Mama po urlopie. Jak wrócić i czy wracać?

with 64 komentarze

[Na wstępie zaznaczam, że wpis jest mocno subiektywny – powstał na podstawie moich własnych doświadczeń i spostrzeżeń!]

Każdą z nas to czeka. Rok macierzyńskiego bardzo szybko mija i nadchodzi czas, kiedy musimy podjąć decyzję: wrócić do pracy czy zostać w z dzieckiem w domu? Ostatnio zapytałam Was o to na Facebooku, Wasze wypowiedzi dały mi do myślenia i wiecie co? Z moich przemyśleń wyszły wnioski, które opisuję poniżej.

Mało jest pracodawców przyjaznych mamom

Mało jest pracodawców, którzy zaproponują nam tak długą umowę, żebyśmy w razie zajścia w ciążę miały szansę na powrót do pracy po urlopie macierzyńskim.  Wszędzie, gdzie pracowałam, otrzymywałam umowę na czas określony, zazwyczaj na rok lub dwa lata. A perspektywy na umowę na czas nieokreślony były jednym słowem marne.
Druga sprawa to fakt, że mama, która decyduje się na oddanie dziecka do żłobka, musi liczyć się z tym, że dziecko może być częściej chore. I co wtedy? No cóż, mama musi pójść na opiekę… Raz na rok można to zrozumieć. Ale co w sytuacji, kiedy mały człowiek choruje raz w miesiącu…?

Mama na swoim

To sprowadza nas do tego, że zastanawiamy się nad działalnością gospodarczą. Mamy świetny pomysł, może nawet mamy pieniądze na rozruch biznesu. Ale prowadzenie własnej firmy to ciężki kawałek chleba. Godziny pracy są nienormowane więc praktycznie non stop jesteśmy w pracy. W razie choroby albo urlopu, po prostu nie zarabiamy. A kiedy zajdziemy w ciążę, szybko wracamy do pracy, żeby nie stracić klientów i mieć za co żyć, bo macierzyński na działalności jest mniejszy niż średnia emerytur (chyba, że płacicie wysoki ZUS;)).

Mama na etacie

Decydujemy się więc na pracę etatową. Szukamy, chodzimy na rozmowy  kwalifikacyjne (których szczerze nienawidzę), zaczynamy od zera. Niby fajnie, bo znowu coś nowego, bo znowu czegoś możemy się nauczyć, przeżywamy nowe doświadczenia… ale ileż można?! Marzy mi się praca, w której zagrzeję miejsce na dłużej niż rok-dwa. Praca, w której moje miejsce pracy będzie stabilne, a ja nie będę musiała się bać.

A co z dzieckiem?

Dziadkowie?

Nie każdy ma możliwość prosić dziadków o pomoc. Poza tym, dziadki są raczej od rozpieszczania niż wychowywania. No i pytanie czy są na tyle sprawni, żeby obciążyć ich opieką nad małym dzieckiem po kilka godzin dziennie…?
Żłobek?

Na państwowy trzeba czekać miesiącami, a nawet latami. Prywatne odstraszają ceną (u nas jest to około 700 zł miesięcznie). Odstrasza też rozpacz i płacz dziecka, co jest dramatem dla matki. Ale żłobek ma swoje zalety – dzieci non stop mają zajęcia i to zajęcia kreatywne i sprzyjające rozwojowi prowadzone przez wykwalifikowaną kadrę. Poza tym mają styczność z innymi dzieciakami, bawią się i uczą się razem. Ponoć dziecko najszybciej rozwija się przy innym dziecku.
Niania?

Jeżeli mamy osobę z polecenia, super! Ale przeważnie osobę, którą wpuścimy do swojego domu, szukamy na własną rękę. Jedna z Was podpowiedziała, że zamontowała w domu kamery i dzięki temu miała podgląd na sytuację (i zdecydowali się dopiero na trzecią kandydatkę!). Plus niani jest taki, że dziecko szybciej oswoi się z jedną opiekunką, zaakceptuje ją jak członka rodziny – jest szansa, że obędzie się bez płaczu. No i mamy możliwość dopasowania elastycznych godzin współpracy.

Mama w domu

A może by tak zostać w domu…? Wiele kobiet chwali sobie takie rozwiązanie. Dla mnie ważne jednak są jeszcze kwestie finansowe – a raczej bezpieczeństwo finansowe. Pracuję od 16. roku życia i nie wyobrażam sobie zostać teraz bez dochodu. Nigdy nie wiadomo co szykuje nam los, a dodatkowe wynagrodzenie to zawsze dodatkowe zabezpieczenie.

Poza tym – może będę materialistką – ale chcę mieć drugie dziecko i chcę mieć wtedy prawo do płatnego L4 i macierzyńskiego.


Wydaje mi się, że u mnie decyzja, mimo że niepewna, dawno już zapadła. Wracam do pracy. Nie wiem jakiej, nie wiem gdzie i nie wiem na jak długo znowu uda mi się tam zagrzać miejsce. Pozostaje mi tylko dylemat – co zrobić z Zosią? Jaką opcję wybrać, żeby ułatwić jej tą wielką zmianę, a jednocześnie dać jej też dobry czas?
Nie wiem, jaką decyzję podejmiemy. Ale wiem, że jakakolwiek ona by nie była, będzie to dobra decyzja i damy radę!

Czas zmian nadciąga! Trzymajcie za nas kciuki ;)

Zostałyście w domu czy wróciłyście do pracy? Żałujecie swojej decyzji?

A może znacie jakiś pracodawców przyjaznych mamom?

Podzielcie się ze mną, szukam inspiracji!

Buziaki,
Iza

♥♥♥

Hej! Fajnie, że jesteś!

Podobał Ci się nasz >WPIS<? Udostępnij go albo zalajkuj! Możesz też zostać z nami na dłużej – zapraszam Cię do polubienia naszego Fanpage’a na facebooku, dzięki czemu będziesz na bieżąco dowiadywał się co u nas słychać :)

Follow Iza:

Iza - mama żona blogerka. Nie zapomina też o byciu kobietą. Niepoprawna optymistka i marzycielka, ale zdarza jej się być zrzędzącą zołzą. Fanka macierzyństwa bliskości, zdrowego egoizmu i rozmowy. Najbardziej na świecie kocha swoją rodzinę i... być mamą ;)

  • Trzymam kciuki! :) Ja po urlopie rodzicielskim zdecydowałam się rzucić etat i założyć własną firmę. To była bardzo ciężka decyzja, ale nie żałuję, ponieważ mogłam dzięki temu więcej czasu spędzić z dzieckiem. :)

    • Miłka dziękuję za wsparcie :*
      Też marzę o własnej działalności, ale dopiero wtedy, kiedy będę skończę rodzić dzieci ;) Etat daje możliwość płatnego zwolnienia i macierzyńskiego, a to dla mnie ważne – stabilność finansowa. W końcu już mam o kogo dbać :)

  • Ja dwa razy próbowałam wrócić do pracy, ale było mi z tym zupełnie nie po drodze. Dlatego zaczęłam szukać alternatywnych rozwiązań: praca zdalna na umowy o dzieło, udzielanie korepetycji, doradztwo w sprawnie wizerunku (pielęgnacja i makijaż), blogowanie. Wszystko to zapewnia mi elastyczne godziny pracy i kontakt z ludźmi. Co do stabilizacji finansowej – jest różnie. Ciągle wymyślam nowe sposoby, żeby ją zapewnić. Ale podobno nie można mieć wszystkiego. Mam przynajmniej czas dla dzieci. A kiedy go będą potrzebowały mniej, mam już podstawy, żeby zająć się moim biznesem „na poważnie”.

    • Też chciałam iść tą drogą :) I pójdę, taki mam plan. Ale dopiero, kiedy skończę rodzić dzieci :P Tzn. nie zrozum mnie źle, chodzi mi o to, że mam zamiar zdecydować się na drugie dziecko i chcę mieć stabilność finansową – żeby należało mi się L4 i macierzyński. Dlatego chcę na to zapracować, żeby kiedy już podejmę decyzję o powiększeniu rodziny, mieć pewność, że na w razie czego finanse będą zabezpieczone :) A później przyjdzie czas na własną działalność :)
      P.S. Dziękuję za ten link <3

  • Bożena Jędral

    U mnie sytuacja wyklarowała się sama. Nie wróciłam, zmieniłam swoje życie i poszłam w kierunku: blog.

    • I dobrze to robisz! Wiele osób mi mówiło, że wszystko samo się ułoży i wierzę w to. Ale sama muszę podjąć działanie :) Poza tym, nie ma sytuacji bez wyjścia i sytuacji, której nie dałoby się rozwiązać.

  • Rozumiem Twoją potrzebę powrotu do pracy całkowicie. Od kilku lat prowadzę wlasną firmę i nie wyobrażam sobie inaczej. To prawda, zajmuje sporo czasu, zwłaszcza na początku. Na szczęście w moim przypadku mamą zostałam, kiedy moja firma znalazła się w fazie względnej stabilizacji ;) Dodatkowo zaczęłam pracę zdalną z elastycznymi godzinami pracy, maluch spędza czas ze mną lub tatą. Cieszę się, że tak się udało złożyć wszystkie elementy ukladanki :)

    • Zazdroszczę Ci Monika :) Też myślę o własnej działalności, ale na ten moment wiem, że muszę z tym poczekać, bo rodzina jest dla mnie najważniejsza, a zdaję sobie sprawę ile energii, czasu i sił musiałabym włożyć na początku w firmę. Wszystko przyjdzie w swoim czasie :)

  • Dobrze, że masz takie wsparcie w rodzinie, to naprawdę ważne w trudnych chwilach. I mają rację, nie ma sensu patrzeć wstecz, przeszłości i tak nie zmienimy. Super, że zdecydowałaś się na bloga, zwłaszcza, jeżeli daje Ci to szczęście i spełnienie :) Tak trzymaj!
    P.S. Piękny blog, polubiłam Cię na fejsbuku więc będziemy teraz na bieżąco ;)

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    W tym roku kończy mi się wychowawczy. Do starej pracy na pewno już nie wrócę, a perspektywa poszukiwania nowej autentycznie mnie przeraża. Coraz częściej myślę o rozkręceniu jakiegoś własnego biznesu albo pracy zdalnej. Zobaczymy, co mi życie przyniesie :)

    • Wiesz, ja pragnę rozkręcić swój biznes, ale muszę mieć pewność, że nie będę już więcej rodzić dzieci:p Bo macierzyński w wysokości 400-500 zł mnie nie satysfakcjonuje, tak samo jak szybki powrót do pracy po porodzie. Także dopóki planuję rozszerzanie rodziny – wybieram etat. Ale szukanie pracy i rozmowy kwalifikacyjne – to coś nie tyle mnie przeraża, ja po prostu tego strasznie nie lubię!

  • Bardzo się cieszę, że jeszcze przez długi czas nie będę musiała o tym myśleć. W ostatniej pracy w Polsce miałam umowę o dzieło i marne pieniądze. W Holandii miałam także śmieciową umowę, pełną luk, przez co mogłam zostać zwolniona z pracy w 5 miesiącu ciąży, bez prawa do jakiegokolwiek zasiłku ani w Polsce ani w Holandii i z marna perspektywa na znalezienie jakiejkolwiek pracy (tym bardziej, że nie mam kwalifikacji, większość prac jakie wykonywałam to magazyny). Wróciłam do Polski i do 7msc ciąży dorabiałam na sprzątaniu. Zrezygnowałam bo już rady nie daję. Obecnie żyjemy jedynie z wypłaty mojego partnera, po narodzinach młodej będzie mi się należeć kosiniakowe, ale… ciężko jest. Na nianie nas stać nie będzie. Wszyscy dziadkowie pracują na pełny etat. Nie wiem jeszcze co zrobimy, i dobrze że mamy jeszcze czas się nad tym zastanowić, bo czarno to widzę. Osobiście wolałabym zostać trochę dłużej z córką w domu niż ten rok, zanim ją wyślę do żłobka, jednak zobaczymy jakie będą możliwości. Na razie czekamy do marca, aż się nasza pociecha narodzi i będę mogła bez skrupułów się nią cieszyć na pełen etat :)

    • Spotkał Cię chyba najgorszy z możliwych scenariuszy. Podziwiam Cię, że miałaś siłę do 7. miesiąca pracować przy sprzątaniu – szacunek! Teraz na partnerze spoczywa odpowiedzialność finansowa za Waszą rodzinę, ale Twoje kosiniakowe z pewnością go odciąży. Najważniejsze, że razem dajecie radę. Że macie siebie.
      Co do powrotu – mi też marzy się zostać z córką w domu. Ale nie chcę się znaleźć w takiej sytuacji, że zajdę w ciąży i zostanę bez pracy – bez płatnego zwolnienia i macierzyńskiego. Stąd decyzja o powrocie. Przynajmniej na razie nie mogę sobie pozwolić na siedzenie w domu bez drugiej wypłaty. Żałuję trochę, ze wcześniej nie pomyślałam o żłobku – mogłam zapisać Zosię dużo wcześniej do państwowego i może do tego czasu znalazłoby się dla nas miejsce. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Jakoś to będzie, zawsze damy radę! :)

    • Bardzo wierzę, że dacie radę i podziwiam Cię za upór i przyjmowanie rzeczywistości na klatę. U mnie też najkolorowiej teraz nie było, bo chwilę przed wiadomością o ciąży bardzo chciałam się zwolnić i poszukać czegoś lepszego. Okazało się że muszę zostać ze względu na macierzyński i pracować jak najdłużej (praktycznie do 9 miesiąca zostaję), by móc spędzić z dzieckiem jak najwięcej czasu i mieć na to fundusze. A pracuję jako baristka, może nie najtrudniejsza praca, ale ileś godzin na nogach, biegania po schodach (mamy w pracy), latania z talerzami + zmywanie potrafi dopiec. Jeszcze teraz mój partner zmienia pracę (szuka), gdyż w poprzedniej nie dogadywał się już więcej z szefem. Cieszę się ze zmiany, ale prawie 2 miesiące mniejsze wpływy pieniążków, kiedy mój mózg nastawił się na oszczędzanie.
      Nam kobietom lekko nie jest, ale razem z Tobą wierzę że wszystko wyjdzie na prostą i tylko będę wspominała, że dałam (i Ty też dałaś) radę. No i najważniejsze – by dzidzie były zdrowe. Moja atakuje naszą planetę w kwietniu. :)

      • Angelina, w ciąży każda praca jest wyzwaniem, a bycie baristką wymaga naprawdę wiele sił i sprawności. Także wielki szacun dla Ciebie! Rzeczywiście jesteście z mężem w trudnym momencie i to ja Ciebie podziwiam za upór :) Musisz wkładać naprawdę wiele siły w to, żeby to wszystko ogarnąć! Ciąża powinna być czasem odpoczynku, a tymczasem Ty zapierniczasz bez oszczędzania się. Trzymam za Was kciuki, na pewno wszystko się ułoży :* Dużo zdrowia dla Ciebie i dzidziusia! Bo kto inny ma dawać radę, jak nie my, kobiety? ;)

  • Samanta

    Nie byłam jeszcze w takiej sytuacji, ale pewnie też bym wróciła do pracy, niechętnie ale jednak za coś trzeba żyć i właśnie też jak się myśli o drugim dziecku zby mieć to zabezpieczenie :)

    • Dokładnie Samanta, za coś trzeba żyć – dać rodzinie bezpieczeństwo i stabilność finansową. Takie decyzje nie należą do najłatwiejszych, ale wszystko ma swoje plusy :)

  • Krystyna Polek

    ja również o macierzyńskim wróciłam do pracy. Udało nam się znaleźć zaufaną nianię i chociaż moje wynagrodzenie pochłonął kredyt hipoteczny i wynagrodzenie Niani to nie żałuje. Wyjście do ludzi dobrze mi zrobiło, odbudowałam pewność siebie zachwianą siedzeniem w domu, a problemy zawodowe pozwoliły spojrzeć mi na swoje życie z innej perspektywy – że nie mam co narzekać :) Na początku ciężko było gdyż ponad 9 h bez dziecka – tęskniłam masakrycznie! Ale jak zobaczyłam, że synkowi krzywda się nie dzieje a on jest za mały by uświadomić sobie długość nieobecności mamy , oswoiłam się z nowym losem :) Nasza 3osobowa rodzinka na tym zyskała :) relacje rodzinne się unormowały i więcej jest radości z czasu razem spędzonego a brak czasu na narzekanie ;) Życzę Tobie powodzenia :)

    • Masz rację, czasem jest tak, że kobieta – mama, też potrzebuje zmiany otoczenia i wyjścia z pieluch do ludzi. I wiesz, myślę że ja też tego potrzebuję. Znaleźć swoje miejsce wśród dorosłych. I mimo, że wiem że początki będą trudne, to wyjdzie nam to na dobre. A wtedy tak jak mówisz, na wiele spraw można spojrzeć z kompletnie innej strony. Bo choć praca mamy ma wiele minusów, to i plusy się pojawiają -warto się ich trzymać i iść do przodu :)
      Dziękuję za Twoja słowa, podbudowałaś mnie na duchu :)

  • Och Wychowanie

    Myślę, że wszystko zależy od osobowości młodej mamy, ale też często od sytuacji rodzinnej oraz finansowej. Warto chyba rozważyć wszystkie za i przeciw, by wybrać najlepszą opcję. To, co sprawdza się u jednych u innych wcale nie musi. Pocieszające jest to, że każdą decyzję w razie czego można zmienić. Ja osobiście jestem za pracą, ale taką, która pozostawi nam jeszcze siły dla dziecka. Żłobek niekoniecznie (chyba, że naprawdę nie ma wyjścia). Jeśli chodzi o przedszkole jestem na tak.

  • Iwona Siekierska

    Fajnie, że podjęłaś taką decyzję. To zdrowe i dla Ciebie i dla rodziny. O bezpieczeństwie finansowym nie wspomnę. Wielu moich kolegów narzeka na to, że ich żony nie pracują.Stres, który im towarzyszy (co zrobię, jak nie zarobię, jak mnie zwolnią, jak umrę w wypadku etc) jest często powodem domowych kłótni. Twój mąż, to szczęściarz :) Że ma żonę, która dzieli odpowiedzialność finansową. Buziaki !

    • Dzięki Iwona po raz kolejny za takie budujące słowa! :*
      Zdaję sobie sprawę z tego, jaką presją jest dla mężczyzny odpowiedzialność za utrzymanie rodziny. Nie chciałabym, żeby mój mąż musiał się tak czuć. Nie chcę, żebyśmy w razie jakiegokolwiek niepowodzenia zostali z niczym – w końcu mamy już dziecko i za nie też jesteśmy odpowiedzialni. Więc mimo wszystkich moich rozterek i pewnie płaczów, wrócę do pracy. Gdzie? Zobaczymy co los przyniesie :)

  • Agata Borkowska

    Ja własnie dziś siadłam i rozmyślałam nad przedszkolem/złobkiem dla obu. Choć na razie stawiam na adaptacje w przedszkolu dla starszej a z młodszą czekam jeszcze kilka chwil bo zaczynamy etap odpieluszkowania. Ale juz za kilka miesięcy czeka nas całkowita rozłąka i własnie moja praca. Nie wiem czy ja dam radę, ale one są juz do tego gotowe. Starsza codziennie „wybiera się” do przedszkola, do dzieci. Młodsza jeszcze nie ogarnia zbytnio tego wszystkiego, ale wiem że jest gotowa emocjonalnie To bardzo trudny wybór nie tylko dla nas rodziców ale również dla naszych pociech:)

    • Wydaje mi się, że inaczej to wygląda właśnie przy dwójce dzieci – we dwoje raźniej ;) Ale to nie zmienia faktu, że teoria teorią, a praktyka może się okazać całkowicie inna. Swoją drogą zazdroszczę, że mogłaś być z dziećmi tak długo, że chociaż jedno z nich dojrzało to etapu, że chce iść do przedszkola :) Zobaczymy jak to będzie u mnie przy następnym dziecku, może też uda się zostać w domu :)
      Powodzenia dla was!

  • Matka-Dietetyczka

    Jestem „na swoim” od ponad 5 lat. Owszem głowa pracuje cały czas, nawet na macierzyńskim, bo mimo mojego urlopu firmy cały czas działają. Nie zamieniłabym tej opcji na żadną inną. A jeżeli chodzi o malucha. Do niedawna myślałam, że żłobek to kiepskie rozwiązanie, ale znajoma powiedziała, że jej 1,5 roczne bliźniaki są zachwycone żłobkiem. Zobaczymy jak będzie u nas za kilka miesięcy ta zmiana przebiegała:)

    • Powiem Ci, że ja naprawdę widzę wiele wiele plusów żłobka! Jedyne co mnie przeraża to cena i fakt, że Zosia może płakać (a raczej ryczeć znając ją:p). Czasami żałuję, że nie zdecydowałam się na działalność wcześniej, ale praca etatowa też mi odpowiada, a na działalność jeszcze przydzie czas:) Czuję, że muszę jeszcze do tego dojrzeć. Powodzenia za kilka miesięcy! :*

  • Okiem Alexa

    Wrocilam do pracy gdy mala miala 10 miesiecy. Mam to szczescie ze mam umowe o prace na czas nieokreslony. Pierwsze 2miesiace byla u dziadkow, potem z przyczyn losowych do zlobka. Obylo sie bez placzu, lamentow, choroby byly ale wcale nie duzo i nie jakieś powazne. Po 3 msc i choroby sie skonczy. Teraz juz prawie rok jak wesruje do zlobka. Bardzo lubi i chodzi tam z usmiechem, a postepy w rozwoju w stosunku dodo rowniesnikow widac niesamowite.
    My cudem i w wyniku niezbyt szczesliwych okolocznosci dostalismy sie do panstwowego. A prywatne sa niestety u nas w granicach 1000zl i wiecej

    • Cały czas sobie powtarzam, że jeżeli zdecyduję się na żłobek, to na pewno Zosia nie będzie płakać – i chociaż szczerze w to wątpię, bo znam jej temperament, to wolę myśleć pozytywnie :) A z racji postępów w rozwoju i w ogóle możliwości przebywania w towarzystwie innych dzieci, chciałabym oddać Zosię do żłobka, chociaż na kilka godzin dziennie. No ale niestety ceny odstraszają… Jakoś to będzie, muszę dać radę i już :)

      • Okiem Alexa

        Dużo zależy od Twojego nastawienia. Maluchy to sprytne bestie i jeśli wyczuwaja ze rodzice są zestresowani to od razu odbija się to na ich zachowaniu. Też sie obawialam początków ale z racji ze od pierwszych miesiecy nie zamykalismy sie z mala w domu, a raczej staralismy sie by miala duzo kontaktu z innymi to poszlo calkiem gładko.. nawet nie przypuszczalam ze bedzie tak dobrze! A cena nawet za panstowy super niska w gdansku nie jest-miesiecznie okoli 550zl

        • Masz rację, dużo zależy ode mnie, muszę jeszcze tylko nauczyć się panowania nad emocjami! :p Nasza Zosia też nie siedziała w domu, bardzo często zabierają ją dziadkowie, ale wiesz, inaczej iść do kogoś, kogo znasz… Staram się nastawiać pozytywnie, inaczej już dawno bym się załamała!
          P.S. 550zł?! Faktycznie, cenią się prawie jak za prywatny żłobek w mojej okolicy…

          • Okiem Alexa

            Trzymam kciuki zatem! Niestety Gdańsk nie słyszał o polityce prorodzinnej;) w Gdyni już taniej..

          • Dzięki! <3
            Polityka prorodzinna to nadal w wielu miejscach tylko mit ;)

  • Życzę powodzenia. Ja chyba wrócę od września i trochę nie mogę się już doczekac :)

    • Mnie też z jednej strony ciągnie do pracy, do ludzi, ale wiesz, chciałabym się już gdzieś zakorzenić, zwłaszcza że mam już dziecko więc kogoś, za kogo jestem odpowiedzialna i nie chciałabym nagle zostać na lodzie.
      P.S. Dziękuję! :*

  • Mieszkając za granicą (Szkocja) mam ten plus, że tutuj po prostu trzeba pracować 26 tygodni przed dniem ogłoszenia w pracy że jest się w ciąży (czyli 15 tygodni przed datą porodu). Jest to jednak udogodnienie, bo nie trzeba się martwić o rodzaj umowy. Odnośnie co potem – już teraz się martwię. Nauczona jestem niezależności, pracy na samą siebie. Wracać do Polski i próbować jakoś układać życie czy zostać tu. Dać dziecko do żłobka i patrzeć jak płacze (wiele koleżanek negatywnie to komentuje, „oddawanie dziecka”), a mi teraz, póki go nie mam i nie stoję przed etapem rozłąki jest łatwiej powiedzieć, że zdecyduję się na powrót do pracy, a dziecko do żłobka. Co jak co, jest to trudna decyzja dla nas kobiet i dość często wyzwanie dla męzczyzn

    • Angelina, nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale chodzi o to, że będąc w 26. tygodniu ciąży dopiero możesz się „przyznać”, że jesteś w ciąży? A co z kobietami, które mają komplikacje na przykład? Swoją drogą, to przeważnie w 26. tygodniu pracodawca i koledzy sami się domyślą, że coś jest na rzeczy :p
      Masz rację, taka decyzja jest dla nas kobiet bardzo trudna, a dla mężczyzn chyba jeszcze trudniejsza, bo np. mój mąż chciałby, żebym została z córką w domu, ale wtedy na niego spada obowiązek utrzymania rodziny i zapewnienia nam wszystkiego, co byśmy chciały i potrzebowały. To ogromna presja. Dlatego nie chcę tego na niego zwalać…

      • Ogólnie trzeba pracować u danego pracodawcy minimum 26 tyg przed dniem tzw. ogłoszenia że jesteś w ciąży tj. 15 tyg przed datą porodu. Wtedy macierzyński jest gwarantowany od pracodawcy bez względu jaką ma się umowę, na cały/pół etatu, godzinowa stawkę czy miesięczną. A z komplikacjami to nie wiem, bo na szczęście nie doświadczyłam. Ogólnie najszybciej na macierzyński można iść 11 tygodni przed porodem, a tak to prawdopodobnie zwolnienie lekarskie które jest tu cholernie niskie.
        Oj dokładnie do samo mam z moim lubym, bardzo pragnie bym była z dzidzią, ale ja sama nei czuję się dobrze że spoczywałby na nim tak wielki obowiązek. I bądź tu mądry człowieku i znajdź kompromis.
        Stąd poszukuję i wierzę że znajdę wyjście, czego również Tobie życzę.
        Dużo zdrówka wam i uśmiechu. :)

        • A to Ci dziwne zasady – z jednej strony dobrze, bo przyszła mama jest chroniona, ale z drugiej strony istnieje ryzyko, że jeśli nie dotrwam w pracy do tego 26. tygodnia, to czeka mnie żywot za grosze. No cóż, jak to mówią: coś za coś. Może jednak z tej Polsce nie mamy tak źle…? ;)
          Kompromis trzeba wypracować i nie raz potrzeba na to czasu, ale wierzę, że się da i że będzie dobrze! :)
          Powodzenia i dla Ciebie Angelina! :*

  • Wróciłam do pracy, gdy starszy syn miał 2 lata. Teraz Młodszy ma 4 miesiące i mam nadzieję, że uda mi się z nim być 3 lata. Zobaczymy :-)

    • Ależ Ci zazdroszczę:) Mam nadzieję, że przy następnym dziecku też będę mogła sobie na to pozwolić – będę się o to starać!

  • Jeśli chodzi o pogodzenie roli mamy z własną działalnością gospodarczą, to z własnego doświadczenia wiem, że nie jest to łatwe. Ja mając dwójkę dzieci ( 4l i 7l ), rzuciłam się na głęboką wodę i otworzyłam własną kwiaciarnię. To było moje marzenie, które się spełniło!! Skończyło się jednak porażką i do dziś żal mi, że tak się stało. Nie było łatwo, bo taki biznes to praca praktycznie 24h, ale czułam się spełniona. biznes nie przynosił jednak żadnych zysków i klapa, musiałam zamknąć mój mały pachnący kwiatkami kącik. Teraz już minęło prawie trzy lata, od zakończenia działalności, i patrzę na mojego synka, który ma rok i wiem, że jakbym dalej miała tę kwiaciarnię, nie zdecydowalibyśmy się na trzecie dziecko. Widocznie tak miało być…

    • Nic w naszym życiu nie dzieje się bez przypadku :) Dzięki kwiaciarni z pewnością nabyłaś ogrom doświadczenia, a teraz masz co wspominać! No i masz teraz w domu trzeciego szkraba, a to chyba warte jest każdego poświęcenia;) I wiesz? Usłyszałam dzisiaj, że jeszcze wszystko przed nami więc kto wie…? Masz już doświadczenie, możesz niejedną rzecz zrobić lepiej. To już naprawdę dużo na początek! Trzymam kciuki :*

  • Elwira Zbadyńska

    Ja już wraz na początku pierwszej ciąży postawiłam na swój biznes. Polecam. I nie zamieniłabym siebie na żadnego innego szefa ;)

    • Może i bym to zrobiła, ale w czasach, kiedy po miesiącu prowadzenia DG można było dostać L4 i macierzyński w kwocie kilku tysięcy złotych, a nie 400…

  • a ja korzystając z tego, że mam umowę na czas nieokreślony (dostałam ją już pierwszego dnia w pracy), zastanawiam się nad drugą ciążą, żeby nie wracać zbytnio do tej aktualnej pracy, bo tam już nie ma dla mnie miejsca. Skoro i tak planuje kolejne dziecko, jak zmienie prace to z umową może być ciężko, a więc i z kolejną ciążą może być ciężko, bo trudno będzie trafić dobrze w umowie. Kurde, jakie to jest trudne. I weź tu człowieku zakładaj rodzinę! Niektore rodziny mają po 5,6 dzieci a ja się martwie o drugie …

    • Masz rację! Zakładanie rodziny w dzisiejszych czasach to niezła zagwozdka! Powiem Ci, że gdybym miała umowę na czas nieokreślony, pewnie już starałabym się o dziecko, żeby nie wracać do pracy, tylko znowu przejść na L4 :) Taki miałam plan, ale plany planami, a życie je zweryfikowało. Zazdroszczę Ci, że masz taką opcję. Ale też na drugie dziecko musi przyjść odpowiedni czas, jeżeli teraz nie czujesz się na siłach, to też nie ma co na siłę zachodzić w ciążę, bo umowa jest taka i taka :)
      Tak jak mówisz – tu zawsze będzie mnóstwo dylematów!

  • Aleksandra Ćmachowska

    Od kiedy zaszłam w ciążę i wylądowałam na l4 mój pogląd na tę kwestię zmieniał się kilka razy i pewno jeszcze się zmieni. Wpierw od razu chciałam wracać na mój ukochany oddział, z tym że to godzina drogi w jedną strobę, co daje dwie czyli zamiast 12h dyżuru prawie 14h. Jako, że jestem pielęgniarką, nie mam problemu ze stałą pracą. Dziś coraz częściej myślę o wychowawczym, dwa lata chciałabym poświecić jeszcze wyłącznie Karoliwi. Tu jednak wchodzi kwestia finansowa, nie wiem czy damy sobie przez ten czas radę. To się okaże. Pracy będę musiała natomiast poszukać bliżej :). Dziewczyny na oddziale przestrzegły mnie, że tych pierwszych lat się nie odzyska, że ciężko zostawiać wtedy dziecko i nie widzieć na bieżąco jak się zmienia. Podobno mama jest najbardziej potrzebna maleństwu do 3 roku życia :). Jak będzie? Czas pokaże.

    • Ola, mi marzy się, żeby zostać z Zosią do czasu, aż pójdzie do przedszkola… Ale właśnie – kwestie finansowe raczej na to nie pozwolą. Niestety nie załapałam się na pracę na czas nieokreślony więc o wychowawczym też mogę tylko pomarzyć;) A wiesz, gdybym znowu zaszła w ciąże, pieniądze się przydadzą, a niestety nie pracując nie będzie takiej możliwości. Ale może przy następnym dziecku…? Kto wie co mnie jeszcze w życiu czeka? ;) A Ty Ola masz jeszcze trochę czasu, ale dobrze, że masz kilka możliwości, to zawsze daje jakiś względny spokój o przyszłość:)

  • Kilińska

    Mnie, po wielu różnych konfiguracjach, powiem szczerze brakuje tego codziennego rytmu pracy zawodowej. W związku z tym, że jestem totalnie rozjechana organizacyjnie, potrzebuję takiego zewnętrznego rygoru. Pamiętam, kiedy pracowałam w Niemczech, uwielbiałam ten ich Ordnung. Świetnie się tam czułam. Tak samo, kiedy pracowałam zawodowo już w Polsce. Teraz brakuje mi tego. Ale nie mówię nie. Przecież wszystko przed nami, co Iza?

    • Masz rację, rytm pracy ma swoje plusy :) Wiesz, z chęcią wrócę do pracy, ale kurde bele, marzy mi się praca stabilna, na stałe, w której kobieta z dzieckiem nie jest traktowana jak trędowata. Taka, w której jeżeli zajdę w ciążę, będę mogła po macierzynskim wrócić na swoje stanowisko.
      Masz rację, wszystko przed nami i wiesz? To nawet fascynujące :)

  • Oj chciałabym wrocic do pracy, ale niestety aktualnie dopoki Marysia nie dorosnie do tego aby pojsc do przedszkola to jestem uziemiona w domu

    • Mi marzy się powrót do pracy – ale stabilnej. Nie takiej, którą będę musiała pożegnać jak tylko zajdę w ciążę albo pójdę na macierzyński… Takiej, w której kobieta z dzieckiem ma rację bytu.

      • Oj wiem cos o tym, ja przed ciaza pracowalam na umowe zlecenie, wiec jak tylko szefowa dowiedziala sie ze jestem w ciazy to w 3 miesiacu ciazy mnie pozegnala, ale jeszcze jak… :( Probowalam sie dogadac aby zaplacila mi skladke zdrowotna, niestety, potem lekarz na sile wcisna mi zwolnienie , tego niestety wymagala sytuacja, a szefowa bez slowa po prostu rozwiazala umowe, nawet mnie o tym nie informujac… :( Cóz… Zreszta nawet gdybym miala gdzie wracac po urlopie maciezynskim to musialabym zrezygnowac bo niestety malucha nie ma z kim zostawic, a koszt prywatnego zlobka albo zatrudnienie niani pochlonal by cala moja wyplate a wiec wolalam sama po swojemu wychowac corke. Od kiedy nie mam mozliwosci powrotu do pracy odrzucilam juz 4 oferty :( Jak nie ma sie mozliwosc to praca sama przychodzi nawet bez poszukiwan. Czekam az corka skonczy 3 latka i mam nadzieje ze wroce z powrotem na rynek pracy :)

        • I to jeszcze kobieta kobiecie tak robi pod górkę! Przecież L-4 powyżej 30-stu dni i macierzyńskie wypłaca ZUS więc co jej zależało? Co za babsko… Takie osoby powinny zostać zapisywane na jakąś czarną listę pracodawców!
          Co do powrotu – w takiej sytuacji pewnie też zostałabym w domu z Zosią. I masz rację, często tak jest, że oferty przychodzą wtedy, kiedy nie możemy ich przyjąć . Ale z drugiej strony, jeżeli taka tendencja się utrzyma, to nie będziesz miała problemu z powrotem do pracy, jak córka skończy 3 latka ;) Życzę Ci powodzenia i dużo dobrego dla Was! :*

          • Niestety są ludzie i ludziska :) Z doswiadczenia wiem ze wszystkie pracodawczynie o imieniu Ewa są straszne, mialam przyjemnosc pracowac u 3 i kazda byla gorsza od poprzedniej… ;) Nigdy wiecej zadnej Ewy za szefowa ;) Ja równiez zycze wszystkiego dobrego :)

          • Nie miałam przyjemności pracować z Ewą, może kiedyś będę się mogła o tym przekonać, chociaż po Twoich słowach nie jestem pewna czy chcę:P

          • Ja wiem jedno ;) Ewy omijam z daleka :D I rezygnuje z takich współprac :D

          • Ja kiepsko wspominam Przemka, ale póki co miałam tylko z jednym Przemkiem do czynienia więc może kiedyś ktoś mi odczaruje to imię :D

          • Hehe Ja nie mialam przyjemnosci :) Ale ciekawe ;) Moze kiedys mi sie to przyda ;)

          • Obyś nie musiała się przekonać :)

  • Sylwia Antkowicz

    Ja ciągle bije się z myślami co zrobić. i chociaż Twój wpis jest subiektywny to mam podobne odczucia. Praca na czas nieokreślony – pewnie zdarza się głównie w budżetówce. Ja zachodząc w ciąże pracowałam na umowe zlecenie w prywatnym żłobku. Szefowa zawsze powtarzała, że jest prorodzinna, ale daje umowe zlecenie, bo wówczas są mniejsze koszty utrzymania pracownika, ale jeśli któraś z nas zajdzie w ciąże- da umowe o prace. I jak nie masz czegoś na papierze- nie wierz. Bo oczywiście nie dała. Stąd muszę teraz szukać nowej pracy. Nie wiem, czy znajdę, a jeśli znajdę to co z Alą. Żłobek – jesli państwowy to przyjęcia od września, jeśli prywatny to drogo plus trzeba mieć kogoś na podorędziu, gdy córka zachoruje. Dziadkowie? Teściowa sama jeszcze pracuje, moi rodzice też, a w dodatku mieszkają daleko. Stąd ciągle nie wiem co robić…. Idealnie byłoby chyba na razie znaleźć pracę na pół etatu i spasować godziny tak, by partner mógł wtedy zostawać z Alą.
    PS. Pamietam, że nawet w żłobku potencjalne kandydatki do pracy były dyskwalifikowane, gdy miały małe dzieci, bo włąśnie – obawa, że będą często chorować.

    • No właśnie, z jednej strony oczekuje się od kobiet, że będą rodzić i wychowywać dzieci (i to jeszcze wychowywać na porządnych ludzi!), a z drugiej strony traktuje się nas jak niepotrzebny, problematyczny element… Tak właśnie wygląda polityka prorodzinna – róbcie dzieci i sami się martwcie co dalej. A o tym, że jeżeli czegoś nie masz na papierze, to tak jakbyś w ogóle nie miała, przekonałam się na własnej skórze ;) Zostając w 9. miesiącu ciąży bez pracy ;) Ale to inna historia.
      Niestety, jakoś musimy sobie radzić i to praktycznie same albo sami razem z partnerami, bo nawet dziadkowie w dzisiejszych czasach dłużej pracują więc siłą rzeczy nie zostaną nam z dziećmi.
      Ale wiesz? Musimy dać radę. Bo kto jak nie my?

  • Niko Nikodem Sadlowski Sadłows

    Świetny wpis. Wiele kobiet ma problem z powrotem do pracy, z zostawieniem komuś dzieci czy oddaniem ich do żłobka czy przedszkola. Niestety jako facet nie mam wiedzy jak to jest. Pozdrawiam

    • Dziękuję Nikodem :)
      Widzisz, faceci mają zawsze „łatwiej”. Oczywiście w cudzysłowie, bo wy za to jesteście odpowiedzialni za masę innych ważnych rzeczy, które też nie raz spędzają Wam sen z powiek.