My kobiety mamy tę MOC! Jak jej nie stracić?

with 8 komentarzy

mam-te-moc

Kolejną noc śpisz 6 godzin oczywiście z przerwami co 2-3 godziny na karmienie, przewijanie albo tulenie Małego Człowieka. Rano ciężko ci otworzyć oczy, światło dzienne razi aż głowa boli. Kręgosłup wyje o masaż, mięśnie bolą jak przy grypie, ledwo ruszasz rękami. Właściwie leżysz i wegetujesz marząc o odpoczynku. I wtedy myślisz: to koniec. Padłam i nie wstanę. Mam dość. To kres moich możliwości.

A jednak… wstajesz.

Budzisz się, otwierasz oczy, zwlekasz się z łóżka, ubierasz, czeszesz, myjesz zęby, jesz śniadanie i tak dalej i nagle zdziwiona zauważasz, że przeżyłaś kolejny dzień. Zakładam, że dobrze znasz to uczucie, zwłaszcza, jeżeli jesteś mamą. Dlatego ostatnio często myślę:

Jak to się dzieje, że ciągle mamy siłę?

Niejednokrotnie mam wrażenie, że to już koniec, poległam. Wrażenie to znika, kiedy Zosia zapłacze albo się uśmiechnie. Skąd wtedy biorę siły?! Zagłębiłam się w temat, wydawało mi się, że może jest za to odpowiedzialny jakiś macierzyński hormon albo składnik budulcowy organizmu. Wiecie myślałam, że amerykańscy naukowcy, przeprowadzili jakieś badania na temat tego skąd matki czerpią siły witalne. I jakie było moje zdziwienie, kiedy po przewertowaniu chyba całych internetów okazało się, że nic takiego nie istnieje.

Zdałam sobie sprawę, co napędza nas – mamy.

To miłość do naszego dziecka. Bezwarunkowa, czysta miłość. Uczucie tak potężne, że daje nadzwyczajną, nadludzką moc. Moc, bez której już dawno leżałybyśmy podłączone do kroplówki z powodu chronicznego zmęczenia i wyczerpania organizmu. Moc, dzięki której każdego dnia przesuwamy swoją granicę wytrzymałości o jeden krok dalej. I wiecie co? To TY ją masz. Ty, ty, ty i jeszcze ty. Kobieto, matko MASZ TĘ MOC!

Ale jak każdą moc, także i tę matczyną, trzeba pielęgnować.

Jako, że nie znalazłam żadnych interesujących mnie badań, zmieniłam koncepcję tego wpisu.

Poniżej podaję kilka sposobów znalezionych w internatach (przy okazji szukania badań naukowych) na doładowanie baterii i sił witalnych. Czyli co zrobić, żeby nie osiągnąć dna zmęczenia:

1. Błyskawiczne zastrzyki energii.

To wbrew pozorom nie jest kawa! Chociaż kawa niejednokrotnie ratuje mi życie, bo jest najłatwiej dostępnym „napędzaczem”, oprócz dostarczania nam energii jednoczenie wypłukuje magnez z organizmu, który jak się okazuje jest bardzo istotny w procesie budowania sił witalnych (o czym piszę niżej). Poza tym – ciekawostka. Przeprowadzono badania, na pająkach, żeby pokazać jak organizm reaguje na działanie różnych narkotyków, w tym kofeiny. Na obrazkach poniżej możecie zobaczyć jak wygląda pajęczyna utkana przez „czystego” pająka i pająka na kofeinowym „haju”. Wyniki mówią same za siebie…

normal

„czysty” pająk

caffinepająk „na haju”

Obecnym hitem energetycznym jest korzeń żeń-szenia i żeń-szeń syberyjski. Naturalnie i zdrowo. A przy tym wzmacnia w stanach zmęczenia, działa psychopobudzająco, a także podnosi wydolność. Stosuje się go w celu zwiększenia tolerancji organizmu na wysiłek fizyczny i psychiczny. Ale UWAGA nie powinny go stosować kobiety w ciąży i karmiące piersią!!!

Znanym naturalnym sposobem na zwiększenie mocy jest guarana – zioło z niewielką ilością kofeiny stosowane przez Indian południowoamerykańskich. Próbowałam tego specyfiku dawno temu, kiedy potrzebowałam być skoncentrowana przez kilka nocy z rzędu. I faktycznie, guarana dawała kopa! Chociaż nie wiem ile z tego było efektem placebo… ;)

Doczytałam się także o cudownych właściwościach mleka pszczelego (wydzielina robotnic, którą żywi się królowa matka). Ma wiele zastosowań (głównie w kosmetyce), ale w kontekście sił witalnych – jest źródłem witamin z grupy B i witaminy C, aminokwasów, soli mineralnych i mikroelementów. Witaminowy szot dla zmęczonego organizmu!

2. Zdrowa dieta.

Nie od dziś wiadomo, że dieta ma wpływ na nasz organizm. Kiedyś miałam taki etap w życiu, kiedy nie miałam czasu gotować, często jadłam zupki chińskie, pizze, słodycze i inne zapychacze. Uwierzcie, po tygodniu takiej diety nic mi się nie chciało, nie miałam apetytu i właściwie tylko bym leżała. Więc szczególnie my, kobiety w tak trudnych dla naszych organizmów czasach powinnyśmy zadbać o dostarczenie odpowiedniej ilości witamin i minerałów. Przez dietę rozumiem tutaj po prostu zdrowe jedzenie, z głową. Dużo owoców, warzyw i wody. Mniej białej mąki, węglowodanów złożonych i cukrów prostych. Notabene wysoki poziom cukru osłabia więc w chwilach wzmożonego wysiłku warto z niego zrezygnować. Niedobory takich składników jak żelazo, magnez, potas, witamina C czy kwas foliowy też uszczuplają energię.

Zwróćmy szczególną uwagę na zwiększenie ilości witaminy C – jest ona odpowiedzialna za wzmocnienie odporności organizmu na infekcje. A przemęczony organizm łatwo łapie choróbska. Lepiej przeciwdziałać niż leczyć. Dostarczajmy też dużo magnezu (i tutaj przeciwnikiem jest właśnie kawa). Działa on przeciwstresowo, a dodatkowo zwiększa siły obronne organizmu. Uzupełniajmy też poziom wapnia. Jego niedobór, nawet niewielki, może być powodem bezsenności, a to z pewnością nie pomoże w budowaniu siły ;)

 3. Co jeść przed snem, żeby lepiej spać?

Kiedy już w końcu przychodzi ten piękny moment, że możemy położyć się spać, chciałybyśmy obudzić się wyspane. I tu internety podpowiadają jak poprawić jakość snu. Po pierwsze, na kolację jedzmy produkty bogate w białko, zamiast tych z dużą ilością węglowodanów. Akurat na ten temat Amerykanie przeprowadzili badania. A konkretnie studenci z Purdue University ze stanu Indiana. Udowodnili, że osoby jedzące produkty bogate w białko na kolację, nie tylko lepiej spały, ale też… schudły! Dziewczyny, jest i dla nas nadzieja!

Dietetycy radzą też zjadać przed snem kiwi lub banana. Pierwszy zawiera bardzo dużo witaminy C, a także poprawia jakość i długość snu. Banan natomiast jest źródłem magnezu i potasu, a te pomagają rozluźnić mięśnie. Także kiwi i banan to nasz najnowszy oręż w walce o dobry sen!

4. Krótka drzemka.

Uzupełnianie ilości snu jest bardzo ważne, żeby organizm mógł się zregenerować. Ale według specjalistów od snu, drzemka nie powinna być dłuższa niż pół godziny, żeby organizm nie wszedł w fazę snu nie-Rem albo REM. Trudno jest się z nich szybko wybudzić, możne dojść do zjawiska inercji sennej, czyli stanu oszołomienia, dezorientacji i braku koncentracji. Taki stan może się utrzymywać nawet do godziny-dwóch, a jako mamy nie mamy tyle czasu na wybudzanie się. Także dziewczyny śpijmy, ale krótko!

5.Odpowiednia pozycja do spania.

Dyplomowany fizjoterapeuta i autor książki „Poradnik dobrego snu” Sammy Margo zaleca, żeby układać kręgosłup w kształt litery „S”. Twierdzi, że jest to naturalna postawa zdrowego kręgosłupa, którą przyjmujemy stojąc prosto. Radzi, żeby pod kolana wkładać sobie poduszkę (uniesienie kończyn dolnych pomaga także zapobiegać żylakom i odciąża zmęczone, ciężkie nogi), a spanie na brzuchu całkowicie odradza.

6. Wyjdź na powietrze.

Zwłaszcza, kiedy świeci słońce! Uzupełnisz witaminę D, witaminę życia. Poza tym ruch na świeżym powietrzu hartuje i dodaje sił. Mimo, że po przyjściu ze spaceru nogi wychodzą ci uszami, to uwierz mi, będziesz miała więcej chęci do życia, niż gdybyś została w domu i posiedziała w tym czasie na kanapie.

7. Wyjdź do ludzi.

Samotność osłabia siły witalne. Zamykamy się za drzwiami ze swoimi problemami, coraz głębiej popadając w  nicnierobienie. To prosta droga do depresji. Człowiek potrzebuje drugiego człowieka do życia. Poza tym wyjście z domu to dobra okazja, żeby umyć włosy, nałożyć makijaż i dobrze się ubrać. A dobry wygląd poprawia samopoczucie ;) No i taka myśl ode mnie – najgorzej jest „zasiąść na kanapie”, wtedy bardzo trudno z niej „wstać”. Lepiej jest zostawać w ruchu, wtedy mamy mniej czasu na użalanie się nad sobą i swoim zmęczeniem.


To tylko kilka małych kroków.

Zmiana tych kilku rzeczy może pomóc nam odzyskać i utrzymać magiczną moc. Bo jak to mówią nie samą miłością człowiek żyje. Miłość rodzicielska jest fascynująca i zapewne dlatego nie ma badań w tym temacie. Jest to po prostu zbyt niewytłumaczalne zjawisko. Ale pamiętajmy przy tym o sobie, żebyśmy tę miłość mogły każdego dnia przelewać na nasze dzieciaki.

I pamiętajcie: każda z nas z osobna i wszystkie razem, jesteśmy niesamowicie za-je-bi-ste, niezniszczalne! Jesteśmy mamami! Mamy tę MOC! Nie zapominajcie o tym każdego dnia i dbajcie o siebie

Iza

Follow Iza:

Iza - mama żona blogerka. Nie zapomina też o byciu kobietą. Niepoprawna optymistka i marzycielka, ale zdarza jej się być zrzędzącą zołzą. Fanka macierzyństwa bliskości, zdrowego egoizmu i rozmowy. Najbardziej na świecie kocha swoją rodzinę i... być mamą ;)

  • super poradnik , ja niestety działam tylko na kawę , jem co mi wpadnie w rękę i śpię tak że wstaje połamana chyba czas z tym skończyć

    • I ja tak do niedawna robiłam, ale nasza moc jest potrzebna nie tylko nam więc warto coś zrobić, żeby odzyskać siły witalne. Zwłaszcza, że zaczął się jesienny czas, w którym łatwo podłapać depresję.

  • Okres nocnego wstawania mam na szczęście za sobą, ale trwał on ponad dwa lata…To była wieczność, w której ciągle myślałam, że nie dam już rady ;) To była jednak MOC!

    • Dwa lata? Nie strasz mnie… ja mam nadzieję, że do roku się to skończy ;) Gratuluję siły – MOCY!

  • tak wstaje mimo, że spałam dziś tylko dwie godziny i o dziwo nieźle się trzymam:)

    • Właśnie to jest w tym najdziwniejsze! Nie tylko wstajemy, ale nieźle się trzymamy przez caaały dzień! To jest MOC:D

  • Dokładnie!!!
    Jesteśmy zajebiste i najlepsze!!!
    Choć z tymi drzemkami u mnie to różnie bywa ;)

    • Mi osobiście często trudno skusić się na drzemkę, kiedy wiem ile w tym czasie mogę zrobić… Chociażby napić się kawy i poczytać książkę. Ale w chwilach ostatecznych drzemka ratuje mi życie :D