byciu kobietą.
Niepoprawna optymistka i marzycielka, ale zdarza jej się być zrzędzącą zołzą. Fanka macierzyństwa bliskości, zdrowego egoizmu i rozmowy. Najbardziej na świecie kocha swoją rodzinę i… być mamą ;)

  • Chociaż już raczej odchodzimy od tego modelu w którym kobieta „obsługuje” męża jak swego pana, to jeszcze takich przypadków jest całkiem sporo. Mam koleżankę, która nie może sama nawet iść do sklepu, bo mąż wychodzi z założenia że jak pracuje to musi odpoczywać i dziećmi nie musi się zajmować. A ona chwili dla siebie nie ma…

  • ja myślę, że są też kobiety, które się tym swoim „męczeństwem ” nie potrafią podziellić, Wiesz? Ale to już zupełnie inna strona medalu.
    Równouprawnienie. Tak, jak kobieta chce mieć możliwość zarabiania i rozwijania swoich pasji, tak Facet ma obowiązek dźwigać tyle samo, ile ona. Inny układ nawet by mnie nie interesował. Wszystko, albo nic. RAZEM, albo osobno.

    • Ooo jest dość dużo kobiet, które swoje męczeństwo trzymają tylko dla siebie. Zbyt dużo.

  • szczęściary którym mąz pomaga w domu naprawdę cieszcie sie i doceniajcie ja moge Wam tylko pozazdrościć.. owszem mojego meża nie ma przez pół roku za 3 tygodnie przyjedzie i już mi zapowiada że nic nie będzie robił nie będzie pomagał skoro sie już przyzwyczaiłąm i sama ogarniam to on sie nie bedzie mi mieszał tak twierdzi… ech i wiem że tak będzie tylko będzie jeden minus wszystko będzie na czas szczególnie posiłki :/

  • Sporo celnych spostrzeżeń. U nas jest tatuś, równie wazny jak mamusia ;)

  • Tatuś – to najczesciej słyszę od córek :) Mój mąż dużo pracuje i ja zajmuje się domem, on nie czesto pomaga bo po prostu nie ma kiedy. Jak jest już z nami dłużej w domu, to wtedy chętnie spacerujemy RAZEM, gotujemy RAZEM itp. Jednak większość obowiązków domowych przejelam Ja. Nie wyobrażam sobie żeby mój mąż po 12h pracy robił sobie jeszcze kolację czy kładł dzieci spać :)

  • U mnie wśród rodziny, znajomych padały sformułowania typu „Ty to powinnaś być mu wdzięczna, że możesz ….” no i tutaj zakupy z koleżankami, fryzjer, kosmetyczka, trening, a nawet niekiedy drink z koleżankami. Ale staram się wszystkim uzmysłowić, że haaaalo, to jest nasze wspólne dziecko, nie MOJE, tylko NASZA. Facet nie pada nam na kolana za każdym razem kiedy wychodzi z domu, a my zostajemy z maleństwem, bo jest to naturalne, my dom, on out. Ale kiedy rolę się odwracają, już wszyscy zaskoczeni, ohy i ahy jacy Ci mężczyźni są wspaniali, bo babcia, ciocia pomocy nigdy nie miały. Żyjemy w XXI wieku, mężczyzna nie musi zdobywać jedzenia, chronić szałasu, obrabiać mięcha 3-dni żeby zadbać o rodzinę. więc ma czas na to coby odciążyć nieco partnerkę w opiece nad dziećmi, czy obowiązkach domowych.

  • Tata, tatuś, tatulek – mój „ojciec” jest the best! I „ojciec” mówię mu tylko w żartach ;) A ja moje dziewczyny to chyba nie znają słowa „ojciec” wcale :P ;)
    Co do relacji z mężem, to mam pewnie jak większość mam, które zajmują się dzieckiem, a mąż pracuje. Dzielimy obowiązki (ja pranie – on odkurzanie, ja podlewam kwiatki – on wyrzuca śmieci itp.), ale siłą rzeczy dużo robię ja, a on tak bardziej z doskoku. Jednak po wakacjach i zaczynam szkołę, i powoli wracam do pracy i już go przyzwyczajam, żeby trochę podgonił swoje umiejętności kulinarne ;)

  • Mój tata zajmował się mną o wiele bardziej niż mama.
    Za to w mojej obecnej sytuacji uważam że skoro ja jestem w domu ż małym dzieckiem a mój facet chodzi do pracy to moja praca jest dziecko i dom, tak jak i on ma swoją pracę. A w domu…. robi zakupy, wyrzuca śmieci i często to on ogarnia zmywarkę więc i tak pewny podział jest ;)

  • Katarzyna Balbierz

    Ja zawsze powtarzam „Nie zrobiłeś mi prania, nie zmyłeś mi podłogi. Zrobiłeś to NAM”

  • Ja o moim tacie dobrze myślę, zajmował się nami nawet czasem lepiej niż mama :)
    I zgadzam się z tekstem, choć na swojego męża też nie mogę narzekać. Aż mi czasem głupio, kiedy wraca zmęczony z pracy i od progu mi pomaga zająć się dziećmi i domem (ja zawodowo nie pracuję, tylko mam całodobowy dyżur w domu przy maluchach, 7 dni w tygodniu :)).

  • Ilona Wróblewska

    No nie mówcie, że czasem nie lubicie sobie ponarzekać w babskim gronie na mężów i pozazdrościć innym jakiego to mają wspaniałego partnera bo pierze, prasuje, gotuje, lata ze ścierą na kolanach i myje podłogę… A! I jeszcze kotlety potrafi ubić :) A tak na poważanie to znam pary, które po zamieszkaniu ze sobą ustaliły podział zadań i dzięki temu żyje im się lepiej. Jest to jakiś sposób. Mąż i żona uczą się siebie całe życie i sztuką jest umieć się porozumieć w różnych kwestiach – czy to poruszanych na początku Twojego wpisu czy jeszcze innych. Rozmowa jest podstawą dojrzałej relacji.

  • Ostatnio właśnie moja koleżanka zachwycała się moim mężęm, który przychodząc do domu, zjada obiad i idzie z dziewczynami na spacer. Kurczę, dla mnie to norma i nie wyobrażam sobie, żeby mąż nie angażował się w wychowanie naszych dzieci oraz w dbanie o dom.

  • Przemówił głos rozsądku! Tego typu hasła, jakie zacytowałaś na samym początku wpisu powodują u mnie totalnego nerwa. Wspólny dom to wspólne obowiązki, a nie żadne klęczki i dziękczynienia. Ot co :)

  • Bardzo ważne jest to, jakiego języka używamy. Czy też – język, którego używamy bardzo dużo mówi o rzeczywistości, jaka nas otacza. Dobry przykład z pomaganiem! :)

  • Nie każdy facet potrafi to pojąć, niestety. Ja uparcie dążę do tego, żeby coś tam robił z dzieckiem. W końcu przecież oboje chcemy mieć kiedyś dobry kontakt z maluszkiem. :)
    O swoim ojcu nic dobrego nie mogę powiedzieć, więc przemilczę Twoje pytanie.
    Pozdrawiam :)