Nie dajcie się nabijać w butelkę!

with 24 komentarze

butelka

Jestem maniakiem czytania składów na opakowaniach produktów. Od jakiegoś czasu rozszerzamy dietę Zosi więc z ciekawością czytam też składy produktów dla dzieci. Nie raz przecieram oczy ze zdumienia jak bardzo producenci robią rodziców w balona. Poniżej przedstawiam zestawienie tych „najciekawszych”, rekomendowanych właśnie dla dzieci.

Kilka wskazówek dla początkujących

Po pierwsze, im krótszy skład, tym lepiej. Po drugie składniki wymieniane są w kolejności od tego, którego jest najwięcej. I po trzecie nie sugerujcie się tym, co pisze z przodu opakowania albo o czym mówią reklamy. Nie raz „bez cukru” oznacza, że cukier został ukryty pod postacią np. glukozy czy syropu glukozowo-fruktozowego. Produkty wzbogacone o minerały i witaminy nigdy nie zastąpią tych występujących naturalnie i nie wchłoną się z taką samą skutecznością (tak jak suplementy diety dostępne w aptekach). Zawsze zerkajcie na skład!

W moim artykule zwracam szczególną uwagę na cukier. Nie tylko dlatego, że jest przyczyną nadwagi, wysokiego ciśnienia czy próchnicy. Głównie dlatego, że jest cholernie uzależniający (co wiem po sobie). Do słodkiego smaku najłatwiej jest się przyzwyczaić, ale bardzo trudno jest go później wyeliminować z diety. Ba, nawet powinno się to robić etapami, bo możemy mieć różne dolegliwości związane z odstawieniem (to też znam z autopsji). Mało tego, cukier blokuje apetyt – po zjedzeniu batonika, pączka czy innych rarytasów czujemy się na tyle najedzeni, że nie zjemy już pełnowartościowego śniadania albo obiadu. Po prostu słodycze zapychają żołądek i uzależniają.

[Na potrzeby artykułu przyjmuję, że łyżeczka cukru ma ok. 4g.]

 

Lista hitów

Większość z rzeczy, o których piszę, to produkty dla niemowląt, ale nie dziwcie mi się, właśnie to jest teraz u nas na topie! ;)

1. Jogolino maliny deserek po 6. miesiącu życia.

jogolino

Skład: mleko pełne 82%, cukier, maltodekstryna, sok malinowy 3,5%, skrobia modyfikowana, śmietanka (z mleka), koncentrat białka serwatkowego (z mleka), kompleks składników mineralnych z mleka, chlorek magnezu, substancja zagęszczająca: pektyna, glukoza, kultury bakterii Streptococcus thermophilus (zawierają mleko), siarczan cynku, aromat.

W skrócie mleko i cukier. Nawet owoców nie ma, jest tylko sok – plus aromat, bo taka zatrważająca ilość malin nie da wielkich walorów smakowych ;) I oczywiście nasza kochana chemia: skrobia modyfikowana, pektyny (zagęstniki), maltodekstryna (zapychacz, dodatkowo osładzający). Niech was nie kusi wzbogacenie o wapń, magnez i cynk, bo takiego wzbogacenia produkty naturalne nie wymagają. Poza tym, to tak jakbyście podali dziecku suplement diety w tabletce. Podajecie?
Dla porównania wrzucam skład jogurtu naturalnego Bakoma łagodny smak: mleko, żywe kultury bakterii jogurtowych oraz L. acidophilus i Bifidobacterium lactis.

Sprawdźmy jeszcze jak to się przekłada na wartości odżywcze w 100g obu produktów:

 

Wartość energetyczna
Tłuszcz
– w tym kwasy tłuszczowe nasycone
Węglowodany
– w tym cukry
Białko
Sól
Wapń

JOGOLINO

106 kcal
3,4 g
2,2 g
15,7 g
10 g (!!!)
3 g
0,09 g
150 mg

BAKOMA

63 kcal
1,5 g
0,9 g
7,3 g
7,3 g (laktoza)
5,1 g
0,06 g
120 mg

Nasuwa się prosta odpowiedź: nie dajcie się nabijać w butelkę.
Alternatywa: jogurt naturalny zblendowany z owocami – możecie tworzyć miliony smaków!

2. Danonki twarożek truskawkowy

danoneSkład: twarożek odtłuszczony, śmietanka, cukier, truskawki (6,15% – puree), oligofruktoza, białka mleka, skrobia modyfikowana, wapń, koncentrat soku z buraka czerwonego, aromat naturalny, witamina D.

Cóż… znów cukier. Znów mało owoców (w przeliczeniu jakieś 3 g na jednego Danonka). Znów nienaturalnie wzbogacony. Dodatkowo aromatyzowany, koloryzowany (bo 3 g owoców nie zapewnią ani koloru ani smaku) i zagęszczany. Małym plusem jest oligofrutktoza – jest pomocna przy rozwoju naturalnej flory bakteryjnej jelita. ALE można ją spotkać naturalnie w owocach i warzywach więc po co podawać tą sztucznie wytrąconą?

I wartości odżywcze w 100g (dwa kubeczki):

Wartość energetyczna
Tłuszcz
– w tym kwasy tłuszczowe nasycone
Węglowodany
– w tym cukry
Błonnik
Białko
Sól
Wapń

106 kcal
2,9 g
1,9g
13,1g
12,5g
1,2g
6,2g
0,09g
180mg

Alternatywa: twarożek z owocami: można zbelndować, rozciapkać widelcem albo po prostu podać w plasterkach z kawałkami owoców na wierzchu.

 

 

3. HiPP BIO Przysmak na Dobranoc Kaszka manna z mlekiem i owocami po 4. miesiącu

hipp
Skład: mieszanka mleczna (mleko* 50%, woda, olej kukurydziany), morele* 5%, jabłka* 5%, cukier*, kasza manna* 5% (z pszenicy*), skrobia ryżowa, pełnoziarniste płatki* 1% (pszenne*, orkiszowe*, owsiane*), regulator kwasowości – węglan wapnia, witamina B1, *z rolnictwa ekologicznego.

Kurczę… lubię Hippa. I za produkty żywieniowe i za kosmetyki, bo przeważnie mają naprawdę dobry skład i jakość. Ale ta kaszka? Cukier w nadmiernych ilościach. Zagęstnik i wypełniacz (zapewne po to, żeby dziecko dłużej spało, a zmęczeni rodzice znowu ją kupili), regulator kwasowości plus sztuczne wzbogacenie witaminą B1. Ja się pytam po co? Skoro wszystko możemy uzyskać naturalnie. W tym „przysmaku na dobranoc” nie ma nic specjalnie dobranocnego, co ułatwi dziecku zasypianie, a taka ilość cukru może raczej niekorzystnie wpłynąć na jakość snu.

Wartość odżywcza 190 g (1 porcja)

Wartość energetyczna
Tłuszcz
– w tym kwasy tłuszczowe nasycone
Węglowodany
– w tym cukry
Białko
Sól
Wapń

174 kcal
5,3g
2,5g
26,8g
15,8g
4,4g
0,10g (wynika z obecności sodu)
127mg

Alternatywą są kaszki różnego rodzaju przykładowo kasza manna lub jaglana ugotowane na wodzie albo mleku z dodatkiem owoców (zblendowanych lub w całości).

4. Bobovita Kaszka mleczno-ryżowa o smaku malinowym

bobovita
Przyznam się szczerze. Mam ją w domu i podawałam Zosi. Dopóki nie przejrzałam na oczy. Dodatkowo przeczytałam wpis na hafija.pl na temat kaszek na mleku modyfikowanym w diecie dziecka karmionego piersią.
Skład jest tak długi, że nawet go nie przepisywałam. Pojawiają się w nim oleje roślinne, nie wiadomo jednak czy są rafinowane (czyli powstają w długim procesie chemicznym przy użyciu chemicznych rozpuszczalników przez co mają więcej zabójczych kwasów nasyconych). Ilość cukru jak dla dzieci jest ogromna. Według WHO, zalecana (i bezpieczna) ilość cukru w diecie dziecka to 3 łyżeczki dziennie. A tutaj w jednej porcji kaszki prawie 16 g cukru, czyli jakieś 4 łyżeczki! W jednym posiłku. W składzie pojawia się też zapychacz maltodekstryna, mnóstwo witaminowych suplementów (nie liczcie na to, że są naturalne). I lecytyna sojowa, o której  pochodzeniu nic nie wiadomo, a jak nic nie wiadomo, to mogła być zmodyfikowana genetycznie i zanieczyszczona toksynami. Kaszka ma mieć smak malinowy więc znajdziemy w jej składzie również… proszek malinowy(!)  w ilości 0,7%!

Wartości odżywcze w porcji 45g kaszki i 150ml wody:

Wartość energetyczna
Tłuszcz
– w tym kwasy tłuszczowe nasycone
Węglowodany
– w tym cukry
Błonnik
Białko
Sól

192 kcal
4,7g
2g
31,2g
16,3g
0,9g
5,7g
0,13g

Alternatywa: chyba warto dwa razy się zastanowić i ugotować domową kaszkę z owocami.

 

5. Kubuś Waterrr o smaku malinowym

kubuś waterrr
Skład krótki, ale „treściwy”: woda, cukier trzcinowy, sok malinowy z zagęszczonego soku malinowego (0,1%), sok cytrynowy z zagęszczonego soku cytrynowego, aromat.
Smak w tej wodzie buduje głównie cukier (użyli trzcinowego – że niby zdrowszy?). Którego w całej butelce 500 ml znajdziemy około 5-6 łyżeczek. Porcja cukru odpowiada 200% dziennego zalecanego spożycia cukru przez dzieci rekomendowanej przez Światową Organizację Zdrowia. Tak naprawdę z całego produktu przydać może się tylko butelka, która jest tanią alternatywą kubka niekapka. Resztę sugeruję wylać ;).

Alternatywą jest woda z owocami, np. z cytryną, malinami, truskawkami, pomarańczami itd. Aby nabrała mocnego smaku, odstawcie na pół godziny czy godzinę.

 


Podsumowując

Na koniec powiem, że:

  • nie jestem jakimś bio-freakiem, ale po prostu lubię wiedzieć co jem;
  • nie jestem przeciwnikiem słoiczków dla dzieci, ale uważam, ze warto sprawdzić czy producenci nie nabijają nas w butelkę;
  • nie jestem też Curie-Skłodowską ani dietetykiem, ale każdy składnik można spokojnie wygooglować :)

Często tłumaczymy się brakiem czasu, na przyrządzanie zdrowych posiłków, ja sama czasem z braku laku podaję Zosi słoiczek. Ale zawsze najpierw czytam jego skład, żeby mieć świadomość co kupuję. A jeżeli w składzie jest coś, czego nie znam, nie rozumiem albo nie wiem czym jest, po prostu odkładam to na półkę.

Co polecam i Wam :)

Iza

Follow Iza:

Iza - mama żona blogerka. Nie zapomina też o byciu kobietą. Niepoprawna optymistka i marzycielka, ale zdarza jej się być zrzędzącą zołzą. Fanka macierzyństwa bliskości, zdrowego egoizmu i rozmowy. Najbardziej na świecie kocha swoją rodzinę i... być mamą ;)

  • Zgadam się Agata, stajemy się coraz bardziej świadomi, a dużą rolę w uświadamianiu odgrywa właśnie Internet i dostęp do wiedzy, której kiedyś nie było, a przynajmniej w takiej ilościach i na wyciągnięcie ręki ;)

  • Czasem myślę, że czytając wszystko co się chce kupić to by nic się nie kupiło…

    • A wiesz, że wielokrotnie mi się to zdarzało? Wyjść ze sklepu nie kupując połowy z tego, co miałam na liście? Nie w każdym sklepie można znaleźć zdrowe albo mniej chemiczne zamienniki. Np. w Biedronce wiele produktów nie da się zakwalifikować do tych z dobrym składem. Wtedy zmieniam sklep, na szczęście mamy teraz wiele możliwości ;)
      Ale do wszystkiego trzeba podchodzić z głową – po prostu, jeżeli coś kupuję, to chcę wiedzieć co. Świadomie podejmować wybór. Nie ufać producentom i ich reklamom, bo często te nie są do końca zgodne z prawdą…

  • Mój Przedmąż ma taka manię sprawdzania i w ogromnej ilości produktów jest cukier, ale można znaleźć takie, które są tanie nie pisze na nich bio czy eko itd. a są zdrowsze. Warto czytać, ale nie warto przepłacać.
    I jeszcze przykład z życia mojego Narzeczonego, serek wiejski czasem lepiej jeść zwykły niż light :) Sprawdzajcie etykiety :)

    • Iza

      W większości przypadków produkty „light” light mają tylko w nazwie a dodatkowo nie wnoszą żadnych wartości odżywczych. Fajnie, że mężczyźni też interesują się etykietami, myślałam, że tylko baby są takie „czepialskie” ;)

  • Bardzo przydatny wpis! Mało ludzi czyta etykiety. Albo je czytają i pojawiają się tam składniki, o których nie mają pojęcia.

    • Iza

      Zgadza się, a jeżeli nie znamy nazwy jednego lub kilku składników, warto taki produkt odłożyć.

  • Bardzo fajny i ciekawy wpis! Akurat idealnie mi sie przyda teraz gdy bede mama po raz drugi.
    Wielu z Nas nie zdaje sobier sprawy jak bardzo sobie szkodzimy z wlasnej wygody.
    Pozdrawiam.

    • Iza

      Po pierwsze gratulacje! Dużo zdrówka dla Was, a dla Ciebie dużo sił! :*
      A po drugie dobrze zauważyłaś, dużo osób NIE WIE, bo w tym wszystkim chodzi głównie o świadomość. A niestety zdarza się, że ślepo ufamy reklamom i tym, co jest napisane z przodu opakowania.
      Warto wiedzieć więcej! :)

  • I właśnie z tych powodów jak nie podawałam swojemu dziecku gotowych kaszek i owsianek. Gotowałam je sama. Podobnie z obiadkami. Zgodnie z zasadą, wiem co je ;)
    pozdrawiam!

    • Iza

      Bo tak naprawdę wszystko, co jest już gotowe – nawet to dla dorosłych – nigdy nie będzie tak dobre, jak to przygotowane od podstaw w domu… :)

  • Kolejny świetny wpis na Twoim blogu. Ja tez wychodzę z założenia, że jak można coś bardziej naturalnego i zdrowego podać dziecku to warto to robić. Wiadomo jak raz, drugi zje gotową kaszkę nic mu nie będzie ale warto się nad tym zastanowić.

  • Bardzo fajny post! Ja prawie obsesyjnie sprawdzam już składy produktów.Ochroniarze w marketach pewnie mnie obserwują jak stoję przy półkach i biorę każdą rzecz, której wcześniej nie znałam, do ręki ;) Nie jestem fanatyczką ale lubię wiedzieć co je moja rodzina i jeśli mam wybór, to wybieram produkty z najprostszym składem.

    • Iza

      Mnie ochroniarze też już nie raz śledzili :D A mój mąż nie lubi robić ze mną zakupów, bo jak to on mówi: wszystko trwa z Tobą trzy razy dłużej! Cóż… ale dzięki temu jemy zdrowiej:) Skoro w sklepach jest taka różnorodność i dostępność produktów, to warto podjąć trud zapoznania się z etykietami. I mieć świadomość, że produktów między sobą nie różni tylko cena ;)

  • Iza bardzo fajnie, że poruszasz ten temat. Podobne były moje odczucia przy rozszerzaniu diety córki. Cukier, cukier i dziwne substancje. I również znaleźliśmy swoje alternatywy, jak widzę bardzo podobne :) Zamiast jogurtów dla dzieci, robiliśmy jogurt naturalny (właśnie Bakoma) z owocami miksowanymi :) Nie wiem, czy znajdziesz u siebie , ale polecam też serek Bieluch i Serek Poznański ( tego są 2 odmiany, też jeden skład jest lepszy, więc do porównania:) ) . Serek Bieluch można też świetnie wykorzystać do robienia placuszków :) Trochę trudniej go dostać, ale w dużych marketach czy sklepach Społem powinnaś znaleźć. Teraz już ma 2 lata, więc sporadycznie dostanie Danonka, ale wtedy zawsze po posiłku. Choć wolę dać np. Jogobellę , ale czasem jest wybredna, więc mama się ugina :) Co do kaszek robiliśmy sami – owsianka, kasza jaglana z owocami. Gdy córka była młodsza- wtedy na wodzie plus owoce i jeszcze miksowaliśmy (póki nie nauczyła się jeść z grudkami). Jak starsza- już bez miksowania i na mleku. Owsianki je do dziś :) Również używaliśmy słoiczków do pewnego momentu, ale owoców słoiczkowych nigdy nie chciała jeść – więc były naturalne, miksowane – i dobrze :)) Do picia – przez baardzo długi czas woda :)
    Bardzo dobrze, że sprawdzasz składy, zwłaszcza, że chcemy dostarczać wartościowe pokarmy :)

    • Iza

      Słyszałam bardzo dużo dobrego o Bieluchu, fakt jest go trudniej dostać, ale mam jeden osiedlowy sklep, gdzie od czasu do czasu go upoluję:). Danonki ostatecznie nie są takie złe, ale wkurza mnie, że są sprzedawane jako pełnowartościowy posiłek (jogurt) dla dzieci, który ma pomagać budować zdrowe kości. U nas znowu Zosia od nie akceptowała słoiczków, ale zupek i innych dań – w sumie wcale jej się nie dziwę, bo próbowałam każdego z nich i żadnego bym sama nie zjadła ;) A w domu pijemy tylko wodę więc córka nie ma innego wyboru :P
      Rozumiem podawanie od czasu do czasu słodyczy, sama je jem i nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci miały być pod tym względem ograniczane. Ale wszystko z głową, umiarem i przede wszystkim świadomie.

      • Tak, Bielucha polecam i warto na niego polować :) Skład jest dobry i bardzo krótki :) Tak- smaki słoiczków nie zachwycają – stosowaliśmy do czasu, aż córka się zbuntowała i nie chciała więcej – koło 10 miesiąca :) I dobrze – bo zaczęło się przygotowywanie posiłków , do teraz zresztą wszyscy jemy to samo , oczywiście z uwzględnieniem małego brzuszka (typu nie smażony w głębokim tłuszczu schabowy) i gustów kulinarnych :) Głowa, umiar, świadomość- dobre podsumowanie :)

        • Iza

          Zgadzam się. A zmiana nawyków żywieniowych jest dobra dla całej rodziny ;)

  • Super, że pokazałaś to na konkretnych produktach. Bo niektórzy uważają, że jak produkt jest dla dzieci to od razu znaczy, że dobry. A tak nie jest. Ja ze swej strony mogę polecić kaszkę jaglaną z Hipp, ale jak widać nie wszystkie produkty mają dobre. Nawet zauważyłam ze o ile większość ich owoców w słoiczkach ma w składzie 99% owoców, a reszta to woda, albo wit C to niestety śliwki to tylko 45% a reszta to jakieś zagęszczacze… Widać trzeba zawsze czytać, a nie ślepo ufać marce.

    • Iza

      Lubię Hippa, ale i tak sprawdzam skład:)
      A na owocach już nie raz się przejechałam! Niby morele, niby śliwki, a w składzie cukier i zagęstniki! Teraz owoce robię tylko w domu – blenduję, gotuję, ścieram na tarce, kroję w talarki – przyrządzam na wiele różnych sposobów i podjadam razem z Zosią ;)

  • Też nie jestem bio freakiem, ale nic nie kupie bez zerknięcia na skład. Ostatnio szukałam w rossmanie jakieś przekąski dla syna, a tu wszędzie cukier! Znalazłam jedne ryżowe wafelki z sokiem jabłkowym – dwa składniki, reszta wszędzie cukier. Byłam w szoku. A ta kaszka z hippa to w ogóle jest masakra – i jeszcze mówią, że ona jest na dobranoc😜

    • Iza

      Cóż, rzadko która sklepowa kaszka czy owoce nie mają w składzie cukru… A producenci na naszej nieświadomości zbijają fortunę. Bądźmy mądrzejsi – czytajmy skład! :)

  • Świetnie, że podejmujesz ten temat. Zalewa nas tandeta żywnościowa i trzeba umieć świadomie wybierać dobre produkty. Najlepiej nie te reklamowane cuda, a produkty proste, zdrowe, lokalne.

    • Iza

      Proste = dobre! A z naturalnych produktów jesteśmy w stanie wyczarować cuda – lepsze niż sklepowe – i poradzi sobie z tym nawet takie beztalencie kulinarne jak ja ;)