Egoistyczne walentynki, czyli przepis na udany związek.

with 38 komentarzy

Walentynki, święto zakochanych.

Spójrzmy na to pod trochę innym kątem. Zakochanie, miłość, to nie tylko bycie z kimś w związku. Można kochać tańczyć, można kochać grać na gitarze, można kochać malować. Kochamy męża, kochamy mamę, kochamy brata, kochamy nasze dzieci, kochamy naszego psa i rybki. Każdego inaczej. Miłość niejedno ma imię, ale czy potrafimy kochać samego siebie?

Nie, nie mam na myśli egoistycznej, narcystycznej miłości – ślepego patrzenia tylko na siebie. Chodzi mi o to czy odnosicie się do siebie z szacunkiem? Czy akceptujecie siebie takimi jakie jesteście?

Byłam kiedyś w takim momencie życia, kiedy moja miłość odeszła. Zostałam sama. Nie potrafiłam się z tego pozbierać, moja samoocena poszybowała w dół niczym przedmiot upuszczony z dużej wysokości. Właściwie ja cała spadałam w dół i mało brakowało, żebym nie roztrzaskała się w drobny mak na dnie. Próbowałam wielu rzeczy, żeby się podnieść. Pracowałam na 1.5 etatu, żeby zabić czas, chodziłam na siłownię, żeby wypocić emocje, jadłam czekoladę, żeby się pocieszyć, oglądałam „Seks w wielkim mieście”, żeby odzyskać wiarę w miłość. Ale wiecie co pozwoliło mi się pozbierać?

Zaakceptowanie siebie taką, jaką jestem.

Uważam, że ten moment w moim życiu był przełomowy. Wiele wtedy zrozumiałam i wtedy wszystko zaczęło układać się tak, jak zawsze chciałam: miałam figurę, o jakiej zawsze marzyłam, poznałam faceta, który okazał się być moim Rycerzem na białym koniu, znalazłam dobrze płatną pracę, wzięłam ślub, zamieszkałam w domu na wsi, urodziłam córeczkę… Ale wszystko zaczęło się od miłości do samej siebie.

Klucz do udanego związku

Co to jest miłość? Jak rozpoznać zakochanie?

W Bravo i Bravo Girl zawsze pisali, że miłość zawsze rozpoznasz, bo zakochanie to stan, kiedy masz „motyle w brzuchu”.

Czułaś kiedyś motyle w brzuchu na myśl o samej sobie?

Jak na co dzień traktujesz siebie? Patrzysz rano w lustro i…? Widzisz tylko zmęczoną twarz, podkrążone oczy, niedoskonałości na skórze, rozczochrane włosy i już myślisz o tonie makijażu, jaką będziesz musiała nałożyć, żeby „jakoś wyglądać”? A może uśmiechasz się do siebie i mrugasz okiem do swojego odbicia?

A wieczorem, kiedy kładziesz się spać? Odtwarzasz w głowie wszystko, co się dzisiaj działo i zastanawiasz się co mogłaś zrobić lepiej karcąc się jednocześnie w myślach, że nie wpadłaś na to wcześniej? Czy może rozmyślasz o tym, co się wydarzyło i z wdzięcznością dziękujesz za to, co udało Ci się zrobić?

Widzisz, te dwa skrajne podejścia, wiele o Tobie mówią. Pierwszy scenariusz to osoba goniąca za szczęściem, którą te poszukiwania już trochę męczą. W drugim scenariuszu pokazałam Ci osobę, która niekoniecznie wiele posiada, ale potrafi kochać siebie i odnajdywać radość w każdym dniu.

Może będę się powtarzać, ale uważam, że kluczem do wszystkiego, co w życiu dobre, w tym do szczęśliwego związku, jest zaakceptowanie siebie. Dopiero to otwiera furtkę na świat i na całe jego dobro. Dodaje pewności siebie i wiary, że wszystko będzie dobrze. Pozwala myśleć pozytywnie.

Trudne dobrego początki.

No. Łatwe to to nie jest. Nie da się po prostu czegoś sobie wmówić i już. Zaakceptowanie siebie, to proces – i to nieustający proces – cały czas trzeba nad sobą pracować!

Zacznij od zastanowienia się: czy chciałabyś na co dzień żyć z osobą, której nie lubisz?

Byłoby ciężko. A z kim innym spędzasz więcej czasu niż z samym sobą?

Po drugie: miłość, to dawanie siebie drugiej osobie. Jak można kochać – czyli dawać siebie – mając się za osobę brzydką, głupią, bezwartościową? Tego chcesz dla swojego męża/partnera/dziecka?

Raczej nie, raczej dla tych, których kochamy, chcemy tego, co najlepsze.

Więc po trzecie: jesteś NAJLEPSZA taka, jaka jesteś. Twój partner wybrał właśnie CIEBIE spośród milionów kobiet!

Wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna. Przestań porównywać się do innych, bo druga taka jak Ty po prostu NIE ISTNIEJE. Nie istnieje też druga Chodakowska, druga Szczęśliva ani druga Jenifer Lopez. Każda z nas ma w sobie coś, czego ktoś inny mógłby nam pozazdrościć:)

Pomyśl jakie masz w sobie mocne strony. Może masz piękne kręcone włosy, może brazylijskie pośladki, może umiesz ładnie śpiewać, a może robisz najlepsze naleśniki pod słońcem? Na pewno jest coś, co w sobie lubisz! Pamiętaj o tym, pielęgnuj to, a z czasem zobaczysz tych cech coraz więcej i stwierdzisz, że właściwie to fajna z Ciebie babka!

Dziecko w nas.

Pamiętacie wpis o tym „Czego pragną kobiety?”. Pojawił się w nim bardzo ważny dla mnie cytat, cytat który wiele mi zobrazował. Z okazji Walentynek, przypomnę go i Wam, żebyście zrozumieli, jak ważne jest docenianie siebie:

„Gdybyśmy postawili pośrodku pokoju trzyletnie dziecko i zaczęli na nie krzyczeć, wymyślać mu, że jest głupie, że nigdy niczego nie potrafi wykonać dobrze, że powinno to zrobić w taki a taki sposób, że tak okropnie nabałaganiło, a potem dali mu jeszcze parę klapsów, zobaczylibyśmy, że to wszystko zakończyłoby się albo przerażeniem dziecka, które ulegle usiądzie w kącie, albo jego agresją. (…) nigdy nie poznamy jego możliwości. Jeśli temu samemu dziecku powiemy, że bardzo je kochamy, że bardzo nam na nim zależy, że kochamy je takim, jakie jest, kochamy za jego uśmiech i mądrość, za jego zachowanie, że nie mammy mu za złe błędów, które popełnia w trakcie nauki, i że bez względu na wszystko będziemy dla niego oparciem – okaże się, ze możliwości, jakie to dziecko zaprezentuje, przyprawią nas o zawrót głowy. W każdym z nas tkwi takie trzyletnie dziecko i większość swojego czasu tracimy na karcenie tego dziecka w sobie. A potem dziwimy się, że nie układa nam się w życiu.

Bądź dobra dla siebie. Zacznij siebie kochać i akceptować. To jest to, czego małe dziecko najbardziej potrzebuje, by mogło jak najpełniej wyrażać cały swój potencjał.”

[Louise L. Hay – „I Ty możesz uzdrowić swoje życie”]

A więc moi drodzy, w Walentynki pamiętajcie też o tych, z którymi spędzacie 24h/dobę – pamiętajcie o samym sobie! Pamiętajcie, że zdrowy egoizm, jest naprawdę ZDROWY. Że kochając siebie, robicie swoim najbliższym najlepszy prezent na świecie. Znajdźcie czasem chwilę dla siebie.

I dbajcie o siebie!

Zakochana,
Iza
Follow Iza:

Iza – mama żona blogerka. Nie zapomina też o byciu kobietą.
Niepoprawna optymistka i marzycielka, ale zdarza jej się być zrzędzącą zołzą. Fanka macierzyństwa bliskości, zdrowego egoizmu i rozmowy. Najbardziej na świecie kocha swoją rodzinę i… być mamą ;)

  • Tekstowni.pl

    Nic dodać, nic ująć. Czas dla siebie to najlepsza inwestycja w rodzinę. Pozdrawiam! <3

  • Dziękuję bardzo, cieszę się, że się spodobało :)

  • Melduję Gotowość

    Ja pokochałam siebie dopiero jakoś dwa lata temu. Od tego czasu dużo się zmieniło. Dzięki temu, że kocham siebie jestem w stanie być dobrą żoną.

    • Bardzo ważną rzecz powiedziałaś! Kochasz siebie więc jesteś dobrą żoną – bo dopiero zaakceptowanie siebie pozwoli nam naprawdę pokochać drugą osobę i dać z siebie to, co mamy najlepsze :) Brawo dla Ciebie!

  • Był taki moment, że zapomniałam o sobie. O moich potrzebach, pragnieniach, celach. Wszystko było ważniejsze. Praca, dom, mąż, dzieci. A siebie spychałam na samo dno. Teraz uczę się, że poświęcenie czasu sobie też jest ważne. Nie zawsze mi to jeszcze wychodzi, ale mam nadzieję, że kiedyś się w końcu nauczę :)

    • Miałam dokładnie tak samo, ale patrząc na to, że do niedawna właściwie całe moje życie kręciło się w okół mnie samej, szybko zdałam sobie sprawę, że wieczne zapominanie o sobie nie przyniesie mi wiele dobrego ;) Ważne, żeby mieć świadomość, że my też jesteśmy ważne i próbować krok po kroku robić coś dla siebie :)

  • Zgadzam się, że poszukiwanie miłości powinny rozpocząć od miłości do siebie :-)

    • Ola, bo kiedy nie pokochamy siebie, ciężko będzie nam naprawdę oddać się innym :)

      • Albo się oddamy i wcale nie będziemy szczęśliwi…

        • Wiesz, myślę, że niektórzy są szczęśliwi wtedy, kiedy w całości oddają siebie innym. Ale nie wiem czy to prawdziwe szczęście, czy tylko wmawianie sobie, że jest dobrze…

  • no z tym pokochaniem siebie to faktycznie jest problem, nawet mimo, świadomości, że to byłoby dla mnie dobre, no ale tak jak napisałaś – nie da się sobie czegoś wmówić, chociaż codziennie próbuję i działam, żeby się polubić nieco bardziej i nie narzekać na siebie wiecznie :) Fajny ten cytat, zobrazował mi nieco moją sytuację :)

    • Cieszę się, że choć trochę pomogłam :)
      Wiesz, wszystko mamy w głowie, w głowie wszystko się zaczyna i kończy więc nad „głową” trzeba mocno pracować :) I ćwiczyć ćwiczyć ćwiczyć – nie ma na to innego sposobu :) Trzymam za Ciebie kciuki :*

      • no wiem, ale jak wiadomo wiedza nie zawsze sprawia, że działamy odpowiednio. Wystarczy spojrzeć na palaczy, którzy przecież wiedzą, że od palenia są same złe rzeczy, a i tak dalej palą…

        • A to już jest kwestia silnej woli i może bardziej podświadomości, a właściwie poszukania w sobie odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak naprawdę palę/piję/jem słodycze itp? To już jest dłuższy temat na inny wpis :) W każdym razie kiedy już mamy wiedzę i świadomość, to już jesteśmy o krok bliżej do zmian :)

  • make my day tym wpisem :)

  • ja mialam w zyciu takie momenty, ze ciezko bylo mi zaakceptowac sama siebie, efekt toksycznego zwiazku. Dopiero moj mąż pozwolił mi siebie zaakceptować. Bolesny temat, wole sie nie rozpisywac. Świetny wpis :)

    • Rozumiem Cię doskonale ;) Lepiej nie wracać do tego co złe, lepiej zostawić to za sobą i cieszyć się tym, co mamy teraz! Świetnie, że trafiłaś na takiego mężczyznę <3

  • „Pomyśl jakie masz w sobie mocne strony. Może masz piękne kręcone włosy,
    może brazylijskie pośladki, może umiesz ładnie śpiewać, a może robisz
    najlepsze naleśniki pod słońcem? Na pewno jest coś, co w sobie lubisz!”
    Ale się uśmiałam, dzięki za ten wpis! Takie wpisy powinno się czytać codziennie, mniej więcej tyle razy, ile się patrzy w lustro. Może w ogóle napiszę sobie na karteczce, co w sobie lubię i przykleję na lustrze, czemu nie? :)
    Jeszcze raz dzięki za tę przypominajkę i wszystkiego pięknego na każdy dzień. :)

    • Nie ma za co! :) A pomysł z karteczkami na lustrze jak dla mnie świetny! Często w filmach widzę, jak kobieta pisze szminką na lustrze wiadomość dla swojego ukochanego. A czemu by nie pisać do samej siebie? ;)

  • Lulian

    Louise L. Hay… nazwisko z samego dna piekieł.

    Dla tych, którzy nie znają – to autorka pseudo-poradników, które niosą jedno główne przesłanie: „kochaj siebie, bądź dla siebie dobry czy dobra, akceptuj takim czy taką, jaką jesteś, bla, bla, bla…”. To ZŁA I SKRAJNIE SZKODLIWA FILOZOFIA! I to nie tylko moje zdanie. Gdy się rozwodziłem, pani psycholog (znane nazwisko, ale nie przytoczę tu), dowiedziawszy się, że moja była już żona czyta książki Hay pobladła i powiedziała tylko: osobowość narcystyczna, może borderline…

    Trzeba się doskonalić – oto cel życia. Nawet, gdy jesteś super i mega – zawsze możesz być lepszy czy lepsza. A gdy Twoje „wewnętrzne dziecko” zaczyna się mazgaić… nie, nie dawaj mu klapsa, tylko delikatnie, acz stanowczo przypomnij, że ma już nie trzy, a trzydzieści parę lat i niech się weźmie za siebie i ogarnie!

    Nie idźcie tą drogą!

    • Wiesz, miałam napisany długaśny tekst broniący Louise, ale… po co strzępić język, powiem tylko:
      Ile ludzi tyle opinii ;)
      Pamiętaj, że każdy człowiek jest inny i każdemu pomaga co innego. Tak jak pisałam, Louise bardzo mi pomogła właśnie po trudnym rozstaniu i śmiało mogę powiedzieć, że dzięki tej książce zaczęłam lubić, doceniać i SZANOWAĆ siebie. Od tego czasu moje życie diametralnie się zmieniło.
      Poza tym wiesz, wydaje mi się, że wszystko zależy od nas, od tego jakie mamy podejście do tej „szkodliwej” filozofii. To tak jak ze wszystkim innym – trzeba zachować umiar i zdrowy rozsądek.
      A wydaje mi się, że w zaakceptowaniu siebie nie ma nic szkodliwego ;)
      Każdy pójdzie taką drogą, jaką uzna za słuszną.

  • Pięknie napisane :) Całkowicie popieram :)

  • Zgadzam się z Tobą. Żeby być kochanym, należy najpierw obdarzyć miłością siebie. Ciężko jest to trudne, ale w pewnym stopniu konieczne do prowadzenia szczęśliwego życia :) Pozdrawiam!

    • Masz rację, nie jest to trudne, ale łatwiej się żyje ze samym sobą lubiąc siebie :) Pozdrawiam ciepło :*

  • Zgadzam się z Tobą w zupełności. Ja wychodzę z założenia, że aby móc kogoś prawdziwie pokochać, trzeba najpierw pokochać siebie.

    • Asia, zgadzam się, to bardzo ważne spostrzeżenie. Poza tym wszystkim w okół nas żyje się łatwiej, kiedy akceptujemy siebie ;)

  • Żeby kogoś kochać i być kochaną, najpierw trzeba pokochać siebie.. :)

    • Aniu zgadzam się :) Nie jest to łatwe, ale wszystkim przynosi korzyści – nie tylko nam, ale też tym, których kochamy.

  • Och Wychowanie

    Iza, jak dla mnie bardzo cenny wpis. Warto przypominać o tej miłości do samych siebie. Myślę, że wręcz powinniśmy uczyć się takiej postawy życiowej i przekazywać ją także naszym dzieciom. Kryzysów nie da się uniknąć, a nasz sposób myślenia albo nas przygniecie albo postawi na nogi.

    • Masz absolutną rację! Czasami zastanawiam się, czemu w szkole nie uczą filozofii – ale takiej życiowej, pozytywnej filozofii. Ale myślę, że dzieci najszybciej nauczą się od nas, rodziców więc tym bardziej warto nad sobą pracować :)

  • Aleksandra Ćmachowska

    Bywa, że w codzienności zapominamy o tym, kto jest najważniejszy, bez kogo nie byłoby niczego, zapominamy o nas samych. I masz rację, należy się nam miłość i szacunek. Powinniśmy sobie zapewnić czas na przyjemności, czas na pasje i na radość, na prozaiczne cieszenie się tym, co mamy. To prawda, powinniśmy. Jednak jak często w lustrze pomimo wszystko, dostrzegamy tylko te podkrążone oczy, a wieczorem wypominamy sobie porażki. Myślę, że to wątpienie w siebie jest ludzkie, jesteśmy chwiejni, po prostu. Dążymy do szczęścia, najłatwiej zmierzyć je w tym, co można kupić. Za chwilę jest nam ciężko z tym, co zdobywamy i szukamy czegoś zupełnie innego, czegoś co jest trudniejsze bo niedostępne za pieniądze. W tym wszystkim staramy się zachować szacunek do samego siebie. Tak jak piszesz, nic nie zmieni się od tak, a brak wiary w siebie to taki mały gremlin, który będzie wracał, chociażby w gorsze dni. To jednak nie jest, aż tak istotne, niech wraca, grunt żebyśmy się z tego wszystkiego podnosili, silniejsi i pewniejsi siebie. Miłość do siebie buduje się doświadczeniem, przechodząc trudne chwile, zaczynamy się szanować i poznawać. Okazuje się, że ta wątła przerażona kobietka potrafi walczyć o swoje i zwyciężać. Zaczynamy rozumieć, że nie możemy budować wiary w siebie w oparciu o innych, bo gdy tych osób zabraknie, zostaniemy z niczym. Pozdrawiam cieplutko :)

    • Amen!
      Ola przepiękny komentarz :) Aż nie mam co dodawać. Powiem tylko, że zgadzam się z Tobą, że gorsze dni i gremlinowaty brak wiary w siebie są normalne i są nieodłącznym elementem naszego życia, ale wierzę, że codzienna praca nad sobą i swoimi myślami pozwoli zawsze wyjść z takich sytuacji obronną ręką :) I masz rację, że doświadczenie odgrywa ogromną rolę w budowaniu miłości do samego siebie, dlatego nie ma co żałować tego, co było. Nie ma co roztrząsać. Bo dzięki temu, bo było, teraz jestem taka, jaka jestem.
      Buziaki! :*

  • Zgadzam się w 100%. Zbyt mało doceniamy siebie, a zbyt często karcimy – wydaje mi się, że najczęściej dotyczy to właśnie kobiet.