Zmęczenie odbiera mi siebie

with 32 komentarze

zmeczenie

Macierzyństwo wymaga od nas bycia dostępną 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Bez żadnych przerw, możliwości wzięcia urlopu czy chorobowego. Bez możliwości rzucenia wszystkiego, bez możliwości odwrotu. Nie ma, że boli – nie ma litości dla matki rodzicielki. Właściwie poczynając od porodu, z którego nie możemy się już wycofać, aż do usamodzielnienia się naszego dziecka, nie jesteśmy już odrębną, pojedynczą jednostką. To prowadzi do ogromnego zmęczenia. Całkowitego zużycia materiału.

Znasz to?

Ile razy zdarzało mi się płakać ze zmęczenia i bezsilności? Nawet nie liczę.

Ile razy muszę na chwilę zamknąć oczy i odetchnąć głęboko, żeby uleciała ze mnie wybuchająca złość? Miliony razy.

Ile razy mój głupi (a może jednak mądry?) upór kazał mi wstawać w nocy co godzinę do łóżeczka Zosi, byle tylko nauczyła się spać oddzielnie? Zgubiłam rachubę.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio obudziłam się wyspana. Nie pamiętam, kiedy ostatnio udało mi się przespać w ciągu 5-6 godzin. Nie pamiętam, kiedy ostatnio wzięłam prysznic dłuższy niż 10 minut. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przy jakiejkolwiek czynności nie byłam poganiana przez krzyki wymagającego małego człowieka.

Pojawia się brak kontroli.

To wszystko sprawia, że przestaję sobie radzić ze zmęczeniem. O ile na początku dało się je okiełznać i zalać kawą, tak teraz z dnia na dzień coraz ciężej mi się z nim uporać. Na wszystko wiecznie brakuje czasu, doba powinna mieć co najmniej 48 godzin. Wszystko robię pod ogromnym naciskiem czasu i presji. Zmęczenie kopie mnie, mimo że już dawno leżę na ziemi.

Zmęczenie odbiera mi prawdziwą siebie.

Ten nadmiar stresujących bodźców sprawia, że z osoby optymistycznej, uśmiechniętej, pełnej energii i chęci do działania, staję się narzekającą, zrzędzącą babą. Ciśnienie sprawia, że spinam się jeszcze bardziej. Chcę zrobić wszystko, a nic mi nie wychodzi. Więc do obrazu nędzy i rozpaczy jakim się staję, dokłada się jeszcze przyjaciółka frustracja… Serio, to straszne, ale zmęczenie definiuje mnie jako osobę. Zmieniam się o 180 stopni. Trochę jak Hulk pod wpływem złości stawał się potworem, tak matka pod wpływem zmęczenia staje się zołzą.

Potwór na naszych barkach.

W momencie kulminacyjnym jestem cieniem siebie, właściwie sama ze sobą nie umiem wytrzymać i dziwię się mojemu mężowi, że daje radę być przy mnie. Dobrze, że są mężczyźni, którzy to rozumieją. Rozumieją, że kobieta nie staje się babskiem na własne życzenie i z własnej woli. Rozumieją, że potwór jakim jest zmęczenie siedzi nam na barkach, wchodzi na głowę i właściwie nic już przez niego nie widzimy. Że ten potwór próbuje zająć całą mnie, że chce wejść w moje ciało i całkowicie przejąć nad nim kontrolę.

Tak się czuję, kiedy zmęczenie trwa zbyt długo.

Przestaję być sobą. Zamiast mnie, po domu chodzi wielki złośliwy zielony babol.

potwor

Wszyscy na tym tracą.

Przede wszystkim ja tracę. Tracę chwile, dni, które mogłabym przeżyć zupełnie inaczej będąc sobą. Traci na tym mój mąż, który mimo usilnych starań nie potrafi zrzucić mi z pleców ogromnego zmęczenia. Traci na tym moje małżeństwo, bo kiedy złośliwy potwór przeze mnie przemawia, łatwiej jest o kłótnie. I traci na tym moja córka, do której nie mam cierpliwości, nie mam siły się z nią bawić i nie mam w sobie iskry szczęścia, która sprawia, że i ona jest szczęśliwa.

To okropne, jak jeden czynnik może zmienić człowieka.

Ale uważam, że dużym plusem i ZBAWIENIEM jest fakt, że przychodzi ten moment, w którym zauważam w sobie tego złośliwego zielonego potwora. Że zamiast siebie, w lustrze widzę zupełnie obcą mi osobę. Wtedy z przerażeniem mówię sobie: „Cholera, nie tedy droga!”. Luzuję, odpuszczam, wychodzę z siebie, zrzucam potwora i wracam dalej zmęczona, ale ze świadomością samej siebie.

Czy to jeszcze zmęczenie czy już depresja?

Bardzo ciężko jest zauważyć depresję i przede wszystkim przyznać się do problemu. Tu apel to partnerów: obserwujcie swoje kobiety! Obszerny i treściwy artykuł na ten temat, w którym znajdziecie porady odnoście objawów, rodzajów i możliwości leczenia depresji możecie przeczytać TUTAJ. Znajdziecie tam też wypowiedź psychoterapeuty odnoście rozpoznania depresji u bliskiej osoby i tego jak takiej osobie pomóc.

Przytoczę tutaj tylko cytat odnośnie objawów tej paskudnej choroby, o którą w okresie jesiennym jest dużo łatwiej:

WHO publikuje kryteria diagnostyczne wszystkich chorób, w tym także i zaburzeń depresyjnych. Kryteria te mają charakter pomocniczy. Ostateczną  diagnozę  można  postawić  tylko  w bezpośrednim kontakcie z lekarzem.

WHO wyróżnia trzy podstawowe objawy depresji (trzy pierwsze z listy poniżej) oraz siedem dodatkowych:
1. obniżony nastrój, czyli depresja jako objaw
2. brak radości (anhedonia)
3. brak energii (anergia)
4. negatywna własna ocena
5. poczucie winy
6. myśli i zachowania samobójcze
7. niesprawność intelektualna
8. zaburzenie aktywności
9. zaburzenia snu
10. zaburzenia apetytu i masy ciała
Depresja staje się prawdopodobna, o ile ujawnią się równocześnie co najmniej cztery objawy z tej listy, w tym co najmniej dwa podstawowe i będą utrzymywać nieprzerwanie  przez okres co najmniej dwóch tygodni.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/uklad-nerwowy/depresja-objawy-i-leczenie-test-czy-masz-depresje_35787.html


Każdy ma czasem gorsze dni. Każdy jest czasem zmęczony. Ale mamy wiedzą aż za dobrze, co to znaczy mieć okropnego zmęczeniowego potwora na plecach, który przeobraża kobietę w prawdziwą zołzę. Pilnujmy się, żeby zmęczenie nie przesłoniło nam całego świata i samej siebie.

Dziewczyny, nie dajmy się temu okropnemu potworowi!

Trzymajcie się ciepło!

Iza

 

Jeżeli podobał Ci się mój wpis, zapraszam do polubienia Kobiecego fanpage’a na facebooku (o tutaj) – będziesz na bieżąco z tym co u mnie i kiedy pojawiają się nowe wpisy! :)

 

Zdjęcie w nagłówku autorstwa Benjamin Combs pochodzi z portalu https://unsplash.com.
Zdjęcie we wpisie pochodzi z portalu http://albumarium.com/.
Follow Iza:

Iza - mama żona blogerka. Nie zapomina też o byciu kobietą. Niepoprawna optymistka i marzycielka, ale zdarza jej się być zrzędzącą zołzą. Fanka macierzyństwa bliskości, zdrowego egoizmu i rozmowy. Najbardziej na świecie kocha swoją rodzinę i... być mamą ;)

  • Najważniejsze, żeby sam ojciec do tego dojrzał. Chociaż nie ukrywam, że stereotyp matki polki jest mocno zakorzeniony w naszej tradycji i ciężko jest go wyplewić. Naprawdę wiele, a właściwie wszystko zależy od faceta…
    P.S. To ostatnie chwile, kiedy możesz się odprężyć – staraj się puszczać wszystkie uwagi mimo uszu ;)

  • Niestety masz rację. I drugi powód – często otoczenie, społeczeństwo naciska na młode matki, że powinny sobie dawać we wszystkim radę, bo tysiące kobiet sobie radzi więc dlaczego Ty nie? Ciężko się żyje z taką presją…

  • Ada, zgadzam się co do biegania – to cudowny sposób na rozładowanie napięcia, naładowanie baterii i umysłowy odpoczynek :) A zaraz po bieganiu prysznic z pięknie pachnącym żelem pod prysznic w roli głównej mmmm <3.
    Powiem Ci, że zanim zostałam mamą lepiej sobie radziłam ze zmęczeniem. Cóż, miałam wtedy więcej czasu na relaks ;) Teraz walczę z zielonym potworem o wiele większym niż dotychczas i o wiele trudniejszym do zrzucenia z barków. Ale wszystko da się przeżyć, tylko tak jak piszesz, grunt to nie zatracić siebie!

  • Każdy organizm potrzebuje czasu na regenerację, a kiedy czasu na regenerację brakuje, pojawia się właśnie bunt – zielony potwór ;) (Swoją drogą wymyśliłam go pod wpływem chwili i emocji – pisząc ten wpis – a zobacz, jaką robi karierę!). Ja też często doprowadzam swój organizm do ostateczności i dopiero wtedy odpoczywam. Ale coraz częściej zauważam, że lepiej wpleść odpoczynek w codzienne rytuały niż wykańczać się do zera, bo ma to fatalne skutki – także zdrowotne.

  • Iza to mega ważne, co napisałaś ! Nie bądź zielonym potworem – przepraszam , musiałam do tego nawiązać :) Masz rację, zmęczenie może bardzo zmienić nasze zachowanie. Też mam taki dzień, że chodzę wtedy poirytowana, wszystko mnie wkurza, nawet najmniejsza rzecz zwraca moją uwagę…. też pewnie jestem wtedy potworkiem :) Mam trochę zadań do wykonania, ale staram się czasem odpuścić to, co mniej ważne, żeby już sobie nie dokładać więcej. Czasem mam też taki dzień, że najzwyczajniej w świecie muszę odpocząć, realizuję wtedy plan „minimum”, wyłączam się od pewnych rzeczy, a gdy dziecko śpi w ciągu dnia – sama idę spać. Nie staram się wtedy trzymać na siłę, opuszczam. To bardzo ważne, żeby zauważyć kiedy się zmieniamy, kiedy nasze zachowanie nie jest ok, kiedy źle czujemy się same ze sobą. Tak, jak piszesz- dobrze mieć osoby, które zrozumieją, ale też powiedzą nam, że coś jest nie tak. Świetny tekst Iza i bardzo potrzebny !

    • Dziękuję!
      Bardzo ważne jest to, co napisałaś o odpoczywaniu – czasem trzeba po prostu z pewnych planów zrezygnować i odpocząć, żeby zrzucić zielonego potwora ze swoich barków ;) Ja nawet czasem pomijam plan „minimum” i najzwyczajniej w świecie cały dzień nic nie robię (o ile można tak powiedzieć będąc mamą).

  • Pomoc innych jest bardzo ważna w takich momentach. Ja właściwie nie wiem jakbym sobie poradziła bez moich najbliższych, cieszę się ogromnie, ze mam w nich takie wsparcie :)

  • Podpisuję się pod tym rękami i nogami! Z resztą na ten temat też już pisałam :) Idealizm wyrzucamy do kosza! Mi też wtedy łatwiej się żyje :)
    Chociaż czasem zmęczenie przeważa wszystko, to właśnie w takich chwilach nie czuję się sobą.

  • To ciężki temat, ale bardzo dobrze, że go poruszasz. Zmęczenie jest wpisane w rodzicielstwo, więc jeśli nie potrafimy sobie z nim radzić same, to dobrze czasem nawet poszukać pomocy u specjalisty, aby nie wpędzić się w depresję.

    • Zgadzam się i na szczęście w dzisiejszych czasach korzystanie z wizyt u specjalistów nie jest już powodem do wstydu.

  • Trzeba sobie odpuścić, odpocząć i nabrać sił. Ale nie zasiedź się, bo takie nastroje i pogoda łatwo mogą przeobrazić zmęczenie w depresję…!

  • Karolina

    Żyjemy w czasach wiecznego zmęczenia i zabiegania. Moje bezdzietne koleżanki narzekają, że czasu brak, że zmęczone. Moje dzieciate koleżanki (ze mną włącznie) narzekają, że dziecko, dom na głowie, praca, nieprzespane noce, itd. Czasem się zastanawiam, jak radziły sobie nasze matki, babki, które miały po 4-5 potomstwa…Nawet ciężko mi to sobie wyobrazić. Receptą wydaje mi się tylko dobra organizacja pracy i wsparcie partnera. Wiem, wiem łatwo się mówi ;)

    • Myślę, że nasze matki i babki też miały takie chwile załamania i niejedną przepłakaną noc, ale nie mówiły o tym. Dopiero teraz kobiety zaczynają głośno mówić o wszystkich „blaskach” macierzyństwa, zaczynają głośno domagać się pomocy innych i łamią stereotyp perfekcyjnej, uśmiechniętej pani domu :)
      Masz rację, że dobra organizacja pracy i wsparcie partnera, a w moim przypadku też rodziców, to ogromna pomoc w ogarnięciu wszystkiego. Ale nie wszystko da się zaplanować i zorganizować, czasem to dziecko zmienia nasze plany. Wtedy łatwo o zmęczenie i frustrację. Całe szczęście, że po burzy zawsze wychodzi słońce ;)

  • Życzę jak najszybszego poprawy humoru i trochę odpoczynku. :)

    • Dziękuję! :) U mnie już całkiem dobrze, w końcu jestem kobietą i zmienność nastrojów to jedna z moich cech charakterystycznych ;)

  • Ja też jestem ciągle zmęczona mimo iż dziecka nie mam.
    Ta pogoda wpędza mnie w depresję.

    • Zgadza się, pogoda pozostawia wiele do życzenia… Do tego to przeklęte zmęczenie… Ale każda z nas musi znaleźć swój sposób na utarcie im nosa!

  • Zabiegana Mama

    Piękne zdjęcie główne i ważny temat..

  • Byłam kiedyś w tamtym miejscu i niosłam tego potwora na własnych barkach. Zrobienie czegokolwiek było dla mnie wielkim problemem, ale nie wiem jak i kiedy, ale to się skończyło. Może odpusciłam, dałam sobie więcej luzu i znalazłam pasję do działania. Mam jednak wrażenie, że wpędzenie się w taki stan wcale nie jest trudne, wystarczy mało snu, dużo obowiązków, brak możliwości odpoczynku, odespania i w ten sposób koło się zamyka.

    • Zgadza się, łatwo się przemęczyć, o wiele trudniej z tego wyjść. W moim przypadku wielką pomocą jest wsparcie bliskich, bez nich nie byłoby wcale tak kolorowo… :)

  • Roman Sidło

    Tym fragmentem o depresji bardzo mnie zmartwiłaś… no ale nie będę się rozpisywać.
    Trochę smutne jest to, co piszesz, aczkolwiek mimo braku potomstwa wydaje mi się, że doskonale Cię rozumiem. Sam podobnie reaguję na inne sytuacje, które zabierają mi mnóstwo czasu, oferując w zamian jedynie frustrację. Ale myślę też, że widok uśmiechniętej, radosnej pociechy jest w stanie wynagrodzić Ci te wszystkie nieprzespane noce i życie w ciągłym pędzie i pod stałą presją.

    • Matczyna miłość nie ma granic i jest bezwarunkowa – nie kocham za coś, po prostu kocham:) Ta miłość daje siły. I masz racje, uśmiechnięte dziecko wynagradza wszystko, a te złe chwile bardzo szybko się zapomina.
      Ale nie chcę pokazywać macierzyństwa tylko z tej dobrej strony, zakładając bloga i promując go, chciałam pokazać wszystkie twarze kobiety będącej mamą :)
      A mama jak to mama – ze wszystkim sobie poradzi!

      • Roman Sidło

        Oczywiście, doceniam fakt, że pokazujesz zarówno cienie, jak i blaski macierzyństwa :)

  • kurcze, w końcu trafiłam na macierzyństwo bez słodkości, a normalne, które pokazuje jakie mogą być problemy.
    Głowa do góry!

    • U mnie głowa przeważnie jest u góry:D niemniej jednak są takie chwile, kiedy mam dość i nie wstydzę się o tym mówić:) Daleko mi do perfekcjonizmu ;)

      • i nalezy o tym mówić! czytając prawdziwe problemy to utożsamiam się z daną osobą, czytając słodkości po 3 zdaniach przestaje czytać ;)