My kontra oni – jak rozmawiać o słodyczach z bliskimi, czyli całkiem nieSŁODKI prezent cz.3

with 30 komentarzy

Witajcie w trzecim wpisie z serii „Całkiem nieSŁODKI prezent”!

Oto wielkimi krokami nadszedł czas, abym i ja podzieliła się z Wami moimi przemyśleniami na temat rozmowy z bliskimi o cukrze w diecie naszego dziecka i wyznaczaniu granic z tym związanych.

Siła i pewność siebie

Na początek powiem, że najważniejsze jest nasze nastawienie i poukładanie sobie wszystkiego w głowie (pisałam już kiedyś, że wszystko zaczyna się w głowie;)). Przede wszystkim musimy uświadomić sobie, że to my jesteśmy RODZICAMI – to my znamy nasze dziecko najlepiej, to my je wychowujemy i to my mamy prawo podejmować decyzje z nim związane. Powiem więcej – jesteśmy NAJLEPSZYMI RODZICAMI, jaki ten mały człowiek mógł mieć :) Niech ta myśl zawsze wam towarzyszy. Bądźcie pewni siebie i nie dajcie sobie wmówić, że jako młodzi rodzice nic nie wiecie o wychowywaniu.

Przepraszam wszystkie babcie, które „wychowały w swoim życiu sześcioro dzieci!”, ale teraz to JA jestem mamą i mam prawo decydować o własnym potomku. Teraz jest MÓJ czas na rodzicielstwo. MÓJ czas na kształcenie. I MÓJ czas na popełnianie błędów. Nie jestem już małą dziewczynką, której wszystko trzeba pokazać. Jestem dorosłą kobietą – mamą! – i teraz to ja pokazuję świat mojej małej dziewczynce:) Także mimo najszczerszych intencji babci i cioci – za rady dziękujemy – ale ostatnie słowo należy do nas.

Z butami w nieswoje sprawy

Macie prawo stawiać swoim dzieciom granice i wymagać od innych, żeby je respektowali. Wyobraźcie sobie, że babcia mówi wam, że właśnie umyła podłogę w łazience i prosi was, żebyście tam nie wchodzili. A wy na to z uśmiechem na ustach zakładacie ubłocone buty i idziecie do łazienki, bo przecież tych parę brudnych śladów nawet nie będzie widać!

Jeżeli chcecie kształtować z dzieckiem zdrowe nawyki żywieniowe i wspólnie uczycie się dobrych wyborów, to jest to wasza praca, którą jedna czekoladka może zaprzepaścić. Jak więc rozmawiać, żeby nauczyć zdejmowania ubłoconych butów przed wejściem do łazienki?

Ukryta prawda

Powiem szczerze – nigdy nie walę prosto z mostu.

Moje podejście do cukru i zdrowego odżywiania wszyscy w rodzinie znają. Nie dlatego, że przyjeżdżając do mamy na obiad przywożę sobie dietetycznego kurczaka z ryżem. Dlatego, że otwarcie mówię o tym, co myślę. Nigdy nie kryję się ze swoim zdaniem na temat diety i nigdy nie zamykam ust, kiedy rozmawiamy o słodyczach. Zawsze wtrącę coś na temat smażenia na najtańszym oleju czy piciu wody smakowej. Czytam też na głos skład jogurtu, napoju albo ciasteczek podając ilość cukru w łyżeczkach – to dopiero robi wrażenie!

Często też opowiadam o tym, co ostatnio przeczytałam/usłyszałam/zobaczyłam odnośnie zdrowego stylu życia, na przykład:

A bo ostatnio Bosacka mówiła o dżemach, że te w sklepie to się nie umywają, do tych babcinych domowych, że tam sam cukier i garstka owoców…

 

A bo to ostatnio czytałam wypowiedź kogośtam o tym, że otyłość wśród dzieci się rozprzestrzenia – sama ciocia widziała jak była nad morzem w wakacje…!

 

A bo to ostatnio widziałam program dokumentalny o marketingowcach żywieniowych, którzy tak wszystko sfotografują i opiszą, że nawet sproszkowana kupa wygląda jak złocisty rosół  z kury…

Przytaczam różne ciekawostki żywieniowe – uwierzcie mi, że spotyka się to z ogólnym zainteresowaniem! A kiedy poprę swoje zdanie jakimś autorytetem w stylu „znany lekarz powiedział” albo „czytałam na blogu u doświadczonej mamy dietetyczki” albo „w gazecie wypowiadał się profesor” – to nawet babcia bierze moje słowa na poważnie! Słuchajcie, sposób na lekarza działa najlepiej!

Rozmowa i hamburger dobre na wszystko.

Kiedy już wszyscy znają moje podejście do sprawy, zaczynam rozmawiać o moich granicach. Tłumaczę jak słodyczowy system u nas funkcjonuje, tłumaczę dlaczego ograniczam cukier w diecie swojej i dziecka (tu przydadzą się przykłady z wcześniejszych rodzinnych rozmów) – wizualizuje skutki nadużywania cukru, przytaczam przykłady chorób i schorzeń przez niego wywołanych. Na koniec proszę, żeby moja córka nie dostawała słodyczy albo dostawała je po uzgodnieniu ze mną.

Spokojna rozmowa może wszystko ułatwić. Dlatego najlepiej nie zaczynać tematu, kiedy jesteśmy wzburzeni, zirytowani albo ciocia właśnie nam dopiekła jakąś kąśliwą uwagą. Wyczekajcie na odpowiedni moment, żeby wasze prośby były efektowne.

Dobrym rozwiązaniem jest rozmawianie sposobem „na hamburgera” (przynajmniej ja go tak nazywam;)) – bułka, kotlet, bułka → pochwała, nagana, pochwała. Przykładowo:

Bułka = pochwała → Wiem, że babcia bardzo kocha Zosię i  zawsze chce dla niej jak najlepiej.

 

Kotlet = nagana → Ale proszę, żeby nie dawała jej babcia słodyczy, bo nadmiar cukru w jej diecie może ją doprowadzić do otyłości i próchnicy, a nawet cukrzycy.

 

Bułka = pochwała → Babcia tak dobrze piecze, a my z chęcią przyjmiemy zdrowe słodycze domowej roboty, zamiast tych sklepowych czekoladek!

Babcie są po to, żeby rozpieszczać

Okażmy zrozumienie naszym najbliższym. Okażmy zrozumienie, bo do tej pory, kiedy chcieli okazać miłość i troskę swoim dzieciom czy wnukom, przynosili w podarku coś słodkiego. To miał być zawsze taki miły gest od kochającej, rozpieszczającej babci. Trzeba im pokazać, że są inne sposoby, aby okazać czułość.

Często proszę swoją babcię, aby zamiast wydawać kilka złotych na słodycze, kupiła Zosi ładną bluzeczkę w ciucholandzie (buszowanie po second-handach to ulubione zajęcie mojej babci, waszych też?). Dobrze wiem, że w takich sklepach potrafi upolować niezłe perełki!

Innym moim pomysłem jest, aby te kilka złotych, które miałaby wydać na czekoladę, wrzuciła do Zosinkowej skarbonki. Wiecie, grosz do grosza i będzie kokosza! Odkładając nawet małe kwoty, w dłuższym okresie czasu jesteśmy w stanie uzbierać całkiem dorodną sumkę – a wtedy można kupić rowerek, wózek dla lalek albo Barbie. Chociaż najlepszym argumentem jest, że zbieramy na jej edukację. I wesele ;)

A kiedy babcia lub ciocia koniecznie chcą przynieść coś materialnego, proszę je o mus owocowy, soczek 100%, gryzak, skarpetki albo gumową kaczkę (aktualnie robią furorę u mojego Małego Człowieka). Z czasem będę prosić również o kolorowanki, wycinanki, gazetki, kredki, mazaki, kredę, naklejki i inne pierdołki.

[Po więcej inspiracji zaproszę Was do Szpinak robi blee – znajdziecie tam listę 40 upominków do 10 zł, które mogą być alternatywą dla słodyczy.]

Nie od razu Rzym zbudowali

Pamiętajcie, że nie każdej z nas uda się za pierwszym razem. Nie z każdym pójdzie tak samo łatwo. Ale najważniejsze w tym wszystkim są: spokój, upór i determinacja. Trwajcie przy swoim, rozmawiajcie i nie bójcie się! I wcale nie jest tak, że łatwo się mówi w teorii, bo sama drżę za każdym razem, kiedy mam zwrócić uwagę osobom z dalszej rodziny albo wypowiedzieć się, że jednak sklepowe biszkopty wcale nie są takie dobre dla niemowlaka… Ale małymi krokami, powolutku, można wiele osiągnąć!

Powodzenia!
Całkiem nieSŁODKA,
Iza


♥♥♥

Hej! Fajnie, że jesteś!

Podobał Ci się nasz >WPIS<? Udostępnij go albo zalajkuj! Możesz też zostać z nami na dłużej – zapraszam Cię do polubienia naszego Fanpage’a na facebooku, dzięki czemu będziesz na bieżąco dowiadywał się co u nas słychać :)

Zdjęcia we wpisie pochodzą z serwisu http://unsplash.com.

 

Follow Iza:

Iza - mama żona blogerka. Nie zapomina też o byciu kobietą. Niepoprawna optymistka i marzycielka, ale zdarza jej się być zrzędzącą zołzą. Fanka macierzyństwa bliskości, zdrowego egoizmu i rozmowy. Najbardziej na świecie kocha swoją rodzinę i... być mamą ;)

  • U mojej córki cukier może wywołać zaostrzenie choroby przewlekłej. Nie zamierzam o tym opowiadać nieznjomym ludziom. A walczę non stop z podtykanymi słodyczami. Mała jeszcze nie rozumie, że może to zjeść, bo nie zna słodyczy. Traktuje jak zabawkę.

    • Współczuję… To dopiero jest ciężka walka. Polecam Ci poczytać więcej artykułów z akcji „Całkiem nieSŁODKI prezent” u Szpinak Robi Blee – dziewczyny napisały naprawdę wiele świetnych tekstów o tym, jak rozmawiać o słodyczach z rodziną bliższą i dalszą. W ogóle powstało wiele artykułów o cukrze w diecie, alternatywach dla słodyczy – naprawdę polecam zajrzeć :)

  • Pingback: Całkiem nieSŁODKI prezent - podsumowanie akcji - Szpinak robi bleee - blog o pozytywnym żywieniu dzieci()

  • u nas jest to dobitnie mówione rodzinie, jednak wiadomo jak to z babciami bywa

    • Babcie to najtrudniejsze wyzwanie, ale mówię Ci! Autorytet lekarza i zdrowie (zwłaszcza na starość:P) to dobre argumenty w tej nierównej walce! :D

    • Olga

      U nas babcie nie są problemem, akceptują nasze zdanie, najgorzej z ludźmi widywanymi 1-2 razy w roku (jacyś znajomi teściów, ciotki widywane od Święta i przy okazji Święta itd) no bo co prawda mówiłam, że on nie je słodyczy, ale to było rok temu, teraz na pewno już je… i kończymy w grudniu z nastoma jajkami/gwiazdorkami itd synek na szczęście jeszcze nie do końca ogarnia, że to coś kolorowego można zjeść, ale niestety już niedługo… Podzieliłabym naszych słodyczowych gości na 3 kategorie 1) dają słodycze dla dziecka rodzicom, więc łatwiej usunąć je z pola widzenia, 2) dają je dziecku bez pytania czy mogą 3) mówią „to mama będzie na mnie krzyczeć” pokazując słodycze dla dziecka i zbliżając się do dziecka – nie wiem czy liczą, że się roześmieję i powiem, że proszę bardzo można dawać?

      • Wiesz sama kiedyś zaniosłam słodycze dzieciom sąsiadki nie wiedząc, że nie powinnam (tak, nie byłam wtedy mamą). Myślę, że takie osoby ciężko obwiniać i być na nie złą, bo najzwyczajniej w świecie mogą nie wiedzieć o zasadach panujących w naszym domu, a do niedawna przyjście do dziecka bez słodyczy było niczym faux pas! Natomiast ci goście, którzy wiedzą, a zasad nie szanują, są rzeczywiście problemem. Pół biedy ci z kategorii 1. Ale reszta… karygodne. Pokazują, że rodzice są źli, bo nie dają słodyczy, pokazują, że przecież nie trzeba do końca słuchać rodziców. Rozumiem, że ktoś może nie podzielać naszego zdania odnośnie słodyczy, ale pokazywanie dziecku, że nie ma się szacunku do rodziców to już całkiem co innego.

  • Oj babcie potrafią przesadzać ze słodyczami, potrafią …

    • Ja zawsze słyszę od mojej mamy (babci Zosi), że babcie są po to, żeby rozpieszczać… Wszystko rozumiem, ale mimo wszystko jakieś granice i umiar trzeba w tym rozpieszczaniu zachować – zwłaszcza, jeżeli rodzice proszą :)

  • U mnie działa stanowczośc i ten Twój hamburger ;-) Zawsze powtarzam, że zanim ktoś coś poda mojemu dziecku ma zapytać mnie, nie ma samowolki. A jeśli to dla kogoś uciążliwe, pytac o wszystko – to niech dzieciom nic nie wciska i problem z głowy ;-)

    • Monika, to faktycznie jesteś mega stanowcza! Ja zawsze staram się być delikatna, wiesz w mojej rodzinie jest kilka osób, które mogłyby się poczuć urażone ;) Swoją drogą zasada, żeby pytać o wszystko rodziców jest jak dla mnie normalna i naturalna, nie wyobrażam sobie dawać obcym dzieciom co mi pod rękę wpadnie – zawsze pytam czy mogę :)

  • Rodzic w mieście

    Ja szukałam namiętnie w necie przepisu na sernik bez cukru, który mogłabym zrobić dla dzieci na święta i niestety bez skutku…. :(

    • Wiesz, może bez cukru nie znajdziesz (nie wiem, bo sama nie szukałam ;)), ale zawsze cukier można zastąpić jakąś jego zdrowszą wersją – miodem, syropem klonowym, stewią albo ksylitolem :) Albo po prostu zmniejszyć ilość cukru w przepisie :)

  • Świetnie napisane Iza ❤️ Sposób na hamburgera juz na zawsze zostanie w mojej głowie 😂😂 Bardzo fajnie wykorzystujesz tez te ciekawostki i działanie z ukrycia! Normalnie przyczajony tygrys 😄 To sprawia, że inni, zanim jeszcze przedstawisz im dokładnie swoje zdanie w danej sprawie, sami zaczynają myśleć tak, jak Ty :):) potem łatwiej im przyjąć takie granice, w które sami wierzą :)
    Dziękuje za ten wpis! 😄

    • Nie ma za co Zuzia! :)
      Dużo łatwiej jest mi rozmawiać o granicach dotyczących mojego dziecka, kiedy wszyscy są wtajemniczeni w moje opinie :) I Masz rację, działam z tematem jak ukryty smok :D Ale ważne, że to przynosi efekty :) Już nawet moja babcia zaczęła czytać etykiety na soczkach dla dzieci (chociaż nie przychodzi jej to łatwo – wiesz ten drobny druk…) – także moje wysiłki nie idą na marne ;)

  • Gosia

    Temat niezwykle ważny. U nas babcie już są nauczone, że nie mam słodyczybez naszej widzy i zazwyczaj prznoszą owoce.

    • Gosia, super, to wielki sukces! Bo właśnie babcie najciężej przekonać!
      Chociaż akurat u mnie największym wrogiem zdrowego stylu życia i zwolennikiem podawania 4-ro miesięcznym niemowlakom Danonków, jest o dziwo młoda babka – moja ciocia. I za nic nie jestem w stanie jej przegadać ;) Całe szczęście, że nie stosowała tych zasad do mojej Zosi ;)

  • trudny temat. szczególnie, że wszyscy chcą dobrze, tylko nie wszyscy umieją. tutaj poza problemem dotyczącym zdrowia i świadomości, wyłazi jeszcze jeden problem. szacunku do rodziców i ich metod wychowawczych. bo jeżeli babcia wciska wnuczkowi czekoladkę w tajemnicy ze słowami „masz, bo ta wyrodna matka ci nie da” to coś jest bardzo nie halo.

    • Wiesz Aniu, myślę, że problem tkwi w tym, że babciom często się wydaje, że wiedzą wszystko najlepiej. I że my dalej jesteśmy małymi dziećmi nie znającymi życia. Więc kiedy ja nie chcę dawać dzieciom słodyczy, jest to odbierane jako nowomodna fanaberia, a nie zdrowe podejście do diety…

  • A wiecie co jest najgorsze? Wszyscy wiemy, że cukier szkodzi, nasze babcie, mamy, po prostu wszyscy. Ale dziadkowie często albo ulegają prośbom swoich wnucząt („bo mama nie widzi”, a dziecko i tak powie w domu ;-)), albo idą na łatwiznę w takich drobnych upominkach. Ja nie potrafię oduczyć mojego ojca przynoszenia słodyczy, mimo, ze sam boryka się z cukrzycą.

    • Ola, najbardziej nie lubię właśnie takich sytuacji – okropnie jest wtedy podkopywany autorytet rodzica. Moje słowo powinno być najważniejsze. Niestety, często dziadki chcą dobrze, ale robią tylko podwójną szkodę… Nie ma na to innej rady jak rozmawiać, tłumaczyć i jeszcze raz rozmawiać. Chociaż pewnie i tak zostaną na świecie pewne niereformowalne osoby… ;)

  • Powiem tak, długo rodzina się pilnowała i nie wychylała się ze słodyczami jak mówiłam, że jeszcze córce nie pozwalam, teraz się rozbestwili, a ja nie mam siły się użerać, po prostu ja mam po świętach zapas czekolady na długie zimowe dni :)

    • Trzeba z tej sytuacji wyciągnąć jakieś pozytywne aspekty, a zapas czekolady zdecydowanie jest pozytywny! :D

  • Aleksandra Ćmachowska

    Na narazie mam spokój, bo Larol jest za malutki :). Niczego mi nie znoszą, ale o tym co będzie za chwilę, słucham na okrągło, szczególnie o biszkopcikach :>. A cukier to w dzisiejszych czasach naprawdę ogromny próblem, z tym, że aktualnie produkty słodzone samym cukrem to rarytas! Zauważ, teraz króluje cukier modyfikowany vel skrobia modyfikowana vel cukier rafinowany vel okej fruktozowo-glukozowy. To tani zamiennik cukru, powstaje w obróbce skrobi kukurydzianej i to prawdziwy powód otyłości (doktoranckie informacje, sprawdzone i zasłyszane u poważnej Pani doktor patolog na zajęciach właśnie z patologii). Ja np. na jogurty owocowe nawet nie patrzę, kupuję naturalne i dodaję owoce, domowe dżemy. Pozdrawiam!

    • Ola masz rację! Często zapominamy, że cukier w naszej diecie nie jawi się już tylko pod postacią białych kryształków, ale też w wielu jego zamiennikach – a co jeden to gorszy ;) Dlatego naprawdę warto czytać etykiety – i to nie tylko skład, ale i tabelę wartości odżywczych!
      Jeżeli chodzi o jogurty – to naprawdę nie pamiętam, kiedy zjadłam taki sklepowy jogurt owocowy. (A „najlepsze” są te w wersji fit) Kupuję jogurty naturalne i mieszam z owocami pod różną postacią. Smak nieporównywalnie lepszy od tych sklepowych i wiem co jem. I wiem, że faktycznie dostarczam organizmowi wartościowy posiłek :)

    • Olga

      Ale za mały na słodycze? Moje dziecko swoje pierwsze słodyczowe prezenty dostało w tamtym roku na Święta – miało 10 miesięcy :/

      • Aleksandra Ćmachowska

        Karolek ma niecałe 5 miesięcy ;)

  • Rękami, nogami i czym tylko tam mam mogę się pod tym wpisem podpisać. Moim dzieciom teraz trochę trudniej jest wytłumaczyć, a tym samym wyegzekwować, bo są starsze. Ale jednak przykład idzie z góry i kiedy widzą, że ja nie kupuję i nie jem, sami też jedzą mniej.

    • Masz rację Karolina, zawsze to będę wszystkim powtarzać – dziecko uczy się głównie poprzez naśladowanie, a do pewnego momentu to my jesteśmy dla nich jedynym autorytetem :)