Nowa rzeczywistość mamy pracującej – czyli co u mnie słychać?

with 53 komentarze

Zastanawiacie się czasem co u mnie? Czemu tak długo milczę?

Nie, nie napiszę Wam, że jestem w ciąży :D

Dołączyłam do elitarnego grona mam pracujących i pochłonęła mnie nowa rzeczywistość, którą staram się ogarnąć. W związku w tym pojawiło się u mnie kilka przemyśleń, którymi chętnie się z Wami podzielę, a przy okazji tak jak obiecałam – opowiem Wam jak mi tam w tej pracy idzie. (A jeżeli jeszcze nie czytałaś o tym jak wyglądają poszukiwania pracy mamy po urlopie macierzyńskim zapraszam cię na wpis: „Czy mama ma szansę przejść pozytywnie rozmowę kwalifikacyjną?”).

Kilka słów o pracy

Pracuję w banku od 9.00 do 17.00 więc praktycznie cały dzień jestem poza domem – wychodzę krótko po śniadaniu Zosi i wracam przed samą jej kąpielą. Nie ukrywam, że nie jest to dla mnie bułka z masłem. Co tu dużo mówić – ciężko mi. Ale czas w pracy szybko leci, bo staram się skupić na tym, co mam zrobić. Trafiłam do świetnego zespołu, atmosfera w pracy jest naprawdę przyjazna, czuję się tam swobodnie, a na tym mi bardzo zależało. Nowych informacji jest od groma! Czasem czuję, że mózg mi paruje! Ale nie tracę pogody ducha, wierzę że wszystko ogarnę:)

Pierwszy dzień

Pierwszy wyjście do pracy było dla mnie wyjątkowo trudne. Przyznam, że popłakiwałam sobie na myśl o rozstaniu z Zosią. A to oczywiście udzielało się Małej: dużo się do mnie przytulała, tak jakby czuła, że potrzebuję pocieszenia.

I nagle okazało się, że wszystko to, na co do tej pory narzekałam, przestało być problemem!

Brak czasu dla siebie?

Pfff! Przecież mam czas dla siebie wieczorem! A w ogóle to po co mi czas dla siebie?!

Zmęczenie? Nieprzespane noce?

Pfff! Przecież kawa postawi mnie na nogi! A poza tym sen jest dla słabych!

Dziecko wiszące ciągle na rękach?

Pfff! Obowiązki nie są ważne, ważna jest bliskość! A na macierzyńskim płacą mi za wychowywanie, a nie za sprzątanie!

I w ogóle to wszystko to nic takiego! W sumie to ja nawet kocham te wszystkie „trudności”!

Nagle zaczęłam doceniać monotonne dni. Te dni, kiedy w każdej chwili miałam możliwość przytulenia małego ciałka mojej córeczki. Te dni, kiedy obserwowałam każdy jej uśmiech i mogłam zareagować na każdy płacz…

Cóż, punkt widzenia zmienia się w zależności od punktu siedzenia ;)

Tata sam w domu

Na wstępie zaznaczę: nie zrozumcie mnie źle. Tatusiowie od urodzenia budują więź z dzieckiem. Ale w momencie, kiedy zostają w domu na cały dzień albo na większość dnia sam na sam ze swoim potomkiem, wytwarza się między nimi nowa nić relacji. Tata zastępuje mamę. To naprawdę magiczne i wzruszające móc widzieć, jak kwitnie więź tata-dziecko. Poza tym uczą się siebie nawzajem, wypracowują sobie zasady współpracy i znajdują sposoby na bycie ze sobą. Życzę każdej z Was, żebyście mogły tego doświadczyć.

No a poza tym… facet w końcu przekona się jak to jest „nic nie robić” na macierzyńskim – czyli prowadzić dom z dzieckiem na ręku :D

Zosia

Myślicie, że Zosia płacze, kiedy wychodzę z domu i całymi dniami jest marudna? Nic bardziej mylnego! Słuchajcie, mam wrażenie, że od kiedy poszłam do pracy, moja córka jest bardziej radosna – jakkolwiek to zabrzmi. Póki co, opiekują się nią dziadkowie na zmianę z tatą, bo czekamy na miejsce w żłobku i to naprawdę świetna opcja przejściowa – dla małej, ale i dla mnie też.

Nowa rzeczywistość

Z naszego duetu to chyba mi jest ciężej przeżyć powrót do pracy i rozstanie. Zmagam się z nową rzeczywistością, którą nie do końca jeszcze ogarniam. Czasu jest w niej tak mało, a obowiązków tak dużo! (Swoją drogą podobnie czułam się po porodzie.) Teraz dzień zaczynam wcześniej, żeby skończyć go później. Wieczorami jestem do tego stopnia zmęczona, że nie chce mi się nawet przeglądać Fejsbuka (no way!!!). Wiem, że to stan przejściowy i wszystko jest kwestią wypracowania sobie nowego systemu, dlatego głęboko wierzę, że już niedługo uda mi się oswoić nową, zapracowaną rzeczywistość i znajdę w niej czas na wszystko, co planuję :)

Jakieś porady?

Przygotowałam kilka słów otuchy dla tych z Was, które podobnie do mnie zaczynają swoją przygodę z życiem zawodowym po urlopie macierzyńskim

1. Uświadom sobie, że ten nieogar, to kwestia przejściowa. Z czasem wszystko się ustabilizuje.

2. Zaakceptuj nową rzeczywistość. Nie bierz na siebie za dużo, bo walka z czasem, to często walka z wiatrakami. Nie wydłużysz doby.

3. Sen nie jest dla słabych. Sen służy dla zregenerowania sił, żeby następnego dnia znów wycisnąć z siebie 120%. Dlatego ustal sobie górną granicę, kiedy powinnaś położyć się spać i nie przekraczaj jej.

4. Pamiętaj – nigdy nie zostawiasz swojego dziecka. Zawsze jesteś przy nim, nawet kiedy fizycznie znajdujesz się w kompletnie innym miejscu ;)

A jak to było u Was? Może macie jakieś rady dla młodych mam w pracy? Podzielcie się w komentarzu!


P.S. Po raz kolejny zadziwia mnie siła kobiet. Im więcej mamy na głowie, tym bardziej ogarniamy. Im więcej robimy, tym więcej możemy! I wiecznie odkrywamy w sobie nieodkryte pokłady energii!!!

Kobiety mają moc.

Dobrego dnia,
Iza

Daj kciuka w górę dla tego >Wpisu< na Kobiecym Facebooku! A jeżeli nadal nie jesteś naszym fanem, dołącz do jego grona, żebyśmy byli w stałym kontakcie.

Follow Iza:

Iza - mama żona blogerka. Nie zapomina też o byciu kobietą. Niepoprawna optymistka i marzycielka, ale zdarza jej się być zrzędzącą zołzą. Fanka macierzyństwa bliskości, zdrowego egoizmu i rozmowy. Najbardziej na świecie kocha swoją rodzinę i... być mamą ;)

  • Dziękuję Ilona za te słowa pociechy! :*
    Rzeczywiście z dnia na dzień jest coraz łatwiej, chociaż nadal ciężko. Ale każdy z nas potrzebuje czasu na oswojenie się z nową sytuacją więc wierzę, że kiedyś będzie jeszcze lepiej :)

  • Wow! Wielki szacunek, że podjęłaś wyzwanie!

    Czas w takich sytuacjach jest naszym sprzymierzeńcem – w miarę jak upływa, uczymy się na nowo ogarniać rzeczywistość :) i z czasem jest coraz łatwiej :D

  • Fantastycznie zaakceptowałaś zmianę, która zaszła w Twoim, a właściwie Waszym życiu. Niewiele kobiet tak optymistycznie pisze o swoim powrocie do pracy w kontekście małego dziecka. Mam nadzieję, że dalej będzie jeszcze lepiej i wszyscy na tym skorzystacie.

    • Dziękuję Ola :)
      Zawsze byłam optymistką i w ten sposób staram się podchodzić do życia – patrzeć na te jasne strony. Powrót do pracy, to naprawdę wielka zmiana, ale całe życie polega na zmianach więc wydaje mi się, że to po prostu kwestia dostosowania się do nowych warunków i wypracowania sobie nowego systemu :) Tego się trzymam! :D

      • Też mi się tak wydaje, choć widzę, że niektórzy szukają minusów na siłę ;-) Zmiany bombardują nas z każdej strony każdego dnia. To kwestia naszego nastawienia, charakteru i pracy jak je odbieramy i jaki z nich użytek zrobimy. Trzymam kciuki za Ciebie, żeby wszystko ładnie się układało. Dzielna dziewczynka z Ciebie :-D ;-)

  • Agnieszka Walkowiak

    To fajnie, że odnaleźliście się tak dobrze w nowej sytuacji :-)

    • Agnieszka, nadal się odnajdujemy, a właściwie szukamy dobrych rozwiązań, ale z każdym dniem jest coraz lepiej :)

  • Bożena Jędral

    Przy trzecim dziecku zostałam w domu. Blog minie tak wciągnął, że zajął cały etat. Była ze mną 3 lata, zanim poszła do przedszkola. Pierwsze 9 m-cy było koszmarem, Płakała codziennie, ja była roztrzęsiona. W sumie nie wiadomo, co lepsze. Starsza dwójka była ze mną rok, potem wracałam do pracy, są samodzielni, najmłodsza rozpieszczona, mocno ze mną związana. Żaden wybór nie jest łatwy ;)

    • Bożena myślę, że wiele zależy od dziecka – w końcu każde jest inne :) Brakuje mi czasu spędzonego z Zosią, marzę o powrocie na macierzyński, ale z drugiej strony wiem, że żłobek wcale nie jest taki zły. Tak jak piszesz, dziecko staje się bardziej samodzielne, a przede wszystkim przebywa z dziećmi więc też szybciej się rozwija. Początki są trudne, ale wierzę, że będzie dobrze :)

  • Przyznaję rację, że dzieci lepiej się zachowują gdy mamy nie ma obok. Nie raz słyszałam od babci, a nawet od męża, że dzieci są grzeczniejsze gdy mnie nie ma. A jak wracam od razu zaczyna się sajgon. Choć tak jak wspomnialas. Monotonne życie z dziećmi w domu, docenia się w takich sytuacjach jak twoja. Ja chociaż mam tego nie raz dość, nie jestem gotowa na to aby zostawić Majuszke w domu, Dawida posłać do przedszkola. Ale wiem, że nadejdzie ten czas. Gdzie będzie trzeba ruszyć dupsko. :)

    • Wszystko w swoim czasie :)

      A każdy, kto zostaje z moim dzieckiem, zachwyca się jaki to z niej aniołek, podczas gdy ja zastanawiam się jak można o takim rogatym diabełku mówić aniołek :D

      Tęsknię za monotonią, ale ten pęd nowego życia też ma swoje plusy. Także głowa do góry i do przodu :D

  • Sylwia Antkowicz

    Przeczytałam ten tekst chwilę po tym jak go opublikowałaś, ale brak czasu na komentarz. Bo mogłabym się odnieść w zasadzie do każdego zdania, bo w Twoim wpisie same cenne spostrzeżenia. Może mnie byłoby łatwiej gdybym miała więcej czasu na oswojenie się z powrotem do pracy, ale do końca nie byłam pewna czy pracować czy nie. Gdyby Ala nie dostała się do żłobka to zostałabym w domu, bo to co z wypłaty by zostawało po opłaceniu niani nie byłoby warte całych dni poza domem. A dziadkowie sami pracują. Ale udało nam się dostać do żłobka, ja szukam pracy, w zasadzie w środę idę na dzień próbny i fajnie byłoby dostać te pracę, bo nie dość ze w zawodzie to jeszcze „tylko” 6 godzin dziennie, a dzięki temu nie musiałabym właśnie znikac z domu na cały dzień.
    I wydaje mi się właśnie, że w życiu mamy są 2 trudne nowe sytuacje – pierwsza to ogarnięcie się po porodzie i wypracowanie nowego rytmu dnia, a druga to własnie powrót do pracy. W trakcie macierzyńskiego wiele razy narzekałam na brak czasu, nudę, a co będzie teraz? Pewnie jak zacznę pracować czasu będzie coraz mniej, a o takich leniwych dniach, gdzie jedyną atrakcją było wyjście do pracy będę marzyć.
    Co do rozłąki z dzieckiem to wiem, że to trudniejsze dla mamy, bo zawsze gdy gdzieś idę to Ala świetnie się beze mnie bawi.

    • Kiedy to komentuję, wiem już, że pracujesz :) Zastanawiam się, jak sobie radzicie…?
      Wiesz, myślę że dla każdej z nas – obojętnie ile się na to przygotowujemy, decyzja o powrocie do pracy niesie za sobą spore przeżycia. Ja od zawsze wiedzialam, że wrócę do pracy, ale jakoś się nad tym nie zastanawiałam, a czas tak szybko zleciał… :P

  • Mój synek ma dopiero 3 miesiące ale już zastanawiam się jak to będzie jak pójdę do pracy :)

    • Brawa dla Ciebie! Jak Zosia miała 3 miesiące, nawet przez myśl mi nie przeszło, że za jakiś czas wracam do pracy :D Beztrosko żyłam na macierzyńskim. A czas tak szybko zleciał…

  • Fakt powrotu do pracy tak mnie przerażał…że postanowiłam zostać z chłopcami póki co w domu ;) A mamy takie jak Ty podziwiam <3

  • Podobno dzieci znoszą rozstania z rodzicem lepiej niż my rodzice :) Zmieniłaś otoczenie, jesteś weselsza to i Zośka to dostrzega :) pamiętaj, że dzieci nie potrzebują naszego poświecenia kosztem własnego życia, potrzebują szczęśliwych rodziców :)

    • Mądre słowa! :* Każda mama powinna to sobie napisać na kartce i

      powiesić ją gdzieś, gdzie będzie zaglądać kilka razy dziennie ;)

  • Mnie też czeka ciężka decyzja, jak już urodzę , czy po roku „oddać” dziecko do żłobka. To jedyna opcja by wrócić do pracy. Ale jak piszesz, może nie będzie tak źle! Czekam na dalsze losy :)

    • Fajnie, że już o tym myślisz, czas szybko leci. Ale póki co ciesz się chwilą, wszystko się w swoim czasie ułoży :)

  • Hah, pamiętasz jak ostatnio żaliłam ci się że czuję się bezużyteczna siedząc w domu w ciąży? Otóż trafiłam do szpitala i okazuje się że w domu katastrofa. Mój narzeczony głoduje, niedługo mu się skończą skarpetki, nie ma kto mu obciąć włosów i podobno w mieszkaniu bałagan i syf. I wtedy usłyszałam ile znaczy moje „siedzenie w domu”. Gdy wraca zmęczony po pracy i może zjeść ciepły obiad i się do mnie przytulić zamiast gnac na drugi koniec miasta do szpitala… dopiero teraz widzę że odwalałam kawał roboty.
    A w czasie gdy jeszcze pracowałam to również większość obowiązków domowych było na mojej głowie, ale angażowałam czasem partnera a często po prostu odpuszczałam by nie popaść we frustrację (a i tak się zdarzalo)

    • Teraz już dawno jesteś ze swoją córeczką w domu, ale patrząc na te wydarzenia z perspektywy czasu i własnego doświadczenia wiem, że czasem warto przeżyć taką rozłąkę, żeby zauważyć ile naprawdę robimy :) Świat bez nas nie ma szans po prostu :D

  • Masz rację – paradoksalnie im więcej na głowie, tym łatwiej się zorganizować. Magia! :)

    Podziwiam Cię, bo ja nie umiałabym pracować w takim trybie. Odkąd moja Zosia skończyła dziewięć miesięcy zaczęłam pracę w domu. Początkowo było łatwiej, bo spała w ciągu dnia, natomiast teraz nie ma już na to szans, więc często wykonuję swoją robotę w bardzo dziwnych godzinach. Ale dla mnie wszystko to jest do przełknięcia, byle bym nie musiała codziennie spędzać czasu w sztywnej pracy. Myślę jednak, że oba rozwiązania mają swoje zalety i wady. Czasem brakuje mi kontaktu z drugim człowiekiem, a i ciągłe przebywanie w domu sprawia, że człowiek fiksuje, ale pocieszam się tym, że robię to, co kocham.

    Powodzenia w przetrwaniu tego stanu przejściowego! Najważniejsze, że Mała świetnie sobie z tym radzi.

    PS. „Pierwszy wyjście” – pewnie miałaś na myśli „pierwsze wyjście” :))

    • Dużo myślałam nad pracą w domu i myślę, że nawet cieszyłabym się z takiej formy zarobkowania. I tak jak mówisz, wszystko ma swoje plusy i minusy, takie życie. Praca w domu dalej siedzi mi gdzieś z tyłu głowy, ale póki co podejmuje zadania, których się podjęłam, Ale kto wie, może „następnym razem”? ;)

      P.S. Oczywiście, miałam na myśli pierwszE wyjście :))

  • Gratuluję odwagi! :) Mnie fakt, że kiedyś będę musiała wrócić do pracy póki co przeraża…

    • Dzięki! Chociaż nie raz ryczę w drodze do pracy…
      Kiedyś kiedyś nadejdzie, a póki co ciesz się chwilą :) Wszystko się ułoży w swoim czasie ;)

  • Inspiracje dla szkoły

    Izo, jesteś dzielna! A Zosia – niesamowicie dzielna! :-) Ja jeszcze pozostaję w domu, podjęłam decyzję, że chcę zostać z Oliwką do 3.roku, ale już teraz bardzo boje się tego momentu. Dziękuje Ci za ten wpis, dodał mi otuchy! Szczególnie fragment, w którym piszesz, że Zosia jest teraz bardziej radosna :-) Super!

    • Dziękuję za ciepłe słowa :*

      Dzieci też potrzebują czasu, żeby przyzwyczaić się do nowej sytuacji, ale każdy z nas to kiedyś przechodził. Każdy z nas miał swój pierwszy raz w żłobku/przedszkolu/zerówce i ostatecznie każdemu z nas takie rozwiązanie się podobało :) Także na pewno będzie dobrze! Chociaż nie ukrywam, początki do łatwych nie należą…

  • Jak widać dajesz radę! Na pewno będzie jeszcze lepiej :) Życzę powodzenia!

  • Jeszcze nie mam w tym doświadczenia, ale podejrzewam, jak musi być trudno pogodzić to wszystko :) A co do taty, to na pewno dobrze, jeśli na własnej skórze przekona się, ile rzeczy jednocześnie musi robić kobieta-matka :)

    • Masz rację Natalia, czasem warto postawić faceta w roli kobiety, wtedy zauważa i docenia to, co robimy :)

  • Macierzynstwo-raz!

    Dasz radę! Powoli wszystko ogarniesz! Powodzenia :)

  • Masz rację, wszystko jest do ogarnięcia. Ja powrót do pracy po macierzyńskim wspominam bardzo dobrze, tez miałam wtedy wrazenie, że moje dziecko się jakoś bardziej radosne, uwielbiałam ten moment kiedy wracałam z pracy, a Olek rzucał mi się na szyję. Teraz kiedy siedzę na drugim macierzyński i czytam ten tekst trochę zazdroszcze. Bo mój maluszek ma dopiero 3 miesiące, a mi juz chce sie do ludzi. Powodzenia życzymy :)Trzymaj sie.

    • Izabella Czyż

      U mnie identycznie:) po pierwszym macierzyńskim powrót do pracy był bardzo przyjemny i pożądany mimo że wtedy urlop trwał pół roku A teraz moja córeczka ma trzy miesiące i przyznaje ze czasem brakuje mi wyjścia do ludzi i rzucenia się w wir innych spraw i problemów.Suma summarum wszystko się z czasem stabilizuje i jest super tylko czas jakoś później leci bez opamiętania.Mój syn ma już 5 lat omg.

      • Iza, już 5 lat?! Jestem w szoku jak czas szybko leci, dopiero pisałyśmy maturę :(:P

        Masz rację, z czasem wszystko się unormuje, w końcu każdy potrzebuje czasu, żeby dostosować się do nowej sytuacji :) Ale ja miewam dni, kiedy płaczę w drodze do pracy i mam ochotę rzucić wszystko i wrócić z Zosią do domu :P

    • Wiesz, dopóki moja Zosia siedziała u dziadków, też cieszyłam się z powrotu do pracy, ale kiedy zaczęłam oddawać ją do żłobka, przestało być mi tak wesoło… Teraz jest już troszkę lepiej, ale nadal są dni, kiedy jadę do pracy ze łzami w oczach i prawie piszę wypowiedzenie na kolanach :P

  • Oj dokładnie masz rację :D im więcej na głowie tym sprawniej działamy :) i mam wrażenie, że wcale nam to nie przeszkadza. Bo takie z nas scyzoryki do wszystkiego :D a jeszcze ta duma! Że daje sobie radę :) Pytasz o doświadczenia? Pomimo tej wielkiej siły trzeba znać swoją granicę, a ona bywa bardzo zdradliwa. Mama, która pracuje powinna obserwować swój organizm, żeby nie naładować sobie zbyt dużo na plecy. Zdrowy egoizm :D Pozdrowionka w nasze święto!

    • Ojjj jak bardzo teraz były mi potrzebne takie słowa! Dopiero teraz rozumiem, o czym mówisz! Ciągle mi się wydaje, że dam radę ze wszystkim i mogę wszystko, ale mój organizm zaczyna mieć inne zdanie na ten temat :D Zdrowy egoizm przede wszystkim :)

  • tęskno mi do pracy niestety nie mogę bo najmniejszy ma alergie i nie zostanie przyjęty do żłobka ale z jego alergia coraz lepiej więc myślę że do przedszkola pójdzie bez problemów :D

    • Pewnie jak wrócisz do pracy, będziesz tęsknić za czasem spędzanym w domu z dziećmi :D Przynajmniej ja tak teraz mam :p Trzymam za Was kciuki :)

  • Oj pamietam swój pierwszy dzień w pracy. Wyłam jak tylko zamnęłam za sobą drzwi, było mi strasznie ciężko. A Karolina jak Karolina, bardzo chętnie zostawała z nianią. Później udało mi się to wszystko poukładać, chociaż strasznie żałuję, bo wiele ważnych momentów z jej życia mnie po prostu ominęło. Tego najbardziej żałuję.

    • Olga, doskonale znam ten ciężar. Dopóki Zosia była u dziadków, wszystko było pięknie i kolorowo. Ale od kiedy oddaję ją do żłobka, wszystko się skomplikowało i nie raz jadę do pracy ze łzami w oczach, a w myślach piszę wypowiedzenie. Ale wierzę, że z czasem wszystko się poukłada… :)

  • Anna D

    Przeczytałam i od razu poczułam w sobie energię. :) Muszę powiedzieć, że podziwiam za tę umiejętność łączenia pracy z byciem mamą. Nie jestem mamą, a te osiem godzin w pracy mnie wykańcza, więc naprawdę chylę czoła przed takimi zdolnościami. :) Dla Zosi na pewno to dobrze, że pobędzie trochę w swoim świecie, będzie jej potem łatwiej w życiu, tak myślę. Pozdrawiam serdecznie i zamawiam więcej równie energetycznych i pozytywnych tekstów!

    • Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa :*
      Zanim zostałam mamą, 8 godzin w pracy też mnie wykańczało :D Ale jak już pisałam, mam wrażenie, że my kobiety im mamy więcej na głowie, tym więcej siły na to wszystko znajdujemy ;)

  • Gratuluję powrotu do pracy i tego, że trafiłaś na tak świetną ekipę :) Z pewnością to była trudna decyzja i początki są ciężkie, ale z pewnością z czasem będzie o wiele łatwiej :) Dzięki takim sytuacjom dostrzegamy jak ważne jest to co mamy, zaczynamy doceniać każdą chwilę. Powodzenia! :)

    • Dziękuję Agata :*
      Masz rację, już jest trochę lepiej, chociaż do ideału daleko ;) Ale nadal wierzę, że to wszystko kwestia czasu :)

  • Pamiętam, jak niedawno moja przyjaciółka przerabiała taki powrót (i to też do pracy w banku) ;) Ona przechodziła to dużo gorzej niż młodociany Franciszek. Okazało się, że syn całkiem spoko sobie radzi animowany przez babcie i opiekunkę, a mama może się spełniać zawodowo. Za to w weekendy się nie rozstają :)

    • My też w weekendy się nie rozstajemy :) A dopóki Zosia siedziała u babci i dziadka, wszystko było kolorowe i naprawdę dobrze chodziło mi się do pracy! Ale żłobek to inna bajka… No nic, zobaczymy jak pójdzie dalej, póki co wierzę, że to wszystko to tylko kwestia czasu :)