Matko idziesz do lekarza? Słuchaj swojej intuicji!

with 21 komentarzy

 

Ja sama rzadko chodzę do lekarza. Ale kiedy chodzi o moje dziecko, staram się po pierwsze wybrać odpowiedniego, polecanego pediatrę, a po drugie być u niego tak często jak to będzie konieczne, nawet jeżeli wiąże się to z założeniem karty stałego pacjenta. Dlatego kiedy ktoś, kogo obdarzyłam zaufaniem, zaczyna traktować mnie jak matkę histeryczkę, robię się okropnie wkurzona.

Lekarze pediatrzy dzielą się na kilka typów:

1. lubiany – oblegany;

2. zapracowany – zmęczony;

i (mój ulubiony)

3. damy-mu-syropek-powinno-przejść.

Lubiany – oblegany, to ten do którego wszystkie mamy chcą zapisać swoje maluchy. Ma podejście do dzieci, dzieci ogólnie go lubią, dostają od niego naklejkę „Dzielny Pacjent” i lizaka na każdej wizycie. Zna się na rzeczy. A z racji tego, że nikomu nie odmawia, kolejki do niego ciągną się kilometrami, a wizyta trwa co najwyżej trzy minuty, bo za drzwiami rozbiera się już kolejny pacjent.

Zapracowany – zmęczony, to z kolei typ, który chętnie pomoże i ba! nawet przyjmie po godzinach za skromne 20 zł. Jest tak samo polecany i wiele rodziców go sobie ceni za profesjonalne i dokładne podejście do badania. Ale ten lekarz już 10 minut przed końcem pracy siedzi ubrany w kurtce i kiedy wpada do niego zdyszana matka pracująca z kaszlącym dzieckiem na rękach, nawet nie zakłada mu kartoteki, tylko na poczekaniu osłuchuje i wypisuje receptę. I kasuje za wizytę 20zł :)

Damy-mu-syropek-powinno-przejść. Na każdą pierdołę przepisuje syrop, oczywiście 100% płatny więc jego apteka dobrze na Tobie zarobi. Dzięki niemu twoja domowa apteczka zajmuje już kilka szafek w kuchni, także jak ktoś w domu choruje to zanim pójdzie do przychodni, zgłasza się najpierw do ciebie. Jest dobrym lekarzem, ale biznes is biznes, każdy chce zarobić, a wiadomo że na koncernach farmaceutycznych można zrobić kasę więc cokolwiek by nie było: syropek albo kropelki powinny pomóc.

Matka nie musi chodzić do lekarza z każdą pierdołą. Ale kiedy chodzi o dziecko, wiele podejrzanych sytuacji trzeba skonsultować z pediatrą. Dlatego kiedy już idę do lekarza, chciałabym być przyjęta tak, jak należy. A właściwie mam do tego prawo i należy mi się to. A jeżeli sytuacja jest na tyle poważna, że lądujemy w przychodni już ósmy raz w ciągu trzech tygodni, to tym bardziej chciałabym być traktowana poważnie.

A z czym się matka spotyka?

Z syropkami, trzyminutowymi wizytami, pobieżnym badaniem i traktowaniem jakby wszystko sobie wymyśliła.  Zapracowani lekarze, do których kolejki się nie kończą (w końcu do dobrego lekarza trzeba poczekać!), przyjmują pacjentów „na pamięć”: badają i diagnozują nie biorąc pod uwagę faktu, że ten przypadek nie musi być taki, jak wszystkie inne.

I właśnie dlatego Bóg stworzył matkę kobietą.

Bo mamy intuicję.

Przypomnij sobie, ile razy miałaś dziwne przeczucie, które zlekceważyłaś lub nie, ale koniec końców wychodziło na twoje?

Intuicja, szósty zmysł, wróżenie z fusów albo inne czary-mary. Nazywaj to jak chcesz. Ale ufaj sobie.

Więc jeżeli coś nie daje Ci spokoju i czujesz, że coś jest nie tak, ale wiecznie odsyłają Cię z kwitkiem – walcz!

Wyrzucają drzwiami? → wejdź oknem. Ciągle dopytują z niedowierzaniem: „to NA PEWNO kaszel?” → nagraj to dziwne zjawisko na telefon i udowodnij niedowiarkom. Wypisują kolejne syropki obciążające budżet, a nie przynoszące kompletnie żadnego efektu? → nie bój się poprosić o skierowanie na badania.

Walcz.

Ufaj sobie.

Rozumiem, że są sytuacje, w których naprawdę okazujemy się panikarami i niepotrzebnie wszczynamy alarm. Rozumiem, że są osoby, które od lekarza najchętniej by nie wychodziły, tyle mają pytań i wątpliwości.

Ale na litość boską, nie dajmy się zaszufladkować.


A wy?

Macie dobrego lekarza pediatrę?

Spotkaliście się z jakimś „typem”, o którym nie wspomniałam, a warto by było się pośmiać?

Komentujcie!

Zbulwersowana,
Iza

P.S. Zapewne lekarskich typów mogłabym wypisać znacznie więcej, ale akurat ta trójca była u nas ostatnio na tapecie. Szanuję lekarzy i ich pracę, ale jak każdy, oni też mają wady i mają prawo się mylić. W naszym przypadku było podobnie, stąd pod wpływem emocji powstał ten wpis.


Jeżeli podobał Ci się ten wpis, zalajkuj mnie na kobiecym facebooku :)
Follow Iza:

Iza - mama żona blogerka. Nie zapomina też o byciu kobietą. Niepoprawna optymistka i marzycielka, ale zdarza jej się być zrzędzącą zołzą. Fanka macierzyństwa bliskości, zdrowego egoizmu i rozmowy. Najbardziej na świecie kocha swoją rodzinę i... być mamą ;)

  • masz rację, najważniejsze to nie dać się zbyć i zwarować
    my jesteśmy zadowoleni z naszego pediatry

  • Patryk, a to trafiłeś na wybitnego lekarza :D Nic tylko pozazdrościć :P

  • <3

  • ja mam szczęście naprawdę i w starym miejscu zamieszkania miałam super lekarza i teraz też trafiłam na świetnego pediatrę… Zawsze mnie wysłucha jeśli mam jakieś obawy to da skierowanie na badania nawet ” by mama się uspokoiła że wszystko jest oki” pediatra i poprzedni i obecny właśnie mówia tak że to Rodzic jest cały czas z dzieckiem najlepiej je zna i niezawsze lekarz zauważy jakieś objawy dlatego lekarz słucha Rodzica potem bada itd.

    • Kurczę zazdroszczę lekarza! U nas z badaniami każdy ma problem, bo przecież to są pieniądze przychodni… Denerwuje mnie, że ktoś, kto widzi moje dziecko raz na kilka miesięcy raptem przez kilka minut osądza czy wszystko z moją córką jest w porządku.

  • Odnośnie pediatrów się nie wypowiem, ale dziś czekając do lekarza krew mnie zalewała, bo trafiłam na istny wysyp „jatylków” czyli mój ulubiony typ pacjenta „ja tylko po receptę”, „ja tylko coś powiedzieć”, „ja tylko po skierowanie”, „ja tylko po pieczątkę” wrrrrrrrrrrrr…😠 a ja tylko na wizytę, na którą czekałam pół roku 😀

    • Justyna nie dziwię się, że się denerwowałaś. Szczerze mówiąc nie wiem czy miałabym w sobie tyle cierpliwości, żeby wpuścić trzecią „jatylkę”:P U nas na szczęście trzymają się kolejek :)

  • Najczęściej wiem, co dolega mojemu dziecku. Lekarz – to formalność i medium do otrzymania leków ;)

    • Zazdroszczę, u nas są takie sprawy, których nie jestem pewna i po prostu nie wiem co dolega Zosi. Ale w każdym przypadku czuję, że coś jest nie tak. Dlatego chciałabym być traktowana poważnie – z resztą nie tylko ja, ale i moje dziecko.

  • U nas lekarze z jednej strony każą „pomęczyć” dziecko, a z drugiej chuchać i dmuchać na wszystko… Zgłupieć z nimi można, dlatego robimy, co sami uznajemy za słuszne i dobrze na tym wychodzimy.
    Jak dziecko miało 2 miesiące, lekarka przepisała krople do oczu, których nie można podawać do pierwszego roku życia. Na szczęście przeczytałam ulotkę.

    • A to u nas też norma. Syropek od pierwszego roku życia – no przecież ona ma już 8 miesięcy, spokojnie możemy jej podać! Albo syrop na gorączkę: niech pani poda jej większą dawkę, bo te wypisane w ulotce ją co najwyżej połaskoczą! Dramat…

  • Żaneta Bomba

    Dobry podział!
    Ja kilka razy zmieniałam lekarza swojego synka. Teraz jesteśmy u pewnej, starszej pani doktor, która została nam polecona. Nie jest zmęczona, nie zapisuje na wszystko syropków. A że tfu tfu, rzadko ją odwiedzamy, bo zwykle działam najpierw sama (witamina C, Pelavo zatoki przy katarze lub Renopuren i inhalacje) i na tym zwykle się kończy :) ;)

  • Masz całkowita rację! Musimy ufać przede wszystkim sobie, zwłaszcza, gdy wydaje nam się coś nie tak… Oczywiście, ja również doświadczyłam tego, o czym piszesz….

    • Kasia więc doskonale się rozumiemy. Wiesz, denerwuje mnie, że ktoś, kto widzi moje dziecko przez kilka minut raz na kilka miesięcy, osądza tym, czy jest zdrowe i czy wszystko z nim w porządku.

  • raczkujacwswiat

    Ja na szczęście dobrze trafiłam z pediatrą, chociaż też nie bez przejść. Najpierw chodziliśmy do lekarza państwowego i on był świetny, naprawdę super, ale nie miał podejścia do dzieci. Mój synek darł się jak opętany, bo nie lubił szarpania, zimnego stetoskopu i patyczka. Przez to też miałam wątpliwości czy na pewno diagnozy są dobre, bo nie wiem jak można osłuchać płuca kiedy dziecko drze się w niebogłosy. Potem trafiliśmy prywatnie do Pana Profesora i od tego momentu jest to nasz stały lekarz. Pan Doktor ma genialne podejście i do dziecka i do rodzica. Krzysiek go uwielbia, zawsze dostaje balonik i samo badanie trwa długo i jest bardzo dokładne. Mam nadzieję, że nigdy się nie zawiodę, a jak narazie moja intuicja mi podpowiada, że świetnie trafiliśmy :)

    • To super, że udało Wam się trafić na dobrego lekarza, faktycznie nie było sensu się męczyć u pierwszego pediatry :) Cały czas myślę o lekarzu prywatnym, bo mam z polecenia ponoć świetnego doktora, ale jednak nadal się wstrzymuję. Po pierwsze z kuli na cenę za wizytę, po drugie dlatego, że mamy do niego kawałek drogi. Ale jeżeli takie sytuacje będą się powtarzały, nie będę się dwa razy zastanawiać.

  • Teraz już wiem jak to jest, że niechodzące do lekarza mamy z dziećmi mają zupełnie inaczej :) Na razie problem mnie nie dotyczy, ale generalnie rzecz biorąc nienawidzę chodzić do lekarza i nie chodzę, ponieważ a) nie mam cierpliwości do czekania w kolejkach, b) i tak nic ciekawego się nigdy nie dowiedziałam, c) mam wrażenie, że duża część lekarzy traktuje mnie z góry zamiast posłuchać o problemie, z którym przyszłam i z góry zakłada, że symuluję.

    • Jagoda problem, o którym piszesz w punkcie c), to najgorsze z czym się można spotkać! Właśnie dzisiaj rozmawiałam na ten temat z teściami – człowiek idzie raz na 5 lat do lekarza, a i tak usłyszy, że symuluje, że w sumie to tylko przeziębienie i że gripex w zupełności pomoże.

  • My mamy fajnego lekarza. Dlugi czas robiłam rozeznanie wśród okolicznych przychodni i w końcu wybraliśmy swojego i jesteśmy zadowoleni. Na razie byliśmy tylko na szczepieniu u niego, bo jak Julka była raz chora to nie bylo do niego miejsc i przyjął nas kto inny. Właśnie do niego są kolejki ale nie wyrabia po 3 minutach ż tego co widziałam.
    A mój facet mówił żebym się tym kaszlem nie przejmowała bo to nic takiego. Ale w końcu kaslala bardziej i postanowiłam iść. I faktycznie jakies lekkie przeziebienie było ale to jednak 2miesieczny maluch. Na szczęście jest już zdrowa.
    Raz te mieliśmy nieprzyjemnośc ż jednym lekarzem… rany co za typ, więcej do niego nie zamierzam iść.

    • U takie malucha nigdy nic nie wiadomo, zawsze lepiej się skonsultować :)
      Ja miałam już doświadczenie u naszej pani doktor, ale fakt jest taki, że rzadko chodziłam do lekarza, a jak już to z niczym poważnym. Dopiero jak urodziłam dziecko, zaczęły się schody. Bo jeżeli chodzi o mnie, to jestem w stanie powiedzieć jak się czuję, co mnie boli i co mi dolega. Gorzej z dzieckiem… I jeżeli chodzi o mnie, to pewne sprawy jestem w stanie odpuścić. Ale jak chodzi o moje dziecko, chcę żeby wszystko było dopilnowane.