Jak cieszyć się z macierzyństwa? Sprawdzone sposoby!

with 41 komentarzy

Chyba u każdej młodej mamy po urodzeniu pierwszego dziecka przychodzi czas na kryzys. Dni wyglądają tak samo monotonnie, znajomi dawno o tobie zapomnieli, rodzicie, teściowie i nawet mąż wrócili do swoich spraw, a Ty… utknęłaś w martwym punkcie. Dziecko pochłania każdą twoją chwilę, a jak nie dziecko, to sprzątanie, pranie, gotowanie. Do tego dochodzi zmęczenie, nieraz rozczarowanie, bo dziecko okazało się mieć inny temperament, niż to z twoich wyobrażeń. I właściwie wszystkie kobiety to jakoś ogarniają tylko nie ty. Nagle okazuje się, że zamiast przeżywać najpiękniejszy czas w twoim życiu, dopadają cię stany depresyjne.

Pocieszę Cię.

Po pierwsze, nie tylko ty nie ogarniasz wszystkiego.

Po drugie, da się codziennie czuć radość z macierzyństwa.

Podaję ci moje sprawdzone sposoby:

1. Po pierwsze, primo! Najważniejszy punk ever. Napisz sobie to na czole, zawieś nad łóżkiem albo namaluj na lustrze w łazience: naucz się ODPUSZCZAĆ.

Ja wiem, że do niedawna utrzymanie porządku w domu było bułką z masłem. Wiem, że niepoprasowane pranie, kurz na meblach, porozrzucane wszędzie dziecięce bibeloty i paprochy na podłodze ogromnie burzą estetykę wnętrza, zaburzają feng-shui i cholernie mocno wkurwiają (zwłaszcza, że wczoraj do północy ganiałaś po domu ze szmatką, żeby wszystko lśniło!). Doskonale znam te uczucie. Te uczucie wiercenia w brzuchu, kiedy widzisz, że mąż znowu zostawił ubrania na krześle, które dopiero posprzątałaś. Znam te igiełki wbijające się we wnętrza, kiedy zauważysz, że dopiero co pozmywałaś naczynia, a w zlewie znowu uzbierała się z nich wieża rodem z Pizy. Bardzo dobrze to znam… Na początku, krótko po urodzeniu Zosi, miałam nawet rozpisany tygodniowy plan – co kiedy sprzątam. Minimum 3 sprawy dziennie. Plus obiad oczywiście. Każda do załatwienia podczas drzemki Zosi. Efekt? Pod koniec dnia padałam na pysk, a czekała mnie jeszcze równie wymagająca noc.

Odpuszczam.

Przymykam oko: na kurz na stoliku, na okruszki na podłodze, na brudne blaty w kuchni. Niepoprasowane pranie zamykam za drzwiami pokoju gościnnego, a widząc brudne skarpety męża zostawione na kanapie, wmawiam sobie, że to przecież tylko szmatki z garażu! (osobiste słowa mojego tłumaczącego się męża). Przeorganizowałam trochę wystrój wnętrz, mam więcej pudełek, kartoników i innych, w których mogę zamknąć wszystko to, co wala się po pokoju w razie niespodziewanej wizyty gości. W domu zapanowała nowa zasada: jak Zosia śpi, ja odpoczywam. Obiady gotuję minimum na dwa dni. A czasem w ogóle. I oddałam część obowiązków mężowi.

Ot, cały przepis na odpuszczanie.

A kiedy mimo wszystko nie mogę patrzeć na to, co widzę – wychodzę z domu :D Jak problemu nie widać, to go nie ma :D

2. Po drugie primo! Wychodzić do ludzi.

Matka też człowiek. Potrzebuje kontaktu z rozwiniętymi osobnikami, z którymi może zamienić kilka zdań w języku polskim. Poza tym wyjście do ludzi to też dobra okazja, żeby umyć i uczesać włosy, odgruzować zarośnięte brwi i pomalować paznokcie. Słowem – wrócić do żywych. Idealnie byłoby wyjść gdzieś samotnie (o tym później), ale doskonale znam realia, kiedy nie ma z kim zostawić wychowanka. Tak więc dziecko pod pachę i heja na miasto! Do koleżanki na kawę, na shopping, na spacer za miasto, do figlolandii (małe dzieci mają za darmo, a do południa można spotkać równie samotne mamy chętne na rozmowę!). Gdziekolwiek. Albo zaproś gości do siebie. Byle mieć do kogo otworzyć usta. I mózg ;)

3. Po trzecie, primo-ultimo! Robić coś dla siebie.

Coś co oderwie cię od pieluch. Książka, krzyżówki, blog, fitness, domowe (albo pozadomowe) spa, basen, spacer z psem, samotna kawa w galerii – cokolwiek. Sam na sam ze sobą i dla siebie. Nawet godzinka raz w tygodniu wystarczy, żeby naładować baterie. Uwierz mi, od razu poczujesz różnicę, mogąc choć raz w tygodniu pomyśleć o czymś innym niż zmiana pampersa i karmienie ;)

4. I na koniec: ciesz się z tego, co masz.

Nie patrz na to, co jeszcze chciałabyś mieć. Bo wtedy nigdy nie dostrzeżesz tego, co leży obok ciebie. Podziękuj za to, że masz zdrowe dziecko, że się dobrze rozwija, że ma oczy po tacie, a piękny bezzębny uśmiech po mamie. Podziękuj za możliwość wypicia ciepłej albo zimnej kawy – za to, że masz w ogóle możliwość ją zrobić taką dobrą, pachnącą, w pięknym kubku, w domu, w którym jest ciepło i przytulnie. Podziękuj za to, jaką jesteś kobietą – urodziłaś dziecko, codziennie ogarniasz nową rzeczywistość i zawsze masz w sobie pokłady siły. Podziękuj za słońce i za deszcz. Podziękuj za dobre i złe, bo nawet z tego złego płynie dla nas nauka. Bądź z siebie dumna. Bądź dumna ze swojego męża. Bądź dumna ze swojego dziecka. Dużo się uśmiechaj.


Kochani,

Minął rok od kiedy urodziła się Zosia. Przed nami czas dużych zmian: odstawiłyśmy się od piersi, Zosia idzie do żłobka, a mama do pracy. To skłania do refleksji, do spojrzenia w tył i podsumowania wszystkiego.

Kocham być mamą. Kocham Zosię. Kocham mojego męża. Kocham swoje życie takie, jakie jest.

Ale jest jedna rzecz, której żałuję z mojej rocznej przygody z macierzyństwem: straconego czasu. Czasu, który straciłam właśnie na dołowanie się, dobijanie się nieposprzątanym domem i przesolonym obiadem. Czas, który straciłam na staranie się być perfekcyjną panią domu, zamiast cieszyć się chwilami z moim dzieckiem.

Czas tak szybko mija! Nie warto tracić go na takie pierdoły!

Moja rada dla wszystkich młodych mam: olejcie wszystko! Zwłaszcza na początku, kiedy nowa rzeczywistość jest trudna do ogarnięcia! Minie trochę czasu, wypracujecie sobie sposoby na życie z dzieckiem. A póki co – cieszcie się sobą. Patrz na swoje dziecko, podziwiaj je, delektuj się każdą chwilą, która jest wam dana. Bawcie się, śmiejcie się, chodźcie na spacery – bądźcie blisko. Bo naprawdę czas szybko mija… A te chwile już nie wrócą. Szkoda je marnować na takie pierdoły.

Dużo uśmiechu dla Was!
Iza
Follow Iza:

Iza - mama żona blogerka. Nie zapomina też o byciu kobietą. Niepoprawna optymistka i marzycielka, ale zdarza jej się być zrzędzącą zołzą. Fanka macierzyństwa bliskości, zdrowego egoizmu i rozmowy. Najbardziej na świecie kocha swoją rodzinę i... być mamą ;)

  • Sylwia Antkowicz

    Ja to jak na mniei tak nauczyłam się odpuszczać. Wczesniej co tydzień sprzątałam tak dokładnie typu kurze pod książkami, kontakty, lampy. Odkąd zaszłam w ciąże sprzątanie przejął mój partner a on sprząta dość pobieżnie (ale ciiicho nie mówię mu o tym bo jeszcze całkowicie przestałby sprzątać) a ja tylko powiedzmy raz na miesiąc poprawiam po nim

  • Kamila Posobkiewicz

    Po urodzeniu pierwszego syna świat tak mi się zmienił, że nie wiedziałam jak go ogarnąć. Nieprzespane noce były najgorsze, bałagan w kawalerce i to, że człowiek czasem jest głodny, ten dorosły, bo dziecko non stop przy cycku… musiałam całkowicie zmienić priorytety, aby nie zwariować.

  • Iza – jak zawsze świetny tekst ! Uśmiałam się, ale żeby nie było, że tylko to…. zgadzam się z każdym punktem !!!
    Oj, ile ja rzeczy odpuszczam. Dom nie jest idealny (wręcz często jest nieidealny, ale ci.. :)) ). Wiem, że nie ogarnę wszystkiego, jak dla mnie – nie da się. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Oczywiście każdy ustala sobie priorytety sam. Dla mnie ważniejszy jest czas z dzieckiem, ale i realizacja swoich zadań, a nie perfekcyjnie wyglądające mieszkanie. Nie jestem w stanie wydłużyć doby. Nie chcę się denerwować z tego powodu (no dobra… czasem mi się zdarzy :) ). Wyjście do ludzi – o tak :) U mnie fajnie się złożyło, bo poznałam koleżankę (przez internet i okazało się, że mieszka w bloku obok na moim osiedlu ) , ma córeczkę w podobnym wieku, więc świetnie było chodzić na spacery i zwyczajnie pogadać. W ogóle – bardzo lubiłam spacery, bo można było kogoś spotkać i często pogadać z kimś. Chodziłyśmy też na zajęcia do klubu malucha i to też była okazja do pogadania z innymi mamami. Gdy tylko była możliwość (mąż wracał z pracy) to starałam się czasem wyjechać – nawet na kawę do kawiarni, pochodzić po sklepach -obojętnie :) Pomógł mi również sport, swojego czasu chodziłam 2 razy w tygodniu na zajęcia i to było bardzo super ! Później musiałam zrezygnować, ale już widzę, jak bardzo mi tego brakuje i zamierzam do tego wrócić.
    No i ostatni Twój punkt – bardzo bardzo ważny. Tu już nic nie dodam :)
    Widzisz.. znów rozpisałam się bardzo, ale czuję się tak fajnie u Ciebie. Żałuję, że dzieli nas ekran komputera, bo fajnie było by pokawkować razem , w pełnym makijażu – a co ! :)))

  • Wojciechowska Martyna

    Jako 21 latka nie planuję póki, co macierzyństwa jednak jak trafiam na takie blogi jak Twój mogę nauczyć się czegoś na przyszłość żeby lepiej sobie radzić kiedy będę mamą :)

  • Moją zmorą jest właśnie to że nie potrafię odpuszczać. Jak mi Karolina robi bajzel w domu, to szlag mnie trafia.

  • Bardzo dobre przesłanie do Czytelniczek :) Podpisuję się :)

  • Aleksandra Kujałowicz

    To prawda, czas jaki tracimy na dołowanie się i nie zauważanie tego co mamy, jest bezpowrotnie stracony…

  • Sama prawda, o najprostszych rzeczach najłatwiej zapomnieć. Dzięki za przypomnienie.

  • Ooo to gratulacje i powodzenia! :*
    Na pewno za drugim razem wiele rzeczy zrobisz inaczej :) I masz rację, wszystko jest kwestią nabrania pewnego rodzaju mądrości i wypracowania sobie swojego systemu ogarniania nowej rzeczywistości.

  • Macierzynstwo-raz!

    W pełni popieram :)

  • Świetne rady :) całkowicie się pod nimi podpisuję…
    Młode Mamy – olejcie wszystko albo zwariujecie!

    • Słuchajcie doświadczonych mam :D A tak na serio, to uważam, że każde doświadczenie jest potrzebne, nawet te złe :) Dzięki temu buduje się nasza siła!

  • Niby to wszystko takie oczywiste o czym piszesz, z perspektywy czasu oczywiście, ale faktycznie każda młoda mama powinna to przeczytać. Pierwszym razem było najtrudniej. Przy drugim dziecku byłam już mądrzejsza i tak jak tu wspominasz- odpuściłam, nie przejmowałam się tym że zaraz zjawi się pół rodziny a tu naczynia nie zmyte- w końcu każdy kto odwiedza malucha może pomóc.

    • Myślę, że następnym razem też będzie to u mnie wyglądało całkiem inaczej niż za pierwszym razem :) Niby tylko jedno dziecko urodziłam, ale nabyłam spore doświadczenie i mogę się wymądrzać teraz radząc innym :D

  • Wiesz ostatnio o tym samym sobie myślałam, że jakbym miała jeszcze raz przechodzić przez urlop macierzyński to bym wiele rzeczy odpuscila i nie boksowała tak się ze wszystkim dookoła. Teraz, chociaż lubie szybkie tempo i swoja pracę, a moja Zo to już żłobkowy absolwent (od października w przedszkolu) to czasem brakuje mi właśnie tej monotonii. No nie do godzisz XD ale intensywnie pracuje nad docenianem TiT czyli Tu i Teraz bo jest to tak naprawdę jedyna pewna rzecz jaką mamy;)

    • Właśnie tak mam zamiar przechodzić następny urlop macierzyński. Może tonąc w syfie i brudzie, ale stosując zasadę TiT :D I nie szarpiąc się :)

      • Więcej urlopów macierzyńskich nie planuję wiec zostaje mi dzielenie się wiedzą;)

  • Daria Sanetra

    Z tym odpuszczaniem to bardzo pragmatyczna filozofia. Pozdrawiam, Daria x

  • Olga “rodzinka 2 plus 3” s

    odpuszczać jasne to nie takie trudne kiedy ma się trójkę chłopaków :P ale to prawda przy pierwszym człowiek się za bardzo spina a jeśli do tego dochodzi mąż który też chce żebyś robiła wszystko na tip top to nie jest łatwo…

    • Właśnie o to chodzi, przy pierwszym dziecku niepotrzebnie staramy się zrobić wszystko idealnie. Z każdym kolejnym dzieckiem jest jakoś łątwiej odpuścić – człowiek robi się mądrzejszy :D

  • Hm, temperament mojej drugiej córki jest rzeczywiście inny niż się spodziewałam – nocne pobudki, w każdym pomieszczeniu znajdzie się conajmniej jedna dziecięca rzecz, a zwykle góra ksiażeczek, puzzli, ubranek. Bez odpuszczania trudno byłoby przetrwać. ;)

    • A matka musi przetrwać! :) Bo na nas wszystko się opiera, powinnyśmy być w dobrym stanie psychicznym ;)

  • Perfekcyjna Panią domu to ja nigdy nie byłam 😂 teraz gdy juz urodziłam okazało się to zbawienne dla mnie. Ale faktycznie czasem trzeba odpuścić i się zresetować. Najgorzej to zamknąć się w sobię i udawać że wszystko jest ok. Ważne żeby nie bać się prosić o pomoc.

    • masz rację! W końcu to, że zostajemy mamą nie oznacza, że nagle musimy sobie ze wszystkim radzić same! Wręcz przeciwnie, pomoc jest w tym okresie jak najbardziej wskazana ;)
      P.S. Też nie byłam nigdy perfekcyjną panią domu, ale nie wiem czemu akurat po porodzie zaczęłam się spinać w tym temacie… na szczęście było minęło :D

  • Sama nie mam dzieci, ale moja siostra czy koleżanki miały bardzo podobnie. Na pewno po powrocie do pracy wiele zmieni się na lepsze :)

  • Uf, dobrze że nie jestem perfekcyjną panią domu, łatwiej mi będzie odpuścić jak już młoda się wykluje :P A depresyjne i samotne już bywa siedzenie samej w domu w czasie ciąży. Ani się nie pracuje, ani się zajęcia nie ma za bardzo. Nikt się spotykać nie chce, bo z ciężarną to słaba atrakcja… ani się piwa nie napije, jeszcze się zmęczy, źle poczuje czy coś. Jeszcze jak się nie zarabia to już w ogóle można się poczuć totalnie bezużytecznym. Prawdę mówiąc mam nadzieję, że zajęcie się dzieckiem pochłonie mnie do tego stopnia, że będzie mi lepiej… Jeśli rozumiesz o co mi chodzi ;)

    • Myślę, że rozumiem o co Ci chodzi :) I myślę, że będziesz w troszeczkę innej sytuacji niż ja. Dziecko sprawi, że poczujesz się użyteczna – chociaż tak naprawdę już jesteś ;) Na pewno pojawienie się dziecka dostarczy Ci mnóstwo wrażeń :D I wiesz, ja też nie byłam nigdy perfekcyjną panią domu, ale po porodzie jakoś wszystko się tak przestawiło, że pojawił się u mnie syndrom „wicia gniazdka”. Kobieta po porodzie czasem sama siebie nie poznaje :P Mam nadzieję, że Ciebie to ominie :) Powodzenia!

      • No właśnie ten syndrom to mi się już włączyl. Nigdy za bardzo o porządek nie dbałam w natłoku codziennych spraw i obowiązków, ale teraz gdy prowadzenie domu jest moim jedynym zajęciem to co innego. Dostaje szału i apopleksji jak widzę że ja cały dzień sprzątam, wraca mój z pracy, skarpetki i bluzka na ziemii, puszki po piwie na stole bo śmietnik za daleko itp, wszystko kładzione byle gdzie i na środku, a ja białej gorączki dostaje 😜

  • kurde, masz rację! tylko mi akurat ciężko to oswoić. Brudne pranie? ok, tylko jak wiecej odkładam to mam wiecej do prasowania :D ale ten kurz? no nie mogę patrzeć, tym bardziej że mamczarne meble a kurz na nich widać bardzo dobrze :D
    Co do reszty pkt, tak, musimy wychodzić, rozerwać się. Ja np. byłam w zeszłym tyg w kinie (tak to był Grey 2!), wczoraj wyszłam, w niedziele też wyjde (ale to urodzinowo) a we wtorek odnowie swoje znajomosci u fryzjera :)
    Dziecko się nie zapłacze, jak wyjde na troche i zostanie same z tatusiem :) niech tatuś wie, że to nie takie piekne jak sie mu wydaje :)

    • Też mam ciemne meble – może nie czarne, ale ciemny brąz i uwierz mi, że doskonale znam ten problem zalegającego kurzu :D Ale dopóki nie świeci słońce nie jest tak źle :D
      I masz rację, warto zostawiać dziecko same z tatą, żeby przekonał się jak to jest i też nauczył się bycia z dzieckiem. Poznał je, znalazł swoje sposoby na dziecko. To nie tylko pomoże nam, ale też im. Poczują się pewniej w roli taty :)

  • Paulina K

    u mnie z tym wychodzeniem to lipa troche. moj pracuje na 3 zmiany, a jak znajdzie prace za granicą i bede sama z dzieckiem to juz w ogole lipa, bo nie mam komu młodej nawet podrzucić. ale ciesze sie z macierzynstwa, choc nie powiem,ze brakuje mi czasem wyjscia gdzies samej.

    • Mój mąż pracuje na 4 zmiany :) Ale fakt, że mamy też dziadków do pomocy – to naprawdę ogromne odciążenie. Współczuję Ci, że zostaniesz z tym sama… Naprawdę wsparcie męża ma ogromne znaczenie, gdyby nie mój mąż na pewno odwieźliby mnie już dawno do psychiatryka :P Zrobisz jak uważasz, ale może warto znaleźć nianię choćby na 2 godziny tygodniowo, żebyś mogła wyjść albo po prostu zrelaksować się w długiej kąpieli…? :) Powodzenia dla Ciebie! :*

  • Fajny wpis, taki pocieszający. Mnie to wszystko czeka za nieco ponad miesiąc. Ja się hartuję przed macierzyństwem, mam remont w domu i już odpuściłam sprzątanie, bo co posprzątam to mąż znowu coś wywierci… ;) Co do obiadów, jak nie ugotuję to mąż coś „upoluje” na mieście (bo raczej nie ugotuje), a już planuję po porodzie wypad do fryzjera, może nie tak od razu ale się uda ;)

    • Mój mąż też poluje na mieście więc doskonale znamy to rozwiązanie :D
      Wiesz, po porodzie dużo rzeczy się zmienia, dużo rzeczy nas zaskakuje – przynajmniej w moim przypadku tak było. Z resztą niebawem przekonasz się sama! Życzę Ci realizacji swoich planów i założeń, powodzenia! :*

  • Bożena Jędral

    Coś w rodzaju „miej w…ne, a będzie ci dane”, za przeproszeniem, ale mama która jest spięta i nakręcona, to nieszczęśliwa mama :*

  • Gosia

    Wszystkie punkty są jak najbardziej odchaczone na mojej liście szczęśliwej mamy.