Kiedy kobieta traci nienarodzone dziecko.

with 49 komentarzy

Cześć!

Pamiętacie Paulinę Gawłowską, joginkę z wpisu „Żyj zdrowo! Idź na jogę dla kobiet w ciąży!”? Dzisiaj pokaże swoją drugą twarz – twarz psychologa. Poruszamy bardzo trudny temat. Trudny, ważny i potrzebny. Poruszamy temat utraty ciąży. Utraty dziecka. Straty, jaką ciężko jest sobie w ogóle wyobrazić… Straty, którą wiele z nas przeżyło. Spójrzcie razem z nami na ten temat oczami kobiety i oczami psychologa.

 

Nie jestem prawdziwą kobietą.

Nie jestem prawdziwą kobietą – straciłam dziecko.
Straciłam dziecko, bo moje ciało nie potrafiło utrzymać pięknego cudu który we mnie rósł.
Straciłam dziecko, bo za dużo pracowałam, do tego ten stres i przemęczenie.
Straciłam dziecko, bo zrobiłam coś, czego mogłam sobie odmówić a mogło wpłynąć na ciążę…
Te i wiele wiele innych przyczyn utraty dziecka upatrują w SOBIE kobiety, nawet gdy przyczyną było zupełnie coś innego. Przecież kobieta z założenia jest idealnym materiałem na matkę – matkę, która dała życie i pielęgnuje dziecko już od pierwszych chwil w jej łonie.

Ale co się dzieje gdy coś idzie nie tak? Pojawiają się spojrzenia, tematy tabu których nikt nie porusza. Niewerbalna ocena społeczeństwa, która otacza kobietę jest bardziej bolesna niż bezpośredni przekaz, który pozwala uwolnić skrywane emocje i przeżycia.
7.,9.,12. tydzień? To przecież nie dziecko, z biologicznego punktu widzenia to tylko płód. A w oczach matki? To Kasia, Amelka, Bartuś a może Kacperek…? To maleńka nienarodzona istota, która rozwija się pod jej sercem i którą obdarza ona bezgraniczną miłością od samego początku. Moment w którym kobieta dowiaduję się o stracie dziecka to chwila rozpaczy, pustki i niewiarygodnego bólu. Nie fizycznego, lecz ogromnej psychicznej tragedii, która rozgrywa się w jej ciele.

Żałoba?

I co dalej?

Pożegnanie z bliską osobą zawsze wiąże się z przeżyciem żałoby. Nie ma znaczenia, czy jest to osoba którą znamy całe życie, czy nienarodzone dziecko. Wszystkie wymienione przeze mnie fazy są niezwykle istotne. Kobieta musi przejść przez wszystkie po kolei, aby mogła psychicznie przeżywać dalsze życie. Warto zauważyć, że często przeżywanie żałoby jest zupełnie nieświadome.

Faza szoku i zaprzeczenia.

Z tym etapem spotykamy się tuż po dowiedzeniu się, że bliska nam osoba nie żyje. Często mamy poczucie oderwania od rzeczywistości, jakby to nie działo się naprawdę. Rzadko w tej fazie towarzyszy nam płacz i rozpacz. Raczej znajdujemy się w stanie otępienia. Niektórzy potrzebują kilku minut, inni kilku dni, a jeszcze inni tygodni lub nawet miesięcy, by dotarła do nich informacja, że strata jest autentyczna.

Dezorganizacja zachowania.

Tu najczęściej pojawiają się trudności w sprostaniu codziennym obowiązkom. Sytuacje, które wcześniej były dla nas naturalne, obecnie potrafią wywołać w nas strach, a nawet przerażenie. Często czujemy się nieporadni. Nasza aktywność zawodowa wyraźnie spada (z resztą nie tylko zawodowa). Czujemy się pozbawieni energii. Często dochodzi do zaburzeń snu. Jedni mogliby spać na okrągło, inni mają problemy z zasypianiem. Dodatkowo mogą pojawić się zaburzenia łaknienia. Nasze myśli i emocje skoncentrowane są głównie na zmarłym. Tej fazie często towarzyszy uczucie poczucia winy, poczucia krzywdy, izolowanie się od innych.

Złość – bunt.

Pojawia się odczuwanie złości: na Boga, na los, na osobę zmarłą, na wszystkich i na wszystko. Swoją złość kierujemy na siebie bądź na innych. Często też odczuwamy zazdrość, że inni mogą się cieszyć szczęściem rodzinnym, a my już nie możemy. Tej fazie może towarzyszyć także uczucie zawiści.

Smutek – depresja.

W tej fazie kobiety czują się dotknięte ogromnym smutkiem. Przepełnia je żal i rozpacz. Nic ich nie cieszy. Czują się apatyczne i niezdolne do podejmowania wysiłku. Pojawia się ciągłe uczucie zmęczenia i wyczerpania oraz unikanie znajomych. Większość wolnego czasu spędzają w łóżku, tracą apetyt, zamykają się w sobie, często płaczą. Czują się osamotnione i niezrozumiałe przez innych. Przyszłość widzą w czarnych barwach. Myśli skoncentrowane są głównie na zmarłym i na bezsensie życia.

Akceptacja – pogodzenie się ze stratą.

Powoli odzyskujemy aktywność oraz zainteresowanie życiem towarzyskim, rodzinnym, zawodowym. Nie rzadko podejmujemy nowe role i zadania życiowe. Temat straty nie wywołuje już w nas bólu. Czujemy się pogodzeni ze śmiercią bliskiej osoby.

Czas trwania każdej faz jest sprawą bardzo indywidualną. Nie ma wytycznych, co do długości ich trwania. Fazy mogą się przenikać wzajemnie, przeplatać. Nie można przejść do 5 fazy, nie doświadczając wcześniejszych etapów. Nie ma drogi na skróty. Nie można od tego uciec. Jedyne, co można zrobić, to starać się ją PRZEŻYĆ.

Czy da się pomóc?

Co mówić, robić, jak pomóc bliskiej osobie w takiej sytuacji?

Kobieta nie potrzebuje pocieszenia, ale zrozumienia. Świadomości że ma wokół siebie bliskie osoby na które może liczyć. Słowa, „wiem że to bardzo boli, ale to minie” najczęściej spotykają się z oporem ze strony kobiety, bo przecież jak ktoś może wiedzieć, że to boli? Nawet jeśli mówi to osoba z podobnymi przeżyciami z przeszłości, to przecież każdy przeżywa taka sytuację na własny sposób.

Rozmawiajmy!

Dobrze jest mówić o swoich uczuciach, wyrażać je, mówić o swoim bólu. Dajmy sobie do tego prawo. Nie trzymajmy tego w sobie. Kiedy mamy potrzebę płakać – płaczmy, kiedy chce nam się krzyczeć – krzyczmy (jeśli mamy taką możliwość), jeśli chcemy się złościć – złośćmy się. Najgorsze, co możemy zrobić, to zamknąć się w sobie, robić dobrą minę do złej gry i udawać, że nic się nie stało.

Pozdrawiamy ciepło,
Iza i Paulina

Na koniec kilka słów o Paulince, tak dla przypomnienia:

Kim jest Paulina?

Prywatnie to żona i matka 1,5 rocznego łobuza. Miłośniczka dobrej książki. Zawodowo: psycholożka zakochana w podejściu psychodynamicznym i ashtanga jodze.  Na co dzień pracuje z dziećmi i rodzicami w poradni psychologiczno-pedagogicznej, a także w przedszkolu.

Paulina zajmuje się:

♦ prowadzeniem zajęć rozwijających kompetencje społeczno – emocjonalne;
♦ terapią dzieci z orzeczeniem o kształceniu specjalnym;
♦ terapię dzieci z trudnościami wychowawczymi;
♦ zaburzeniami zachowania dzieci i młodzieży;
♦ oceną prawidłowego rozwoju psychologicznego dziecka i diagnozą ewentualnych zaburzeń.

 

Jeżeli potrzebujecie porady w którymś z tych tematów albo znacie kogoś, komu przyda się porada fachowca albo po prostu coś Was nurtuje i chciałybyście porozmawiać na ten temat z psychologiem, możecie skontaktować się z Pauliną za pośrednictwem Facebooka. Wyślijcie do niej wiadomość prywatną, a na pewno Wam odpowie! :) Z całego serca polecam Wam Paulinę, to naprawdę super babka!


Koniecznie polub ten >Wpis< na Kobiecym Facebooku! A jeżeli nadal nie jesteś naszym fanem, dołącz do jego grona, żebyśmy byli w stałym kontakcie!

Follow Iza:

Iza - mama żona blogerka. Nie zapomina też o byciu kobietą. Niepoprawna optymistka i marzycielka, ale zdarza jej się być zrzędzącą zołzą. Fanka macierzyństwa bliskości, zdrowego egoizmu i rozmowy. Najbardziej na świecie kocha swoją rodzinę i... być mamą ;)

  • Nie wiedziałabym co powiedzieć, jak pomóc. Nie wiedziałabym też jak przeżyć. Ogromnie trudne doświadczenie.

    • Co powiedzieć? Może po prostu zapytać i dać możliwość wygadania się. Jak przeżyć? Nie chcę znać odpowiedzi na to pytanie…

  • Strefa Matki

    Nie wyobrażam sobie tak wielkiej straty. Mam dwójkę dzieci, ale wsparcie w takiej chwili jest ważne. Jednak znam dużo przypadków poronień i są takie kobiety, które sobie z tym radzą, a są takie, które potrzebują pomocy.

    • To naturalne, każda z nas jest inna, każda w innej sytuacji i każda z inną psychiką. Dlatego nie można generalizować, a z pomocy korzystać warto.

  • Myślę że rozmowa o tym problemu jest bardzo potrzebna, aby żadna kobieta nie obwiniała siebie

    • Oj zgadzam się z Tobą Ewa. My kobiety mamy to do siebie, że lubimy brać na siebie odpowiedzialność za rzeczy, którym nie jesteśmy winne. Rozmowa może naprawdę pomóc, chociaż czasem potrzebna jest wizyta u specjalisty…

  • Katarzyna Mirek

    jaki piękny wpis. Wierzę, że kobieta potrafi winić o wszystko siebie i tylko siebie. Bardzo wtedy potrzebuje ona zrozumienia i wsparcia z zewnątrz

    • Dokładnie tak Kasiu. My kobiety tak mamy, ściągamy na siebie odpowiedzialność za wiele rzeczy, na które nie miałyśmy wpływu. Dlatego w takich trudnych chwilach potrzebne nam jest wsparcie.

  • Akurat jestem w ciąży i szczerze, nie jestem w stanie czytać o takich rzeczach, Dla mnie utrata dziecka to najgorszy koszmar, na szczęście nam się to nie przytrafiło, ale w najbliższej rodzinie tak, w późnej ciąży, to, co wszyscy przeżywaliśmy było okropne, ale matki, która straciła dziecko na pewno nie zrozumie nikt… który nie przeżył podobnej tragedii.

    • Zgodzę się z Tobą Magda, ciężko jest sobie wyobrazić tak ogromną tragedię. Szczerze mówiąc nawet nie próbuję sobie tego wyobrażać, bo po prostu nie chcę się dołować i też po prostu nie jestem w stanie wcielić się w taką sytuację. Ale mimo braku zrozumienia uczuć, które targają kobietą po stracie, warto okazać jej wsparcie. Trzeba okazać jej wsparcie! Choćby samym faktem, żeby mogła się wygadać i wypłakac…

  • Włochy Subiektywnie

    Poruszający, wartościowy i ciepły wpis. Przypomniał mi film z Natalie Portman „Miłość i inne komplikacje”. To o stracie już narodzonego małego dziecka.

    • A wiesz, że nie widziałam tego filmu? Chociaż tytuł kołacze mi się po głowie, musiałabym zobaczyć skrót, może wtedy coś by mi to powiedziało. Ale chyba teraz nie jest dobry moment na oglądanie takich filmów, sama mam małe dziecko i pewnie długo przeżywałabym te sceny ;)

  • Pięknie to opisałaś. Bardzo dobry tekst wyszedł.
    Niestety, utrata dziecka to coś, co przeżyło wiele z nas, a z czym trudno sobie poradzić. Dobrze, że podpowiadacie, jak to przetrwać…

    • Dziękujemy :)
      Właśnie dlatego powstał ten wpis, bo tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawę, ile kobiet przeżyło stratę dziecka. I każda potrzebuje wsparcia.

  • Zgadzam się z Tobą Ewelina. Mimo, że życie wraca na tory codzienności, w życiu kobiety zostaje pusta przestrzeń, której nikt i nic nie jest w stanie wypełnić. Takie już jesteśmy. Kochamy całym sercem.

  • Utrata ciąży, podobnie jak wieloletnie starania się o nią to ogrom cierpienia dla kobiety, ale też dla faceta i to on odgrywa tu sporą rolę jako wsparcie, albo i nie. Ciężki, smutny temat. Być może jakaś czytelniczka skorzysta z pomocy Pauliny.

    • Masz rację, rola mężczyzny w tym trudnym okresie jest ogromna! Chociaż kobieta musi przeżyć wszystko sama, ale mężczyzna powinien być. Trwać przy niej i wspierać ją.

  • Nie umiem sobie nawet wyobrazić jakie to może być ciężkie przeżycie dla kobiety. Jestem mamą i całe moje serce od samego początku było w tej małej istotce, która dzisiaj ma już 4 lata…

    • Wiesz Ola, może lepiej sobie tego nie wyobrażać. Z resztą podejrzewam, że i tak w naszej wyobraźni nie ma takich uczuć, które oddałyby to, co dzieje się z kobietą po takiej stracie.

  • Agnieszka S.

    Niewyobrażalna strata. Dla mnie chyba nie do zrozumienia. ech..smutny post ale prawdziwy. Dziękuję

    • Agnieszka myślę, że każdej z nas, która przez to nie przeszła, ciężko będzie sobie to wyobrazić i zrozumieć. I obyśmy nigdy nie musiały się o tym przekonać!

  • Dla mnie niewyobrażalne. Mam trójkę dzieci i na szczęście zawsze było wszystko w porządku i za to codziennie dziękuję!!!

  • Dorota Adam

    Trudno o tym mówić. Ja jestem po dwóch stratach i mimo posiadania dzieci smutek zostaje…

    • Bardzo współczuję…
      Zdaję sobie sprawę, że mimo, że życie wraca na tory codzienności, zostaje w życiu pewnego rodzaju pusta przestrzeń, której nikt i nic nie będzie już w stanie zapełnić. To chyba normalne, takie już jesteśmy.

  • Miejsko Wiejsko

    Rozmowa to lek na wiele trudnych życiowych wydarzeń. To również trudna umiejetność, ale warto się jej uczyć

    • Masz rację, nie jest łatwo rozmawiać, zwłaszcza na trudne tematy. Ale z czasem wszystko przychodzi łatwiej.

  • Olga “rodzinka 2 plus 3” s

    bardzo trudny temat… wiele kobiet to przeżywa….. czasami nie wiem jak rozmawiać z taką osobą… dzięki za wpis

  • Ja u lekarza na USG usłyszałam „o, nie żyje” i naprawdę mnie to dobiło. Chyba sam był w szoku, bo na kontrolę chodziłam co tydzień i tak samo jak ja nie spodziewał się, że coś może się stać, skoro ciąża przebiegała prawidłowo. …ale sam sposób przekazu… masakra! Znajoma lekarka podała mi % śmierci maluszków i to o dziwo mnie uspokoiło, chociaż z drugiej strony podczas kolejnej ciąży tak się bałam, że potwierdzić poszłam ją dopiero w 12-13 tygodniu.

    • Wyjątkowo perfidny typ. Nie życzy się nikomu źle, ale cisną mi się na usta same przykre rzeczy na jego temat… Bardzo Ci współczuję, samej straty i podejścia tego pana.

  • Chyba ostatni akapit z całości tekstu jest najistotniejszy. Ludzie boją się powiedzieć czegokolwiek, by nie urazić dodatkowo i tak zszarpanych uczuć kobiety. A tak jak piszesz- rozmowa jest w takim przypadku bardzo potrzebna, a jeśli nie ona to zwykła obecność drugiej osoby, świadomość że nie jest się samemu.

    • Dokładnie tak, kobieta i tak czuje się osamotniona po stracie więc warto dać jej poczucie, że ktoś jest obok. Że nie jest sama. I wysłuchać. A z czasem coraz łatwiejsza stanie się też rozmowa.

  • Trudny temat, nawet nie wyobrażam sobie co muszą czuć takie kobiety i nie chce sobie wyobrażać… Pamiętam jak pod koniec pierwszego trymestru, gdy ten strach przed utratą dziecka jest najsilniejszy, stwierdziłam, że chociaż ciąża nie była planowana i nie pojawiła się w najlepszym momencie, to gdybym ją straciła to chyba próbowałabym ponownie, już w pełni świadomie. Ale trudno jest gdybać, jednak mam nadzieję że nigdy się o tym nie przekonam…

    • Jest dokładnie tak, jak mówisz, ciężko jest sobie wyobrażać, kiedy nasza wyobraźnia nie jest w stanie wygenerować takich uczuć… I lepiej niech tak zostanie, żebyśmy nigdy nie musiały się o tym przekonać!

  • Ada Drosicka

    Tak, niezależnie od tego jak wczesny był etap, kobieta postrzegała to nowe życie jako ISTOTKĘ, której być może nadała już imię/imiona gdy tylko dowiedziała się o jej istnieniu… To trudne, bolesne, na zawsze pozostaje w pamięci.

    • Tak, w sercu kobiety po takiej stracie, zawsze pozostanie pusta przestrzeń. Z czasem będzie z nią łatwiej żyć, ale nigdy nie będzie się dało jej niczym zapełnić.

  • Siostra poroniła, ja co miesiąc prawie ronię, zarodek nie może sie zagnieździć, więc tracę ciążę na jej najwcześniejszym etapie :( Temat poronień i niepłodności to niestety nadal tabu, choć już wiele osob zaangażowało się w to by o tym mówić głośno!

    • Bardzo Wam współczuję! :(
      Czasami nie zdajemy sobie sprawę jak wielu z nas dotyka ten trudny temat, bo niewiele z nas o tym mówi. A warto rozmawiać. Nie tylko dla samej siebie, ale też dla innych. W końcu kto lepiej zrozumie kobietę w takiej sytuacji, jak nie druga kobieta po stracie?

  • Temat, który mam wrażenie, że ciągle jest tabu. Taki jest, ale udajemy, że go nie ma, nas nie dotyczy. BArdzo ważny głos.

    • Podziwiam kobiety, które przepracowały sobie temat i potrafią o tym mówić

      • Myślę, że z czasem każda kobieta będzie miała potrzebę porozmawiania o tym – z tym że ten „czas” dla każdej z nas jest inny. Jednej wystarczy miesiąc, inna będzie potrzebowała kilku lat.

    • Dokładnie, a w rzeczywistości okazuje się, że dotyczy wielu z nas, wystarczy się rozejrzeć w okół. Tylko że kobiety o tym nie mówią, a warto. Nie tylko dla siebie, ale i dla innych kobiet w podobnej sytuacji.

  • Aleksandra Kujałowicz

    Bardzo ważny wpis. Szczególnie ten fragment o wsparciu. to chyba najtrudniejsze.

    • Masz rację, wsparcie kobiety w tej sytuacji jest bardzo trudne, bo tak naprawdę kobieta czuje się osamotniona przez stratę. Ale trzeba być przy niej, choćby samą swoją obecnością dać do zrozumienia, że nie jest sama.

  • Przeszłam przez to dwa razy, znam każdy z etapów. A najgorsze w tym było to, że nikt czy po ciąży pozamacicznej czy po poronieniu nie potrafił ze mną normalnie rozmawiać. Ludzie odwracali wzrok, bo bali się, że się rozkleję. A ja bardzo chciałam rozmawiać, rozmowa mi pomagała…

    • Bardzo Ci współczuję obu strat. I tego, że nie miałaś wtedy z kim porozmawiać…
      Wiesz, bo ludzie rzadko kiedy potrafią rozmawiać na trudne tematy… Nie wiedzą jak się mają w takiej sytuacji zachować więc wolą unikać rozmowy. A szkoda. Mówić warto, zwłaszcza kobiety po tak ogromnej stracie powinny mówić. Nie tylko dla siebie, ale też dla innych kobiet w podobnej sytuacji, bo wystarczy się rozejrzeć, a okazuje się, że w okół nas jest wiele osób, które przeżywają albo przeżywały dokładnie to, co my.

  • Sylwia Antkowicz

    Nigdy mi się to nie przytrafiło, ale odkąd zostałam mamą i obracam się w towarzystwie innych mam to widzę jak wielu kobiet to dotyczy. Często nie była to jedna strata, ale 2, 3… Teraz są szczęśliwymi mamami, ale to nienarodzone dziecko zawsze pozostanie w pamięci. Pewnie jeszcze trudniej jest to przeżyć, gdy nie wiedzieliśmy płci dziecka, nie wiemy jak by wyglądało. Ale przecież smierć dziecka po narodzeniu też jest trudna. Nawet dzisiaj czytałam na jednym z forum – kobieta opisała swoją sytuację, zmarło im 3-tygodniowe maleństwo, urodziło się z wadą serca, po 2 operacjach zmarło. Tulili je na pożegnanie, całowali. Do tej pory płaczę, gdy o tym myślę i może to egoistyczne, ale przy takich tematach zawsze patrzę wówczas do łózeczka, w którym śpi Ala i cieszę się, że ją mam. Może taki wniosek dla rodziców – doceniajmy dzieci, nawet jeśli jesteśmy zmeczeni, dzieci są marudne, budzą się często w nocy – cieszmy sie, że po prostu są.

    • Piękna refleksja Sylwia.
      I ja też zawsze się rozklejam słysząc takie historie i pędzę do Zosi sprawdzić czy wszystko u niej dobrze. Tak się cieszę, że jest cała i zdrowa i mogę ją mieć przy sobie…
      A wracając do tematu – czasem wystarczy się rozejrzeć, porozmawiać i nagle okazuje się, że w okół nas mnóstwo jest kobiet, które przechodziły przez poronienie. Tylko o tym nie mówią… Bo się boją? Bo ludzie się boją? Ludzie nie wiedzą jak reagować na takie trudne rozmowy. Stąd ten wpis – bo wielokrotnie okazuje się, że to właśnie rozmowa jest najlepszą terapią.