Wiecznie nie dość dobra – tekst, który niczego was nie nauczy

with 14 komentarzy

 

Poruszona rozmową z pewną osobą, stworzyłam ten tekst. Tekst niczego Was nie nauczy, ale być może wprowadzi Was w świat, który dla jednej z nas jest codziennością. Życzę sobie, aby zmusił Was – tak jak mnie – do refleksji nad tym, co jest w życiu ważne. Co mamy, czego nie dostrzegamy, a może co chcemy zmienić.

Zapraszam,
Iza

 

Wiecznie źle, wiecznie za mało, wiecznie nie dość dobra.

Chujowa pani domu,

zawsze gdzieś jest brudno, wyprane ciuchy kwitną już trzeci tydzień na suszarce, a w zlewie zalega wczorajszy obiad.

Nieperfekcyjna kucharka,

zawsze coś przypalę, przesolę, albo po prostu ugotuję potrawę bez smaku i wyrazu, którą chyba z samego szacunku do swojej pracy zjadam sama.

Jeszcze gorsza kochanka,

zawsze zmęczona, bez ochoty na cokolwiek, zimna i nieatrakcyjna. W niczym nie przypominam kobiet z tv.

W pracy zwykły przeciętniak bez szans na awans.

Ciało pozostawia wiele do życzenia, a właściwie to chyba sama tak na siebie patrzę, a przez to każdego dnia czuję się coraz gorzej sama ze sobą.

Staram się i choć robię wszystko, co w mojej mocy, nie układa się tak, jak bym chciała. Pożytkuję 100% swoich sił, ale mam wrażenie, że się cofam. Może za bardzo chcę…?

Skąd wzięło się to wszystko?

Brak akceptacji i wieczne parcie na szkło, żeby móc więcej, zrobić więcej, tak zrobię to!, tak dam radę! (mimo że padam na pysk).

Mimo wszystko, naprawdę się staram. Robię to wszystko, na co starcza mi sił, ale okazuje się, że to ciągle za mało. Wstaję nad ranem – zapieprzam, idę do pracy i zapieprzam, wracam do domu – zapieprzam, przychodzi upragniony wieczór, a ja nadal zapieprzam! Czuję się trochę jak chomik na wybiegu. Odpoczywam już właściwie tylko pół godziny przed snem, kiedy z trudem utrzymuję oczy otwarte. A potem przychodzi noc, i choć doba nadal ma 24 godziny, czas na sen dziwnie się skurczył.

Po co to robię?

Dla siebie?

Też. Czuję się spokojniejsza, kiedy zaliczę kilka obowiązków (takie przyzwyczajenie z dzieciństwa). Ale przede wszystkim dla nich. Żeby mogli powiedzieć, że mają w domu dobrą gospodynię, matkę, żonę, kochankę, przyjaciółkę, powiernika sekretów, mistrza planowania finansowego i czego tam jeszcze sobie wymyślą. Robię to dla nich, bo gdzieś w głowie kiedyś utkwiło mi, że powinnam tak robić. I nawet nie byłoby to takie złe, ale kiedy słyszysz: rusz dupę, bo przyzwyczaiłaś się, że wszystko za ciebie robię – ucieka gdzieś cała chęć do życia.

Chciałabym móc znowu powiedzieć, że kocham swoje życie i akceptuję siebie. Codziennie o tym myślę i pracę nad sobą wrzucam na listę obowiązków. Z tym, że akurat to zadanie jakoś łatwiej mi przełożyć na nienadchodzące nigdy „później”…

Czasami, kiedy wieczorami biorę szybki prysznic albo kończę prasowanie trzytygodniowej kupki prania, cicho płaczę, a przez moją klatkę piersiową przechodzi ostry ból. Czy chciałam, żeby tak wyglądało moje życie?

Czy takie życie jest coś warte?

Jak długo można tak żyć?

I czy to w ogóle życie…?


Dbajcie o siebie, ale tak naprawdę o siebie. O swoje dobre samopoczucie, odpoczynek i godne życie. Bądźcie dla siebie dobre, wierzcie w siebie. Wyjdźcie z cienia. Walczcie o poczucie własnej wartości, bo każda z nas jest warta więcej niż milion dolarów – taka, jaką jest! Odrzućcie stare przyzwyczajenia i robienie czegoś, bo tak powinno być. Róbcie to, co same uważacie za słuszne.

Bądźcie cudowne – takie, jakie jesteście!

Kochajcie.

Żyjcie.

 

 

 

 

Follow Iza:

Iza - mama żona blogerka. Nie zapomina też o byciu kobietą. Niepoprawna optymistka i marzycielka, ale zdarza jej się być zrzędzącą zołzą. Fanka macierzyństwa bliskości, zdrowego egoizmu i rozmowy. Najbardziej na świecie kocha swoją rodzinę i... być mamą ;)

  • cóż więcej można napisać to fakt powinny kobiety się szanowac i wspierać nawzajem….

  • Czasem łapię się na tym, że zrzędzę „dla kogo ja to robię?”. I nadal nie wiem dla kogo. Ale zaczęłam zauważać w swoim życiu siebie – bo przecież jestem ważna, prawda?

  • Ja też zapieprzam jak mały samochód, wstaje przed wszystkim i zasypiam po wszystkich, ale mimo tego jak zakładam co muszę zrobić dnia następnego, to po prostu muszę to zrobić i koniec. Aczkolwiek kiedy mam ochotę na drzemkę to rzucam wszystko i zamykam się w sypialni i idę spać, chyba każda kobieta ma takie myśli jak Ty :)

  • Chyba każda z nas doświadcza czasem takiego stanu. My, kobiety, a szczególnie matki, mamy tendencje do tego, aby brać na siebie zbyt dużo obowiązków i aby udowadniać sobie i światu, że jesteśmy doskonałymi matkami, żonami, siostrami, córkami, a do tego pracownicami lub przedsiębiorczyniami… tyle że łatwo w tym wszystkim zgubić siebie. Trzymajmy się i wspierajmy, dbajmy o siebie! :) Pozdrawiam ciepło :*

  • Trzymaj się, bo także zasługujesz na szacunek i piękne życie!

  • Paradoksalnie polubiłam sibie i jestem dla siebie dobra odkąd zostałam mama :)

    • U mnie nie od razu było tak kolorowo, ale na pewno bycie mamą pomaga w zaakceptowaniu siebie i dodaje sił :)

  • W styczniu obiecałam sobie, że w tym roku będę dla siebie dobra. To najlepsze co mogłam dla siebie zrobić. Uczę się odpuszczać, akceptować siebie i nie obwiniać.
    Myślę, że poruszyłaś ważny dla nas- mam- temat. Robisz dobrą robotę :)

    • Dziękuję :*
      Masz rację, problem dotyka niejednej z nas i dlatego warto sobie go uświadamiać i działać, żeby żyć w zgodzie ze sobą – żyć szczęśliwie :) Powodzenia! :)

  • Sylwia Antkowicz

    Mam wrażenie, że każda z nas doświadcza czasem takiego pesymizmu i czuje się podobnie. Zwłaszcza, gdy wiele na siebie bierzemy. Może będzie Ci lżej, gdy napiszę, że i u mnie ostatnio bywa podobnie. Lubię byćperfekcjonistką, lubię moją ambicję, nie lubięmarnować czasu, nie lubię nie zrobić niczego produktywnego w ciągu dnia i nie wystarczają mi podstawowe obowiązki, które zrobić muszę – jak pójście do pracy, ugotowanie, czy wykąpanie Ali. Czasami mam taki bałagan, że się załamuję, i nawet nie chodzi o stertę prasowania. Ale czasem posprzątam na błysk a po 2 dniach Ala upaćka szafki brudnymi rękami… I wygląda jakbym z miesiąc nie sprzątała. Albo kot wyleje picie na kanapę i masz dodatkową pracę. Uwielbiam pisać bloga, ale ostatnio ciągle czuję, żeodbywa się to z ogromnym poświęceniem – bo w tym czasie mogłabym poprasować, pobawić sie z Alą, czy pobyć z partnerem. A ja po nocach siedzę i piszę. Bo nie mam kiedy.

    • Sylwia doskonale Cię rozumiem :)
      I chociaż na co dzień wydaje się, że w miarę ogarniasz, to coś zawsze jest po tyłach. Coś zawsze kosztem czegoś. Dlatego jak zauważyłaś ja z blogiem mocno odpuściłam. Z resztą nie tylko z blogiem:P Mniej sprzątam, gotuję szybko i na dwa dni, w piątek spinam poślady, a weekendy staram się spędzać z rodziną, żeby nadrobić tygodniowy czas :) Na wszystko przyjdzie pora, a takie pesymistyczne myśli zdarzają się nawet największemu optymiście. Akurat przytoczona sytuacja dotyczy osoby, która żyje w takich uciemiężonych warunkach psychicznych, ale dla nas wszystkich to ma być pewnego rodzaju otrząśnięcie się. Pobudzenie do tego, żeby robic wszystko, aby nie stać w tym miejscu, które opisałam :)