Jak często sprzątasz? Perfekcyjna vs chujowa pani domu.

with 26 komentarzy

jak często sprzątasz

Czy po tym wpisie uznacie, że jestem chujową panią domu? Część z Was pewnie tak właśnie zrobi. Czy ja mam się za chujową panią domu? Cóż, nigdy nie ukrywałam, że nie lubię sprzątać. Od zawsze uważam, że są rzeczy ważne i ważniejsze, a sprzątanie do tych drugich raczej nie należy.

Jakiś czas temu przeglądając grupy fejsbukowe natknęłam się na dziwne pytanie. Jedna z pań zapytała:

jak często sprzątasz?

Odpowiedzi były zatrważająco nieprawdopodobne – przynajmniej dla mnie.

Mongolskie teorie

Większość z nas, kobiet, wypowiadających się pod tym postem, wygłaszało jakieś mongolskie teorie. O wycieraniu kurzów codziennie (no maks co dwa dni!). O odkurzaniu i myciu podłóg codziennie (no maks co dwa dni!). O gruntownym sprzątaniu łazienki dwa razy w tygodniu (bo rzadziej to już syf, kiła i mogiła). O myciu okien raz w miesiącu (inaczej sąsiedzi przestają widzieć, co się u nas dzieje).

Naprawdę tak często sprzątacie…?

No bo ja usiadłam przed tym postem i zastanawiałam się: czy to ze mną jest coś nie tak? Czy naprawdę istnieją takie kobiety, czy to tylko internetowy perfekcjonizm? Czy to znaczy, że przeciętne, zwyczajne kobiety żyjące w realu są chujowymi paniami domu?

Kilka słów prawdy o mnie

Bo ja kurze wycieram maks dwa razy w tygodniu, a jak w międzyczasie jest mocno zakurzone, to starymi gaciami z kosza na pranie przecieram tylko stolik kawowy w razie wizyty nieproszonych gości.

Bo ja podłogi myję raz w tygodniu w dniu mopa, jak zauważam, że po całym dniu biegania po domu, nasze skarpetki zmieniają kolor na czarny.

Bo ja odkurzam raz na trzy dni, a w razie potrzeby (kiedy nie da się już chodzić na bosaka, bo kłuje w stopy), wyciągam zmiotkę i szufelkę.

Bo ja łazienkę sprzątam raz na tydzień i nie uważam, żeby ktoś musiał się brzydzić korzystając u mnie z toalety.

Bo ja okna myję raz na ruski rok, jak już zauważam, że przetarcie szkieł w okularach nie wystarczy, żeby poprawić widoczność (ale czasem wystarcza zmiana firanek na bardziej mleczne i też jeszcze obleci).

Bo ja uważam, że są inne, bardziej wartościowe rzeczy do zrobienia, niż sprzątanie. Więc nie sprzątam często.

Syzyfowa praca i kopanie dołków

Wiecie, zawsze uważałam, że częste sprzątanie to taka syzyfowa praca. Czysto jest co najwyżej do wieczora. Więc po co się męczyć, skoro można przymknąć na to oko? I zająć się czymś przyjemniejszym? Wszystko jest kwestią priorytetów. A ja sama nie lubię popadać w skrajności: sprzątam, nawet planuję sprzątanie, ale nie szaleję w tym temacie. Ot taki złoty środek.

Może nie da się u mnie jeść z podłogi, ale w końcu dom, to nie muzeum ani sala szpitalna. Możecie mieć mnie za syfiarę, ale obawiam się, że nic to nie zmieni. Moja mama całe życie próbowała z tym walczyć ;) I pewnie dlatego jako prezent na wieczór panieński od moich dziewczyn dostałam koszulkę Chujowej Pani Domu (którą dumnie noszę do teraz). Więc na pytanie: jak często sprzątasz? Odpowiem: sporadycznie, dokładnie tak często, jak mam na to czas.

I zastanawiam się tylko ile z tych kobiet, wypowiadających się w Internecie, mówiło prawdę. Ile z nich to perfekcyjna, ale internetowa kobieta. Ile z nich to przeciętna, ale prawdziwa chujowa pani domu, która boi się do tego przyznać. Ile z nich czuje się szczęśliwymi dzięki pracy, jaką wykonują w domu… I ile z kobiet, które to czytały, popadnie w depresję, bo będzie się starało dążyć do internetowego ideału. Niezłe dołki potrafimy same pod sobą kopać! Jesteśmy mistrzyniami w dowalaniu sobie nawzajem i zamykaniu się w klatce perfekcyjności.

 

I tym refleksyjnym akcentem kończę dzisiejszy wpis.
Buziaki,
Iza

A Ty?

Jak często sprzątasz? Jakie masz podejście do tematu? Podziel się tym w komentarzu, będzie mi niezmiernie miło poznać Twoje zdanie :)

 

P.S. Jest jedna osoba, przed wizytą której zawsze sprzątam. I nie, nie jest to teściowa. To moja mama. Postrach bałaganu i typowa pedantka.


Podobało się? Daj szansę innym – zostaw like na Facebooku, żeby post dotarł do jak największej ilości osób :)
A jeżeli chcesz być na bieżąco, polub nasz Fanpage

Photo by Nathan Fertig on Unsplash
Follow Iza:

Iza – mama żona blogerka. Nie zapomina też o byciu kobietą.
Niepoprawna optymistka i marzycielka, ale zdarza jej się być zrzędzącą zołzą. Fanka macierzyństwa bliskości, zdrowego egoizmu i rozmowy. Najbardziej na świecie kocha swoją rodzinę i… być mamą ;)

  • Moje podejście do tematu sprzątania jest dokładnie takie, jak Twoje – porządek, ale bez przesadzania :)

  • ja jestem jeszcze gorsza raz na dwa dni staram sie przejechać dywany kaśką (mamy papugi więc łupinek po ziarnach jest sporo) koło ptaków sprzatam prawie codziennie (często zaganiam chłopaków do sprzatania ja leniwa matka wyręczam się dziećmi :P tak twierdzi mój mąż) odkurzam może raz w tygodniu zamiatam kiedy już chrupie pod papciami albo jak piszesz kolor zmieniają skarpetki :P kurze raz na dwa tygodnie zaganiam synów by wszystko wytarli cos tam im pomogę :P łązienka też raz w tygodniu… gdybym miałą codziennie sprzątać to bym nie miałą czasu na zabawy z dziećmi . okna przecież teraz co chwila pada i tak szyby brudne :P bo deszcz bo sąsiedzi dymiom z komina itp. jestem straszna panią domu i zgadzam się z Tobą to syzyfowa praca…

    • To przybijam Ci wirtualną piątkę i cieszę się, że nie jestem sama! :D Ja póki co mam do sprzątania tylko jedno piętro domu, a za niedługo dojdzie drugie, aż się boję co się tam będzie działo haha ;)

  • Jestem nieidealna panią domu, sprzątam co dwa-trzy dni, łazienkę czasem co tydzien lub co dwa tygodnie, ale naczynia niemal codziennie myje, bo sama nie wiem skąd się ten stos brydow ciągle robi… I rzadko prasuje. Ot, cała prawda. Przy wymagającym niemowlaku ciężko się za cokolwiek zabrać, bo wciąż za mną ryk, bo odeszłam… Także tego – nie masz się czym przejmować. P.S. podłogę myłam ostatnio kilka miesięcy temu. Teraz mój mąż myje z różną częstotliwością 😃

    • Aniu, też miałam wymagającego niemowlaka, dokładnie znam ten ryk :D I właściwie to ten niemowlak przyłożył się do tego, że odłożyłam sprzątanie na bok i bardziej zaangażował się mój mąż :) Najważniejsze, że Wam to odpowiada :) I nam też :D

      • No widzisz 😃 a najbardziej zrozumieją nas te mamy, które miały podobnie. Bo już kiedyś czytałam komentarze (nie do mnie akurat), że przy małym dziecku to przecież żaden problem coś ugotować czy posprzątać, że to matka winna…

  • Patrycja Cieściów

    O kurcze to jak dla mnie i tak często sprzątasz 😂 ja raz w tygodniu robię gruntowne sprzątanie (łazienki, odkurzanie, podłogi, kurze) resztę ogarniam na bieżąco jak jest częstsza potrzeba (kuchnia!). Hej, kobietki trzeba też pracować, prasować, gotować i najważniejsze… Spędzać jak najwięcej czasu z dzieckiem 😍 buziaki!

    • Mądrze gada! polać jej! :D Wiesz, teraz mam więcej czasu, jak pracowałam też inaczej to wyglądało ;) Ale dzięki za „komplement” :D

  • to jest syzyfowa praca, ale niezbędna,

    sprzątam, a póżniej wraca dziecko z przedszkoal…

  • Haha! Mam to samo z moją mamą. Przyjeżdża i robi test białej rękawiczki. Tez nie lubię sprzątać i robię to rzadziej niż ty. Odkurzanie załatwia za mnie robot.

    • Oooo Olga, to już wyższy poziom wtajemniczenia :D Muszę namówić męża na jakieś jednego robota, ewentualnie dwa, trzy ;) Teraz mam więcej czasu na sprzątanie, bo nie chodzę do pracy więc łatwiej mi to wszystko zorganizować :)

  • Sylwia Antkowicz

    U mnie jest czysto ale jest tez balagan przez co mozna odnieec wrazenie ze jest brudno. A podlogi mamy czyste, kurzy brak tyle ze nie widze sensu sprzatac zabawki po 100 razy na dzien. A co do sprzatania to myje np podloge codziennie ale tylko w kuchni. To tylko 7metrow wiec chwila roboty a co chwile cos sie komus wyleje i podloga sie lepi. Cala reszte sprzatania w sumie juz w ciazy przejal moj partner. Lanieki nie sprzatalam od co najmniej 2 lat! Okien nie myje bo zostawiam smugi. Ale moj partner myje i to czesto bo twierdzi ze go dwnerwuja odcisniete kocie lapy. Tyle ze moj partner jest mistrzem w tych sprawach bo za 2 godziny jest poodkurzane, umyte podlogi, wytarte kurze w calym domu. A ja to jak juz sie za cos zabiore to tyle moglabym sprzatac 1 pomieszczenie. Tyle ze ja sprzatam jak mnie najdzie ochota i wtedy sprzatam dokladnie, zagladajac w te zakamarki ktorych moj partner nie sprzata.

    • Doskonale to znam Sylwia. Niby czysto, ale te porozrzucane zabawki, ubrania, powyciągane z szafek przedmioty… Istny chaos :D

      A co do mężczyzn – oni mają większą cierpliwość do takich rzeczy, z resztą nie tylko do sprzątania :) Mój małżon też przejął część obowiązków i widzę, że robi to dokładniej niż ja. (Chociaż ostatnio na oknach zostawił smugi! Ale wybaczam, ważne że są umyte i że ja nie musiałam tego robić:D)

  • Ja jestem tak w samym środku 😂

  • Staram się ogarniać dom na bieżąco, ale przy 3 dzieci, ciągle przedmioty się przemieszczają, sama nawet nie wiem kiedy. ;)

    • Z przemieszczającymi się przedmiotami przestałam walczyć. Czasem jak mam siłę, ogarnę je wieczorem, ale następnego dnia wszystko wraca do „normy” :D

  • ja mam ze sprzątaniem podobnie jak Ty :)
    Nie zabijam się, żeby mieć czyste mieszkanie bo ile bym nie sprzątała i tak zawsze coś do sprzątnięcia będzie.
    Jak nie kurz to dziecko na rozwala to niekończąca się robota….

    • Takie jest życie przy dzieciach :) Trzeba tylko znaleźć w sobie siłę spokoju, która pozwoli się do tego przyzwyczaić :D

  • U mnie sprzątanie jest raczej proporcjonalne do potrzeb. Jak pies gubi sierść, to odkurzam co dwa dni, jak nie gubi, to i raz na pięć dni. Nie lubię kłaków w kawie. Kurze ścieram często i u mnie to raczej bałagan, a nie brud jest gościem najczęściej. Jestem bałaganiarą, ale syfu często nie miewam.

    • Bardzo mądre podejście :) Pamiętam, kiedy mieszkał z nami pies, okres linienia to było istne zabójstwo dla czystego domu. Ile by się nie sprzątało, zawsze gdzieś znalazł się jakiś kłaczek. Takie uroki… :)

  • Uważam, że nadgorliwość bywa gorsza od faszyzmu – także w temacie sprzatania ;) Nie uważam się ani za jedną, ani za druga panią domu. Po prostu staram się jakoś ogarniać dom, ale też mieć czas dla siebie i bliskich. Co mi ze startych kurzy i czystych okien, skoro relacje z mężem i dziećmi będą zaniedbane? Poza tym czysty dom to będę mieć może po menopauzie, póki co dzieciaki i tak zaraz brudzą tam, gdzie dopiero co posprzatałam. Trochę miałam schiza, bo też mam takie perfekcjonistki w rodzinie, ale w końcu dałam sobie spokój :) Nie musi być idealnie, ważne że jest w-miarę-czysto i można chodzić po domu nie zabijając się o zabawki.

    • Właśnie takiej zasadzie hołduję :)
      A kiedyś też starałam się być perfekcyjna. Właściwie nie wiem skąd to się u mnie wzięło, chyba jako młoda kobieta w nowej roli, tak sobie to wyobrażałam. Doświadczenie nauczyło mnie innego podejścia :)

  • Hej Iza! Bardzo podobała mi się humor Twojego postu:D Ja też raczej należę do tych co za często nie sprzątają (ku wielkiej rozpaczy Narzeczone, bo ten to dopiero czyścioszek, czasem o 22 zaczyna odkurzać pokój, jak paproszek zauważy). Myślę, że jest idealna recepta na niezbyt częste spątzanie – po prostu nie można brudzić:D Jak się nie pobrudzi, to nie ma po co sprzątać – ot taka prosta prawda życiowa.

    • Hej Monia! Cieszę się, że Ci się podoba, to miód na moje klepiące po klawiaturze palce ;)
      Twoja porada, to najlepsza porada w jakiej zamyka się cały sens sprzątania :D I w sumie zazdroszczę takie faceta, bo wiesz nie dość, że zauważa brud, to jeszcze sprząta – rewelacja :) Chociaż ciii, ja nie mam na co narzekać, bo mój Małżon odciąża mnie jak tylko może.